Jesienne must have.

Dzisiaj założyłam letnią sukienkę. Tę najbardziej letnią z możliwych, z odkrytymi plecami i głębokim dekoltem. Mimi biegała na bosaka po trawie, zrywała dmuchawce, a potem rozdmuchiwała te białe puszki po całym ogrodzie, żeby za chwilę z dzikim wrzaskiem próbować je złapać. Słońce paliło jak dzikie, jakby zapomniało, że to już druga połowa września i że może pora złożyć broń i zrobić miejsce na nowe. Gdyby nie to, że powietrze ma złoty kolor i pachnie grzybami, gdyby nie to że zrywałyśmy dzisiaj aronię i pigwę, którą za chwilę będę zaprawiać na zimę, gdyby nie to że nazbierałam dzisiaj cały kosz orzechów... pomyślałabym, że to połowa wakacji dopiero. 28 stopni. Obłęd.

Nie wiem czy Ty też tak masz, ale mnie nowa pora roku zawsze zaskakuje jak drogowców śnieg. Niby mam ten kalendarz, codziennie przecież w nim siedzę, grzebię w nim i notuję. Jestem już duża i znam się na rachubie czasu, na litość boską! A jednak pierwszy prawdziwy jesienny dzień mnie totalnie dziwi i zaskakuje. I nie mam tutaj na myśli chłodnych poranków i zimnych, coraz wcześniej zapadających wieczorów, mgieł, które o szóstej rano gęsto zasnuwają okoliczne pola ani nawet kasztanowych ludków, które w tym roku moja młodsza córka produkuje po raz pierwszy w swoim trzyletnim życiu. Nie. Ten pierwszy totalnie jesienny, szarobury, zimny i mokry od deszczu dzień za każdym razem szokuje tak samo i zostawia mnie z wielkim znakiem zapytania wypisanym na czole- że jak to?? Jesień?? Już?? Tak bez ostrzeżenia?? 

Nagle okazuje się, że lekkie sukienki z gołymi plecami to już tak nie bardzo... sandałki tym bardziej, a brak jakiegokolwiek cieplejszego okrycia poza jeansową kurtką nieco utrudnia sprawę. Dziwnym trafem jak potrzebuję ubrań, to potrzebuję wszystkich od razu. Znasz to? Nie że brakuje mi płaszcza, ale mam jeszcze buty z zeszłego sezonu albo że mam całkiem ok torbę, ale za to przydałaby się czapka. Nie. U mnie musi brakować wszystkiego w tym samym momencie. Ki czort?? Tak więc stanęłam dzisiaj przed otwartą szafą i złapałam się za głowę. Nie mam się w co ubrać! Rozpoczęłam prywatne modowe śledztwo. Oto wyniki!


Trendy na jesień 2018.



UBRANIA.


Uważnie zaznajomiłam się z tym, co proponują projektanci, sieciówki i moje ulubione lokalne firmy odzieżowe i jak zwykle bilans wyszedł na plus tych ostatnich. Na drugim miejscu znalazły się sieciówki, z których kilka jednak również postanowiło ukłonić się nieco w stronę ogólnie panujących trendów na jesień '18. Niestety, w przeciwieństwie do zeszłorocznych pokazów, zupełnie nie przekonują mnie trendy lansowane w tym sezonie na wybiegach. Jeśli można stworzyć coś, co będzie totalnie odbiegać od mojego gustu, to właśnie zostało to stworzone.

Tej jesienie modny jest powrót do lat 90,, ale do tych lat najbardziej ociekających kiczem i złym gustem. Na topie są monokolorystyczne zestawy, czyli np. brown total look, sztruks w każdej postaci, zwierzęce motywy, cętki, metaliczna folia (!), brokat i cekiny. Powinnyśmy również nosić skórzane sukienki, neony, torebki z wielkim bijącym po oczach logo oraz peleryny, z których zasłynął Zorro.  Po jesiennym pokazie Chloe nie mogłam uwierzyć, że projektanci tak sobie lekko potraktowali kobiece proporcje i wbili modelki w stroje z obniżoną talią (pół biedy obniżoną, ale tej jesieni talia ma zaczynać się gdzieś w okolicach bioder!) i cięciami na wysokości łydek. O ile modelki wyglądały jeszcze jako tako, to przeciętna polka kobieta (taka ja na ten przykład, 167 cm wzrostu i okrągłe biodra) będzie wygląda jak clown (bez obrazy oczywiście, co kto lubi). Wiodącym trendem na jesień 2017 były krótkie zwiewne sukienki połączone z wysokimi kozakami i ciężkimi kurtkami a'la motocyklowe i to było to, co bardzo mi się podobało- kobieco i z pazurem. W tym sezonie każą nam zupełnie o tym zapomnieć i pod sukienkę midi założyć spodnie cygaretki, spod których wystawać mają grube rajstopy, a na wierz narzucić dwa płaszcze.... Nie mam pytań. Najbardziej podoba mi się trend lansowany przez Hexeline, czyli sukienki w dużą kratę, oraz jeansy boyfriendy np. te od Medicine. Te dwie rzeczy są umieszczone dość wysoko na mojej liście "must have".





MAKIJAŻ.


Lansowany przez kilka ostatnich sezonów no make up look odchodzi w zapomnienie- szkoda. Na miejsce palety nude wchodzi kanarkowy eyeliner, tusz do rzęs w kolorze oranżu, intensywnie kolorowe cienie do powiek, brzoskwiniowy bronzer i karminowa pomadka- to ostatnie to akurat bardzo ok. W modzie jest też wszystko co błyszczące i nie mam tu na myśli fajnego rozświetlacza, o nie, nie. Brokatem mamy posypać sobie powieki lub wręcz stworzyć z niego maskę na twarz. Zupełnie nie w tę stronę, w którą chcę iść. Nijak ma się to do minimalizmu, który ostatnio uprawiam na mojej twarzy. Dziękuję, postoję.






BIŻUTERIA.


Ooo i tutaj podpisuję się obiema rękami pd tym, co proponują projektanci. Trafili w 100% w mój gust. W tym sezonie namawiają nas do wyciągnięcia ze szkatułek biżuterii po babci, starych broszek, pereł, wisiorków. Modne będą wielkie kolczyki, które mają sięgać nawet do obojczyków (lubię takie łączyć z jesiennymi swetrami), bogate kolie ze sztucznymi kamieniami, nausznice (moje najnowsze odkrycie- uwielbiam), bransoletki we wszelkich formach i rozmiarach.





Jesienne must have.


W moim jesiennym niezbędniku na darmo szukać brokatu, cekinów oraz zwierzęcych cętek. Nie znajdziesz też torebek z gigantycznym logo krzyczącym "kosztowałam kupę kasy" ani sukienek z talią na biodrach. Są za to klasyczne trencze, ciepłe kardigany, wygodne boyfriendy, zwiewne sukienki i seksowne kozaki na słupku. Znajdą się również śliwkowe cienie do powiek, czerwone pomadki i cała masa jesiennych dekoracji, bez których nie wyobrażam się jesiennej atmosfery w domu. Całe szczęście jestem do bólu przeciętną, normalną babką, a nie żadną trensetterką, uff ;) Mogę więc wziąć sobie z mody to co mi się podoba, co do mnie pasuje, a resztę zostawić modowym freakom. Bardzo lubię hasło, że moda jest dla kobiet, a nie kobiety dla mody. I tego się trzymam.

Moje modowe wybory na jesień 2018.



1. Prochowiec Ivy & Oak klik

2. Prochowiec Mango klik

3. Prochowiec Mango Lucrecia klik




1. Kapelusz fedora klik

2. Beret w moim ulubionym kolorze klik

3. Kaszkiet klik



1. Długi sweter z wełną H&M klik

2. Długi sweter tundra blue by KokoWorld klik

3. Kardigan z ażurem Orsay klik


1. Torba El Nido by KokoWorld klik

2. Shopperka Orsay klik

3. Torba H&M klik


1. Kozaki w kolorze butelkowej zieleni Nessi klik

2. Musztardowe botki od Pullandbear klik

3. Kozaki na słupku klik


1. Sukienka od H&M klik

2. Sukienka Melia od Marie Zelie klik

3. Piękna Eustona Pointa Atramentum od Aeterie klik



1. Boyfriend jeans G-star Raw klik

2. Jeansy Wiya klik

3. Mom Jeans Greta klik





1. Piękny, prawda? klik

2. Parasol przezroczysty klik

3. Nieśmiertelne i nie do zdarcia kalosze Hunter klik


1. Moje ulubione fiolety na powiekach H&M klik

2. Śliwkowy lakier do paznokci H&M klik

3. Pudrowy róż na usta od Pullandbear klik

4. Masło do ciała Miodowa Mydlarnia klik


28 komentarzy:

  1. O tak, pod biżuterią podpisuję się i ja :) Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba w modzie to już wszystko było, te złote powieki tak mi się skojarzyły :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko cyklicznie powraca, złote powieki kojarzę ze zdjęć mojej mamy z lat 80. ;)

      Usuń
  3. Jakoś te pomysły projektantów to średnio do mnie trafiają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie śledzę mody i nie narzucam sobie trendów - kupuję i noszę to co mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo, chociaż trendy śledzę- inna sprawa, że na śledzeniu się zazwyczaj kończy ;)

      Usuń
  5. Trendami nie ma się co martwić, na szczęście w obecnej modzie panuje dość duży eklektyzm i różnorodność, a pokazy mody należy traktować z przymrużeniem oka, gdyż to raczej performance:) Sama nie widzę siebie w 2 płaszczach i szerokich spodniach pod sukienką, za to luźne jeansy i wyraziste kolory będą u mnie mile widziane:) W okolicach końca roku i trend metaliczny może mi się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie w kategoriach performance traktuję pokazy mody, inaczej się chyba nie da, patrząc na coraz bardziej odjechane pomysły projektantów :)

      Usuń
  6. Zawsze wyczekuję jesieni, końca lata, jestem na nią przygotowana, także jeśli chodzi o ubiór. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień daje sporo możliwości ubraniowych, fakt, na pewno więcej niż lato. Ja w tym roku wyjątkowo nie jestem konfekcyjnie przygotowana na jesień ;) ale już się cieszę na zakupy, które mnie czekają ;)

      Usuń
  7. biżuteria przepiękna, a jaka cudna parasolka :) czas się wybrać na zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czaję się na tę parasolkę, bardzo mnie ujęła :)

      Usuń
  8. Dziurawe dzinsy i żółty długi sewetr jak dla mnie bomba. Piekne stylizacje. Ja muszę wreszcie zrobić porządek w szafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dwie rzeczy będą pierwszymi, o które uzupełnie w tym sezonie moją szafę :)

      Usuń
  9. Żółty sweter to mój list have w tym sezonie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesień, to moja ulubiona pora roku jeśli chodzi o stylizacje! Można poszaleć:). parasol - hit!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, jesień daje sporo ubraniowych możliwości, zdecydowanie więcej niż lato :)

      Usuń
  11. Strasznie mdłe kolory kolory płaszczy za to kaszkiecik wymiata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie takie lubię, można poszaleć z dodatkami :)

      Usuń
  12. Moje jesienne must have, to swetry różnego typu, w różnych kolorach i wysokie trampki 😀

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger