Perełki lipca.

Księżyc świeci dziś tak mocno, że z okna sypialni wszystko widać jak na dłoni. Pełnia, i to do tego krwawa podobno, już dawno za nami, a księżyc nie odpuszcza i nadal świeci jak zły. Do tego ten zapach ziemi mokrej od wody, którą dzieciaki wypuściły z basenu, parującej po upalnym dniu. Mogłabym właśnie w tej chwili nacisnąć stop i zatrzymać czas. Przysięgam, że gdyby nie te latające małe wampiry tfu! komary znaczy się, to spałabym dziś na dworze. Te mały upierdliwe dziady potrafią uprzykrzyć życie jak nic innego. Lipiec minął mi ot tak, jak pstryknięcie palcami. Tak jak listopad dłuży mi się niemiłosiernie, tak wiosenne i letnie miesiące nagle w magiczny sposób nabierają iście kosmicznego rozpędu. Żal wielki, że to już połowa lata za nami, ale z drugiej strony dobrze, że cały miesiąc wakacji i pięknego słonecznego lata jeszcze przed nami. W sierpniu czeka mnie kilka ciekawych atrakcji, na które nie mogę się doczekać, więc z całą pewnością będzie to udany miesiąc. A potem przyjdzie wrzesień wraz ze swoimi złotymi porankami, dyniami, cukiniami paprykami i dymem z ogniska... Przyjdzie piąta klasa Zu, przedszkole Mimi i zupełnie nowy rozdział dla mnie, ale o tym będzie później. Póki co do września daleko, dopiero skończył się lipiec. Pierwszy miesiąc wakacji za nami, pierwszy miesiąc przebywania ze sobą 24/7 (mój Pan Mąż jest nauczycielem, więc ma urlop ;) ). Nikt się nie pozabijał, papiery rozwodowe do sądu nie wpłynęły (jeszcze ;) ),  dzieciaki nadal żywe, chociaż momentami było gorąco, nie powiem... Z lipcowymi perełkami chciałam zdążyć jeszcze tego ostatniego dnia, ale jeśli nadal będę się tak zawieszać przy otwartym oknie, gapiąc się na księżyc niczym wilczyca jakaś, to pewnie skończę pisać po północy...

10 perełek lipca, czyli to mnie kręciło w minionym miesiącu.




1. Olejek z pestek malin.





Od kilku lat oleje stanowią podstawę mojej pielęgnacji. Moja skóra, włosy, paznokcie kochają oleje. Kiedyś bardzo sceptycznie podchodziłam do olejowania; wydawało mi się, że przy mojej mieszanej cerze, która błyszczy się na czole i na nosie, olej jest niewskazany. Poza tym za nic w świecie nie nałożyłabym niczego tłustego na moje cienkie, szybko przetłuszczające się włosy z obawy, że będę się przetłuszczać jeszcze bardziej. Mniej więcej w okolicach 30-stki odważyłam się zastosować olej kokosowy na włosy i to był strzał w dziesiątkę. Od tamtego czasu wypróbowałam większość dostępnych olejów nie tylko na włosy, ale również na twarz, ciało oraz paznokcie. Właściwie nie stosuję już żadnych kremów na noc. Po demakijażu nakładam olej. W lipcu po raz pierwszy zetknęłam się z olejkiem z pestek malin. Nie bez powodu znajduje się on na samym szczycie jako perełka nr 1. Wyobraź sobie, że ten niepozorny, niepachnący wcale malinami olej pełni funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego absorbującego działanie promieni UVB. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-6, których nasz organizm nie wytwarza i które muszą być dostarczane z pożywieniem lub w kosmetykach. Natłuszcza skórę, nawilża, usuwa przebarwienia, delikatnie rozjaśnia. Poza tym ma silne działanie antyoksydacyjne, dzięki ultra-dużej zawartości witamin E i A. Dzięki działaniu antybakteryjnemu oraz regulującemu pracę gruczołów łojowych doskonale sprawdzi się przy pielęgnacji cery trądzikowej. Tyle teoria. W praktyce, po czterech tygodniach testowania, muszę powiedzieć, że moja przesuszona słońcem skóra dawno nie wyglądała tak dobrze- jest nawilżona, elastyczna, bez przebarwień. Mój lipcowy faworyt!


2. Masaż- joga twarzy.



Czy na samą myśl o jodze twarzy nie prychasz śmiechem? Ja prycham, przyznaję... Kilka tygodni temu temat zupełnie mi obcy i taki trochę z gatunku beauty fantasy ;) Krem tak, olej jak najbardziej, peeling ależ proszsz.... natomiast joga i to jeszcze twarzy to już było much to much. Do momentu, aż trafiłam na yt na filmik o efektach olejku malinowego, wzmocnionych właśnie masażem czy też jak kto woli jogą twarzy. W skrócie chodzi o to, że tak jak ćwiczymy mięśnie naszego ciała, tak powinniśmy ćwiczyć mięśnie naszej twarzy. Brzmi logicznie, prawda? Istnieje coś takiego, jak migracja twarzy, czyli stopniowa zmiana proporcja naszej buzi, związana z wiekiem, działaniem grawitacji oraz osłabieniem mięśni twarzy. Chirurgiczne metody zapobiegania migracji twarzy to przede wszystkim stosowanie różnego rodzaju wypełniaczy, botoksu itd. Jednak masaż twarzy stosowany wraz z olejem lub dobrym kremem ujędrniającym potrafi cofnąć wizualnie wiek nawet o kilka lat. Największymi maniaczkami masażu twarzy są Japonki. Dla mnie jest to doskonała rekomendacja, ponieważ kto jak kto, ale one naprawdę mają PRZEPIĘKNE buzie. Od dwóch tygodni stosuję masaż twarzy połączony z prostymi ćwiczeniami, czyli szumnie nazywanymi jogą twarzy-; mniej więcej co drugi dzień wieczorem po dokładnym demakijażu i nałożeniu sporej ilości oleju na twarz masuję twarz. Już nawet nie muszę odpalać filmików, bo nauczyłam się tych kilku prostych ruchów. Póki co widzę delikatną poprawę w kolorycie skóry oraz w jędrności. Poza tym moja buzia wygląda na znacznie bardziej wypoczętą, co mnie ogromnie cieszy, bo ostatnio sypiam po 4 godziny. Jeśli temat jest dla Ciebie interesujący, zerknij na filmiki instruktażowe.




3. Gazeta "Joga".





Jeśli joga kojarzy Ci się z nawiedzonym buddyjskim mnichem, który powywijany w ruskie es mruczy pod nosem ommmmm i buja się w tę i nazad, to natychmiast przestać tak myśleć. Gdyby ktoś kazał mi siedzieć bez ruchu dłużej niż pięć minut z nogą zawiniętą na szyję, to chyba bym śmiechem zabiła. Uwielbiam jogę, ale tę w wersji mocno dynamicznej, w której pozycje zmieniają się płynnie, przechodzą jedna w drugą bez zatrzymywania się. Ćwiczę jogę kiedy tylko mam wolne pół godziny. To dzięki niej pozbyłam się uporczywych bólów kręgosłupa oraz głowy, więc polecam. Polecam nawet tym, którzy są sceptycznie nastawieni i twierdzą, że to nie dla nich. Spróbuj, a poczujesz mięśnie, które nie sądziłaś, że posiadasz ;) Gazeta "Joga" to dodatek do "Wróżki". Nie moje klimaty zupełnie, ale dodatek kupiłam i bardzo się z tego cieszę, bo mam pod ręką gotowy zestaw ćwiczeń, kilka ciekawych lekkich przepisów na wege dania oraz świetny artykuł o mudrach, czyli coś w rodzaju jogi dłoni. Mudry to specjalne ustawienia dłoni, które leczą. Fascynujący temat, polecam.


4. Książka "Jelita wiedzą lepiej" Michael Mosley.






Kim jest Michael Mosley? To lekarz, który przez ostatnie 25 lat pracował w londyńskiej telewizji jako dokumentalista. Jego programy biją rekordy popularności, a on sam został okrzyknięty "medycznym dziennikarzem roku". Za swoją działalność został wielokrotnie nagrodzony. Wiedziałam, że pan Mosley pisze ciekawie, ma oryginalny styl oraz dla wielu nowatorskie podejście do tematów zdrowia, trawienia i alergii pokarmowych, ale ta książka to jest naprawdę coś. Czyta się ją jak najlepszy thriller. Książka powstała na kanwie eksperymentu, którego podjął się Mosley- otóż połknął on niewielką kamerkę, która doskonale pokazała jak dokładnie przebiega trawienie oraz co (chociaż właściwie biorąc pod uwagę ilość mikroorganizmów, jakie zamieszkują nasze wnętrza, powinnam napisać- kto) w tym trawieniu nam pomaga. Pomimo wielu dobrych recenzji, z jakimi zetknęłam się przed zamówieniem tej publikacji, byłam raczej przekonana, że w moje ręce trafi książka typowo medyczna, która zjawiska zachodzące w naszym ciele potraktuje raczej sucho i naukowo. Tymczasem Mosley pięknie płynie w swojej opowieści, prowadząc nas przez skomplikowane zakamarki układu pokarmowego, opisując trudne wątki w przystępny, niezwykle ciekawy sposób. Już Hipokrates pisał, że "wszystkie choroby zaczynają się w jelitach" od przeziębień, angin, poprzez alergie wziewne, pokarmowe, skórne, aż do zapalenia stawów, cukrzycy i astmy. Za odporność człowieka odpowiada mikrobiom, czyli skomplikowana sieć mikroorganizmów zamieszkujących nasze jelita. Jeśli równowaga mikrobionu zostaje zaburzona, chorujemy. Mosley twierdzi, że można wyleczyć się z każdej chory, niejako "naprawiając" swój mikrobiom. Śmiała teza i zdaję sobie sprawę z tego, że dla sceptyków, którzy wierzą tylko i wyłącznie w magię chemicznych leków, nie do przyjęcia, jednak warto otworzyć głowę i dowiedzieć się czegoś nowego. 


5. Mini serial "Tajemnica jeziora".



Była już gazeta, była książka, to teraz kolej na serial. Jeszcze do niedawna nie przepadałam za serialami, dłużyły mi się w nieskończoność, nie miałam czasu na oglądanie tasiemców, a poza tym tak bardzo, bardzo nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki. Dzisiaj zaczynam powoli doceniać seriale, zwłaszcza że niektóre z nich są zrobione po mistrzowsku i zachwycają obrazami, grą aktorską czy ścieżką muzyczną nie mniej niż dobry film. O moich ulubionych serialach jeszcze napiszę, a tymczasem chcę Ci polecić mini serial "Tajemnica jeziora", który składa się z sześciu 45- minutowych odcinków, więc jest w sam raz dla kogoś, kto tak jak ja, nie przepada za "tasiemcami". Serial nie jest nowy, nakręcony został w 2015 roku, ale ja odkryłam go niedawno. Rzecz dzieje się w małym francuskim miasteczku (piękne kadry!), gdzie na pozór zgrana społeczność skrywa wiele tajemnic z przeszłości. Po 15 latach do miasteczka powraca kobieta- policjantka, która wyjechała z niego po tym, jak w trakcie festynu zaginęły jej dwie najlepsze przyjaciółki. Po latach również w trakcie festynu zapada się pod ziemię kolejna nastolatka... Serial trzyma w napięciu; do końca nie wiadomo, kto jest winny i jaki los spotkał te trzy zaginione dziewczyny. 

6. Piosenka.


Kawałek, który w lipcu leciał u mnie na ciągłym loopie. Znam na pamięć, potrafię zaśpiewać nawet w środku nocy wyrwana ze snu. Tak, z całą pewnością lipiec 2018 będzie kojarzył mi się właśnie z tą piosenką. Męski granie. Kortez, Podsiadło & Zalewski. Mój hit! "Ja nie chcę iść pod wiatr, gdy wieje w dobrą stronę. Nie chcę biec do gwiazd, niech gwiazdy biegną do mnie. Nie chcę chwytać dnia, gdy w ręku mam tygodnie. Takie miłe, takie to miłe" ;)


7. Inspirujący kanał na yt. 




Wiara jest tak prywatną sprawą, że nie zamierzam nikogo do niczego namawiać ani tym bardziej oceniać, zwłaszcza że u mnie w tej sprawie jest jak na rollercoasterze- raz w górę, raz w dół. Jednak niezależnie od tego czy jesteś osobą wierzącą czy też nie, polecam kanał o. Adama Szustaka- Langusta na palmie, zwłaszcza jego vlogi "Szusta rano". Filmiki ukazują się mniej więcej o szóstej rano i są tak niesamowitym kopem motywacyjnym, że dzisiaj po obejrzeniu jednego z nich od razu nabrałam ochoty na działanie. Zrobiłam listę zadań i z zapałem zabrałam się za  ich realizację. Często jest tak, że osoba duchowna, która zupełnie nie zna realiów codziennego życia w rodzinie, w związku, nie ma pojęcia o wychowywaniu dzieci, daje rady całkowicie oderwane od rzeczywistości. W tym przypadku o. Szustak jakimś tylko sobie znanym sposobem trafia zawsze w samo sedno, co potwierdza ilość jego subskrybentów. Ja uwielbiam i w zasadzie jest on jedyną osobą duchowną, której lekcje do mnie przemawiają.


8. Kilka "nowych" staroci w moim domu.






Jeśli czytałaś moje wcześniejsze posty, to wiesz, że uwielbiam starocie, klimaty vintage i retro. Zbieram perełki, którym z wielką radością nadaję drugie życie. W lipcu w moje ręce trafiły trzy nowe- stare przedmioty, wszystkie wygrzebane gdzieś u mojej mamy. Leżały zapomniane, zakurzone, nieużywane. U mnie znowu żyją. Zacznę od najmłodszej staroci- jeśli mogę tak powiedzieć- czyli od małego dzbanuszka w niebieskie kwiatki. Czterdzieści lat temu moi rodzice dostali w prezencie (podejrzewam, że ślubnym) cały serwis do parzenia herbaty. Z serwisu ostał się jedynie ten mały dzbanuszek. Odkąd go znalazłam, codziennie zaparzam sobie w nim zieloną herbatę. Pożółkła karteczka z odręcznie napisanym przepisem na sernik to coś, o co będę dbała podwójnie, bo raz- przepis ten własnoręcznie zapisała moja Babcia, której już ze mną tutaj nie ma, a dwa- uwielbiam gotowany sernik mojej Babci, ale niestety nie znam przepisu. To znaczy teraz już znam, bo udało mi się go wygrzebać w starych notatki mojej mamy. Ostatnia rzecz to perełka że ho ho... kryształowa cukiernica, która kiedyś należała do mojej prababci. Kiedy ją zobaczyłam, była brudna, pokryta grubą warstwą kurzu i zupełnie nie widać było tego, jaka jest piękna. Po umyciu i wypolerowaniu, powiedziałam "woooooow"... Cudo, kochana, cuuudo. 


9. Moje letnie "biuro".





Moje letnie biuro i widok, jaki mam znam laptopa to kolejna perełka lipca. Doceniam, bardzo doceniam fakt, że pracuję na frilansie, że mam przenośnego kompa i ogród do tego. Doceniam, że w takie piękne dni, w jakie obfitował lipiec, mogłam zabrać się z całą moją robotą do ogrodu, wrzucić dzieciaki do basenu i pracować w takich pięknych okolicznościach przyrody. Tak długo, jak długo pogoda mi na to pozwoli, będę przenosić biuro na zewnątrz. Chwilo trwaj!

10. Torebka koszyczek.




Piękny wiklinowy kuferek pochodzi z wiosennej kolekcji DIPIU i jest po prostu przepiękny. Idealnie wpasowuje się w moją stylistykę i pasuje do czerwonych a'la retro espadryli, które pokazywałam jakiś czas temu na instagramie klik. Wiklinowe torebki są teraz bardzo modne, ale myślę, że jest to tak klasyczna i ponadczasowa rzecz, która będzie modna jeszcze przez wiele sezonów. Lubię właśnie tego rodzaju dodatki i ubrania, które wiem, że posłużą mi jeszcze długo. Raczej nie kupuję czegoś, co jest modne tylko przez jeden sezon, zwyczajnie szkoda mi na to pieniędzy. Klasyka obroni się zawsze. To jest zdecydowanie moja ulubiona wiosenno- letnia torebka. 



Tak jak myślałam- nie zdążyłam ostatniego dnia lipca, zagapiłam się na księżyc ;) Mam nadzieję, że moje lipcowe perełki spodobały Ci się i znalazłaś chociaż jedną rzecz, która przypadła Ci do gustu :) 

30 komentarzy:

  1. Cukiernica i przepis.
    Urzekły mnie.
    Poszukuję takiej.
    Ale Ty Wiesz jakie są ceny 😈
    Najzwyczajniej uzbieram sobie na podobną.
    Ty masz to szczęście, że to rodzinna pamiątka.
    A przepis.
    Już samo to , że trzymasz w dłoni to co napisała kochana osoba..., której jyż w tym życiu nie zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ceny staroci przyprawiają o zawrót głowy. Mam wielkie szczęście, że moja rodzina od lat gromadziła takie przedmioty i teraz mogę się nimi cieszyć :)

      Usuń
  2. Dzięki za polecenie serialu, brzmi ciekawie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo sympatyczne zestawienie, z niektórych rzeczy skorzystam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne,pozdrawiam Cie gorąco

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem zachwycona tą piękna cukiernicą!!!!!! <3 JR

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam bardzo podobne letnie biuro. Olejki do twarzy uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy w życiu nie słyszałam o mudrach! Ciekawa rzecz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa i podobno skuteczna, chociaż sama nie próbowałam :)

      Usuń
  8. Takie letnie biuro, to świetna sprawa. Ja już wiosną przeniosłem się z laptopem i papierami na leśną polanę, niestety teraz robactwo nie pozwala nawet tam popracować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jogę imedytacje praktykuje od lat. Asthanga joga to moja froga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż tak zaawansowana nie jestem, ale nic tak nie relaksuje i nie usuwa bólów pleców niż joga :)

      Usuń
  10. Świetny wpis. Zainspirowałaś mnie ćwiczeniami twarzy (olejki używam już od dawna). Po książkę też z chęcią sięgnę. Bardzo dobrze mi się Ciebie czyta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Cieszę się, że znalazłaś u mnie coś dla siebie :)

      Usuń
  11. Boska torebka :) Uwielbiam najnowszy kawałek Męskiego Grania jest mega pozytywny i daje powera :) Olejek z pestek malin używałam swego czasu, miałam po nim super delikatną skórę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja olejek malinowy odkryłam dopiero kilka tygodni temu, ale już widzę, że będzie jednym z moich ulubionych :)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia :)

      Usuń
  13. Mi tez ciepłe dni jakoś ulatują dwa razy szybciej a jesień i zima ciągną się w nieskończoność. Grunt cieszyć się tym miesiącem choć upał czasem doskwiera ;) o jodze twarzy przyznasz szczerze nigdy nie słyszałam, ciekawe :) za to normalną jogę bardzo lubię. Szustaka sobie obejrzę w wolnej chwili. Ogółem wiele ciekawostek w poście podałaś :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że znalazłaś tutaj coś dla siebie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger