Książki, które przeczytałam latem.

Wzięło mnie ostatnio na jakieś letnie podsumowania. Zupełnie nie wiem dlaczego, bo nigdy podsumowań jako takich nie robię (no, poza perełkami), a już na pewno nie robię bilansów na zakończenie roku czy, tym bardziej, na zakończenie lata. W tym roku jakoś trudno mi się rozstać z tymi minionymi tygodniami; być może, gdyby lato było odrobinę mniej dla nas łaskawe, mniej ciepłe i piękne, byłoby łatwiej. Ale, kurde mol, było bajeczne! Tak więc wracam wciąż do lipca i sierpnia, przeglądam zdjęcia, wyciągam z szafy mój nowy cudny granatowy kostium kąpielowy w groszki (w stylu pin- up! dokładnie taki, o jakim marzyłam!) i myślę sobie, że znowu bym poszła sobie na plażę... Jakoś trudno mi zrobić miejsce na nowe, które nieuchronnie nadchodzi, mimo że grzyby w lasach rosną na potęgę i kusi mnie, oj kusi jak nie wiem co, taki dobry sosik do makaronu, kurkowy na ten przykład... Ja się tu kulinarnie rozmarzam, a o książkach przecież miało być. 



Także ten... W czerwcu, lipcu i sierpniu przeczytałam w sumie 8 książek. Czy to dużo, czy mało, zależy od punktu widzenia osoby, która czyta (lub nie czyta- chociaż mam nadzieję, że jednak czyta). Dla kogoś, kto wciąga książki nosem, to niewiele. Ale już dla kogoś, komu trudno jest przeczytać codziennie choć jedną stronę, to zawrotna ilość. Dla mnie to ilość całkiem ok jak na obecny czas. A raczej brak czasu... Tak, ciągły deficyt czasu powoduje, że czytam zdecydowanie mniej niż bym chciała i często wieczorem do snu wybieram artykuł w "Wysokich obcasach" czy "The Mother Mag" (swoją drogą wcale nie czuję się z tego powodu źle, bo oba tytułu są warte polecenia). Kiedyś, zanim jeszcze pojawiły się dzieci i praca na własny rachunek, czytałam więcej. Czytałam bez przerwy w zasadzie. Później na kilka lat porzuciłam książki, z czego zupełnie nie jestem dumna, i teraz z radością ponownie odkrywam radość z czytania. Jak mogłam o tym zapomnieć?? Wstyd. Podobno człowiek żyje tyle razy, ile książek przeczyta, i ja się z tym w 100% zgadzam :)





OSIEM KSIĄŻEK, KTÓRE PRZECZYTAŁAM LATEM

(czyli w czerwcu, lipcu i sierpniu)


1. Magdalena Witkiewicz "Pracownia dobrych myśli"


"Zawsze najpierw musi być źle, żeby potem było dobrze".

Na temat książek Magdaleny Witkiewicz słyszałam sporo dobrego. Dziewczyny, które były świeżo po lekturze którejś z książek, twierdziły, że to taki ogólnodostępny prozac w wersji papierowej. Trochę czasu mi zajęło, zanim sięgnęłam po "Pracownię...". Książka leżała na półce dobre dwa miesiące zanim nareszcie po nią sięgnęłam i podejrzewam, że gdyby nie wyjątkowo podły nastrój, jaki dopadł mnie akurat tego dnia, nie przeczytałabym jej do tej pory. Wydawało mi się, że to nie moje klimaty, a okazało się, że finalnie połknęłam tę książkę w dwa wieczory, zaśmiewając się momentami do łez. Historie mieszkańców kamienicy przy ul. Przytulnej 26 bawią, wzruszają, pozwalają na oderwanie się od rzeczywistości. To powieść o miłości, przyjaźni i dobrej energii, dzięki której da się naprawić wszystko, nawet najbardziej poplątany los. Na ul. Przytulnej mieszkają całkiem obcy sobie ludzie. Kiedyś, kiedy żyła Pelagia, jej krawiecka pracownia tętniła życiem, była centrum spotkań mieszkańców, a suknie ślubne, które szyła, zapewniały szczęście aż do końca życia. Po jej śmierci w pracowni były różne sklepy, aż w końcu jej wnuk Florek otworzył tam kwiaciarnię. Nagle zaczęła dziać się magia, która powoli połączyła wszystkich mieszkańców kamienicy. Pracownia odżyła, poplątane losy w piękny sposób się wyprostowały, pojawiła się miłość i przyjaźń. Historie chwilami nierealne, ale opowiedziane w tak piękny, czarodziejski sposób, że trudno oderwać się aż do ostatniej kartki. Jeśli szukasz ambitnej i ciężkiej lektury, to zdecydowanie nie dla Ciebie, ale jeśli potrzebujesz lekkiego relaksu i szybkiej poprawy humoru, polecam :)


2. Jesper Juul "Nie z miłości"


"Za mało troszczymy się o nasze indywidualne granice i potrzeby, a potem zrzucamy za to winę na innych".

"Język miłości nie powinien być ani pozytywny, ani negatywny- tylko osobisty". 

Zupełnie nie jestem fanką poradników dla rodziców. Przez 11 lat przeczytałam kilka książek o wychowywaniu dzieci i niemal za każdym razem po zakończeniu lektury stwierdzałam, że to przecież oczywiste i że ja już to wszystko wiem. Niektóre poradniki traktują rodziców jak idiotów tłumacząc im oczywiste rzeczy w stylu "przytulaj, rozmawiaj, nie bij". Chociaż teraz przyszło mi do głowy, że może naprawdę niektórym rodzicom należy takie rzeczy powiedzieć jasno i wielkimi literami, może są jeszcze tacy rodzice, którzy tego nie wiedzą... W każdym razie "Nie z miłości" to jedna z niewielu książek tego typu, które przeczytałam, oraz pierwsza napisana przez Jespera Juula. Bliska jest mi idea rodzicielstwa bliskości, ale zdecydowanie bardziej przemawia do mnie ona podana przez Juula niż przez Searsów. W książce Juula jest coś takiego, co trafia nie tylko do rodziców RB, ale również do tych, którzy dopiero szukają swojej rodzicielskiej drogi i szukają odpowiedzi na konkretne pytania. Mój egzemplarz "Nie..." jest cały kolorowy- od podkreśleń, wykrzykników i karteczek, którymi zaznaczyłam najważniejsze fragmenty. Pięknie porządkuje, przypomina i nazywa to co najważniejsze. Już na samym początku autor zdobywa moje wielkie uznanie pisząc, że nie jest to książka o tym, jak stawiać dzieciom granice, ale o wartości jakim jest słowo NIE  w każdej relacji. Dzieci z typową dla siebie mądrością i wrażliwością mówią NIE za każdym razem, kiedy czują, że ich granice są przekraczane. Dorośli mają z tym problem. Tymczasem świadome NIE jest drogą do prawdziwego TAK. W dziecięcym NIE Juul nie widzi nieposłuszeństwa, krnąbrności ani rozpuszczenia; widzi szansę na prawidłowe funkcjonowanie małego człowieka w społeczeństwa, a nie tylko tu i teraz, wypełniając rodzicielskie rozkazy. Książka świetna dla każdego, kto ma problem ze stawieniem granic sobie i/lub dziecku, oraz kto myśli, że:

- dzieci powinny ślepo wykonywać polecenia rodziców
- dzieci nie mają prawa do odmowy
- dzieciom nie wolno polemizować z rodzicami
- dzieci i ryby głosu nie mają ;)
- każde NIE dziecka to uderzenie w rodzica


3. Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu"


"Mówię, że nie wiem, co ze sobą począć, że jestem zagubiona i za dużo czasu spędzam w swojej głowie".

Taaa ja wiem, naprawdę wiem, że mam refleks szachisty i że ta książka nie jest już żadną nowością, że kto miał przeczytać, to przeczytał i jeszcze film do tego obejrzał. Ja "Dziewczynę..." przeczytałam dopiero tego lata, czyli niecałe trzy lata po premierze. Dlaczego tak późno, mimo że jestem wielką fanką kryminałów wszelkiej maści i thrillerów? Otóż wylazła moja przekora, upór mój ośli i podejrzliwość- bo jeśli jakaś książka (film, kosmetyk, płyta, whatever) jest tak intensywnie wychwalana jeszcze przed premierą i to przez literackie autorytety, zazwyczaj w praktyce okazuje się być mocno przechwalona. Kropkę nad "i" postawił sam król thrillerów, czyli King, który na Twitterze napisał, że nie mógł spać przez tą książkę. Czujesz to? King! Z zasady mam tak, że jeśli wszystkim coś się podoba, wszyscy coś czytają i polecają, to ja świadomie odsuwam w czasie moment, w którym sięgnę po tę pozycję. W czerwcu wreszcie przeczytałam "Dziewczynę..." i.... kurde blaszka! oni wszyscy mieli rację! Ostrzegam- jeśli zaczynasz czytać, to zarezerwuj sobie od razu cały wieczór, bo nie oderwiesz się aż do samego końca. Powieść idealnie wpisuje się w konwencję thrillera- zaczyna się spokojnie i niewinnie, żeby później nabrać tempa kuli śniegowej, porywając przy okazji ze sobą czytelnika. Bohaterkami tej książki są trzy kobiety, których losy splotły się za sprawą przypadku. Rachel, Anna i Megan żyją w zupełnie rożnych światach i są skrajnie różne. Rachel to rozwódka, która ma problem z alkoholem, z pracą i mieszkaniem, generalnie ze sobą samą. Anna, obecna żona byłego męża Rachel, z pozoru jest miłą, przykładną żoną i matką, ale pod tą maską skrywa wiele tajemnic. Megan, piękna kobieta sukcesu, ma za sobą mroczną przeszłość. Rachel przychodzi zmierzyć się nie tylko z własnymi demonami, ale również z bestią w ludzkiej skórze skrywającej się gdzieś wśród rzędów idealnych domków i pięknych trawników... Ostrzę sobie ząbki na ekranizację, ale boję się obejrzeć, żeby się nie rozczarować, bo Rachel w mojej głowie ma już swoją twarz, mimikę i nawet charakterystyczny tylko dla niej sposób poruszania się...

4. Michael Mosley "Jelita wiedzą lepiej"

"Wszelkie choroby zaczynają się w jelitach"

Chodziłam z tą książką wszędzie, odkładając ją w różnych dziwnych miejscach i potem nie mogąc znaleźć, więc latem w moim domu często brzmiało moje wołanie: "czy ktoś widział moje jelita?", "gdzie odłożyłam jelita?", "pomóżcie mi znaleźć moje jelita!". Ktoś, kto nie wie o co chodzi, pomyślałaby, że to jakieś wariatkowo ;) O tej książce pisałam już w perełkach lipca, chociaż zdecydowanie powinna znaleźć się w perełkach lata albo nawet w perełkach roku. Myślałam, że będzie to typowo medyczna publikacja o układzie trawiennym, tymczasem w moje ręce trafiła niesamowicie pasjonująca, niczym najlepszy thriller, historia o tym, co dzieje się z jedzeniem od początku aż do końca. Mosley pięknie płynie w swojej opowieści, prowadząc nas przez zakamarki układu pokarmowego, przedstawiając skomplikowane zagadnienia w prosty sposób. Wyjaśnia, że nasze jelita są domem dla trylionów drobnoustrojów, które wpływają na nasz nastrój, wagę i układ odpornościowy. Twierdzi, że najważniejsze jest to, abyśmy w jelitach mieli jak najwięcej różnorodnych mikroorganizmów, które nazywa "przyjaciółmi", dlatego bardzo promuje jedzenie kiszonek. To właśnie po przeczytaniu tej książki kupiłam gliniany ganek do kwaszenia i zabieram się za produkcję zakwasu z buraków. Polecam, zwłaszcza jeśli cierpisz na trudną w ogarnięciu alergię, astmę, przeróżne problemy jelitowe, i jesteś otwarta na metody, że tak się wyrażę, spoza medycyny chemicznej :)


5. Wiesław Weiss "Biała wódka, czarny ptak"

"Ilość detalicznych, pojedynczych błędów w dyktandzie przestała się liczyć, bo Celina nie miała już sił pisać. A niepisanie to przecież błąd zwielokrotniony, spotęgowany, niewybaczalny. I taka musiała być tym razem kara. Nieubłagana, nieludzka, bezlitosna. I taki musiał być ból, z każdym uderzeniem potężniejący, gęstniejący, totalny".

Kolejna książka, która leżała na półce i czekała na swoją kolej, bo mylnie sądziłam, że to nie są moje klimaty. Książka wydawała mi się ponura, przytłaczająca, a ja miałam ochotę na lekkie, optymistyczne treści. "Białą wódkę..." skończyłam czytać kilka dni temu i, mimo że nie jest to lekka literatura, to spodobała mi się tak bardzo, że nadal nie mogę z niej wyjść. Nadal żyję życiem głównych bohaterów i nie mogę zabrać się za kolejną książkę. Żałuję, że pozwoliłam tej książce tak długo stać na półce. Nauczka na przyszłość- dać książce szansę, nawet jeśli na pozór zupełnie do mnie nie pasuje. "Biała wódka..." to przede wszystkim zbeletryzowany opis PRL  z czasów wprowadzenia stanu wojennego. Opisane raczej z humorem niż ze złością realia PRL-u, ogólna beznadzieja, trudność w zdobyciu czegokolwiek, z pietyzmem odtworzone potrawy i obyczaje z knajp. Dla mnie wartość sama w sobie, bo urodziłam się "chwilę" po zakończeniu stanu wojennego, moja mama chodziła w ciąży w stanie wojennym, więc patrzę na to trochę jak kobieta, która ma teraz dostęp do tego wszystkiego, czego kobiety na początku lat 80. nie miały. "Biała wódka..." to taki trochę kryminał osadzony w realiach PRL-u, ale mający swoje początki w czasach II wojny światowej. Ciekawy miks, świetnie się to czyta, a końcówka, w której Weiss zadaje pytanie czy zbrodnie wojenne mogą zostać wybaczone i czy powinny zostać wybaczone, zmusza do zastanowienia się i pozostawia czytelnika z morzem myśli w głowie. Przynajmniej mnie zostawiła i to konkretnie.

6. Aleksandra Marinina "Egzekucja w dobrej wierze"


Aleksandrę Marininę kocham miłością ogromną! Przeczytałam prawie wszystkie jej książki i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Jeśli lubisz kryminały, to koniecznie sprawdź tę autorkę i jej serię o Anastazji Kamieńskiej- supermądrej i superinteligentnej, neurotycznej policjantce z Rosji. Historie osadzone w rosyjskich realiach są specyficzne i z całą pewnością nie każdemu przypadną do gustu, ale mnie wciąga moskiewski przestępczy świat jak widać ;) Aleksandra Kamieńska to główna bohaterka chyba wszystkich książek Marininy. Piszę chyba, bo głowy sobie nie uciąć, ale póki co nie trafiła mi się żaden tytuł bez Kamieńskiej. "Egzekucja..." jest tak samo dobrze napisanym kryminałem, jak pozostałe książki tej autorki. Major Kamieńska ma już ponad 50 lat (zaczynałam od książki, w której miała 30...), przechodzi na emeryturę i pracuję w agencji detektywistycznej swojego dawnego przyjaciela- Władisława Stasowa. Kolejne zlecenie, która ma wykonać w syberyjskim Wierbicku, z początku wydaje się nieskomplikowane. Na miejscu okazuje się jednak, że rosyjska prowincja postawi przed nią zupełnie inne zadanie... Zakończenie jak zawsze jest totalnie zaskakujące i zupełnie inne niż się wydaje i za to właśnie lubię tę autorkę :)

7. Bertrand Meyer- Stabley "Buckingham za zamkniętymi drzwiami"


Nie jaram się royalsami. (Prawie) w ogóle. Nie wiem za bardzo kto, z kim, po co i dlaczego. Nie ogarniam ich rodzinnych koligacji i powiązań. Nie podniecają mnie kreacje ślubne, narodziny royal babies ani niesnaski między księżnymi. Owszem rzucałam okiem na transmitowany w telewizji ślub Harry'ego i Meghan, pomrukując z aprobatą na widok jej jakże skrytykowanej ślubnej sukienki (swoją drogą mnie bardzo się podobała), wiem jakie imiona noszą królewskie dzieci, ale to wszystko. Książkę znalazłam na półce u moich rodziców i zaczęłam kartkować. Najpierw od niechcenia, kartka po kartce, później zaczęłam czytać, aż w końcu wciągnęłam się na dobre. Fajnie napisana, w prostym, lekkim stylu, momentami zabawna, z całą pewnością odstresowująca. Takie czytadełko na dobranoc po ciężkim dniu. Na pewno pozycja obowiązkowa dla każdego fana royalsów, bo zawiera takie smaczki jak plan pałacu Buckingham, listy i liczy pracowników, spis ulubionych potraw królowej, ciekawostki w stylu- jak mówią do siebie członkowie rodziny, kiedy są sami itp. 

8. Peter James, Nick Thorpe "Niewyjaśnione zagadki z przeszłości"


Mam w sobie gen Indiany Jonesa, słowo daję ;) Kręcą mnie wszelkie teorie spiskowe, ukryte skarby, zatopione statki, zaginione miasta, legendy, podania i nieprawdopodobne historie opowiadane z ust do ust. O tak, czuję drżenie łydek czytając o zatopionej Atlantydzie, tajemnicy Stonehenge czy wojny atomowej prehistorii. Oczywiście nie wierzę ślepo we wszystko o czym czytam, nie biję brawa każdemu twórcy szalonej teorii, ale z chęcią otwieram głowę na przeróżne hipotezy. Książka "Niewyjaśnione tajemnice przeszłości" przyszła do mnie za sprawą mojego teścia, który bardzo często jest dostawcą ciekawych książkowych perełek :) Książka jest fajnie napisana, bo nie narzuca żadnej teorii, a jedynie przedstawia podejście do niewyjaśnionych spraw naukowców na przestrzeni lat. Myślałam, że to będzie pozycja dla lekko nawiedzonych katastrofistów, a okazało się, że trafiłam na solidnie napisaną publikację. Autorzy poruszają takie kwestie jak- zatopienie Atlantydy, biblijny potop, zniszczenie Jerycha, czym była gwiazda betlejemska, dlaczego wyginęły dinozaury, dlaczego upadła cywilizacja Majów. Pięknie mi się tę książkę czytało i szczerze żałuję, że nie była dłuższa.






Na nadchodzącą jesień mam już przygotowany pokaźny stosik książkowych perełek. W końcu czy jest coś lepszego niż książka i kubek earl greya, kiedy za oknem szaruga? :)

...


Niezmiennie zapraszam Cię na mój Instagram, tam jestem obecna prawie każdego dnia :)


36 komentarzy:

  1. Ja właśnie muszę się zaopatrzyć w jakieś książki jesienią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, na jesień trzeba przygotować pokaźny stosik :)

      Usuń
  2. Z tej listy znam tylko Dziewczyne z pociągu. Tak mnie wciągnęła, że przeczytałam w dwa wieczory.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporo inspiracji, znalazłam dla siebie kilka ciekawych tytułów. JR

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh jakie owocne w lekturę lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam w każdej wolnej chwili, więc, tak, było owocne :)

      Usuń
  5. Zamierzałam przeczytać sporo książek podczas urlopu, a jednak nie udało się, inne aktywności wypełniły cały wolny czas, ale taka przerwa od książek też miała swój urok. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba odpocząć nawet od tego, co się kocha :)

      Usuń
  6. Z tych książek czytałam jedynie Dziewczynę z pociągu i podobnie jak Ty byłam zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczególnie zainteresowała mnie pierwsza pozycja. Lubię właśnie takie lekkie, wciągające historie. Bo czasem trzeba oderwać się od rzeczywistości i skupić na losach bohaterów. Czasem też można wyciągnąć z lektury coś dla siebie. Jeśli miałabyś ochotę, zajrzyj do mojego cyklu "Co by tu przeczytać?". Może akurat znajdziesz coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne perełki książkowe!

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo książek masz za sobą, u mnie gorzej z czytaniem, ale czeka na mnie "Dziewczyna z pociągu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku udało mi się sporo przeczytać, ale rok temu zakończyłam lato z zerową liczbą książek na koncie, więc różnie to bywało... ;)

      Usuń
  10. Chętnie przeczytam książkę o jelitach - może znajdę tam coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko ten temat Cię interesuje, to z całą pewnością znajdziesz tu wiele ciekawych informacji, polecam.

      Usuń
  11. Nie czytałam żadnej książki z tych, które proponujesz. Zaintrygował mnie tytuł "Egzekucja w dobrej wierze". Może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna książka, polecam Ci całą serię o Kamieńskiej :)

      Usuń
  12. Bardzo różnorodne pozycje :D Większość sama bym chętnie przeczytała. Ba! Jedną nawet niedawno przeczytałam :P "Dziewczyna z pociągu" Nie oczarowała mnie ona jednak w tak dużym stopniu, chociaż muszę przyznać, że spodobało mi się jak losy bohaterek zgrabnie zostały splecione.

    Ale ale... Jelita mnie rozłożyły na łopatki :"D Chyba ją kupię!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie, jeśli będziesz miała czas i chęci :)
    fochoblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. słyszałam coś dobrego o tej książce o jelitach, może również sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nadal jestem pod jej wielkim wrażeniem, polecam!

      Usuń
  14. Super, to o wiele więcej niż ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to poprzedni miesiąc był u mnie słabiutki, jeśli chodzi o czytanie, nie było się czym pochwalić ;)

      Usuń
  15. Ostatnio czytuję głównie dziecięce i młodzieżowe książki. Ta o jelitach mnie zaintrygowała 😁.

    OdpowiedzUsuń
  16. wszystkie różne i ciekawe, znam tylko jedną :)

    OdpowiedzUsuń
  17. " Dziewczynę ..." przeczytałam zaraz po premierze . Idąc za ciosem sięgnełam po " Zapisane w wodzie " w formie słuchowska . I również wsiąkłam na kilka wieczorów ;) ...Pozdrawiam serdecznie i kolejnych fajnych lektur życzę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zapisane w wodzie"- na mojej liście na wrzesień, dzięki!

      Usuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger