czerwca 12, 2018

spokojnie.

Czasami wyobrażam sobie, że jestem jak skała. Zamknięte oczy, szeroko otwarte uszy, wyostrzone zmysły. Widzę i słyszę wszystko. Nic mnie rusza, nic mnie nie złamie, nic mnie nie wytrąci z równowagi. Siedzę spokojnie, bez ruchu, bez zbędnych słów, nawet wtedy, kiedy wokół szaleje sztorm. Lubię to, że już się tego nauczyłam. Spokój działa jak balsam otulający pachnącą warstwą ciało. Spokój działa cuda. Spokojnie można wszystko. 



Chce mi się wszystko i chce mi się nic. Siedzę na kamiennych tarasowych schodkach, co to chcemy je od kilku lat wyremontować i pokryć drewnianą deską, ale ciągle coś innego jest do zrobienia, i wciąż siadam z kawą na kamieniu, który jeszcze mój dziadek układał. Kubek gorącej kawy parzy mi dłonie. Tak, wiem, że miałam rzucić w cholerę, ewentualnie ograniczyć, ale powiedz mi jak to zrobić, kiedy tylko myśl o kawie pozwala mi rano zwlec się z łóżka, często po nieprzespanej nocy, a cichy szmer ekspresu to najmilszy dźwięk o 6 rano? Tak więc ten kubek z tą kawą co to ją ograniczyć miałam, parzy mi dłonie tak że już mam je całe czerwone. Młodsza córka na schodku niżej tworzy arcydzieło na miarę swoje 3-letniego życia, plakatowe farby pryskają na prawo i lewo, a mnie raz o raz przemyka myśl, że zaraz do wanny trzeba będzie ją wsadzić i że w sumie dobrze się stało, że tych desek na tarasie nie mamy.... plakatówki na kamieniu mniej bolą niż na designerskich deskach. Starsza córka w szkole, udaje że się uczy, a nauczyciele udają, że uczą, jak to bywa na końcówce roku szkolnego. Dzisiaj rano przebąkiwała, że może by tak jakieś zwolnienie, bo to bez sensu chodzić do szkoły, bo oceny wystawione, bo za tydzień już wakacje przecież. No ale poszła, z fochem poszła, bo zwolnienia nie dostała. I na odchodnym dowiedziałam się, jak to ja nic nie rozumiem, jaka nieżyciowa ze mnie jednostka i że teraz to już się inaczej żyje. Jedenaście mieć lat... Słodki jeżu w morelach, jaka ja byłam do niej podobna. Czasami jak tak na nią patrzę, na to jak wygląda, jak się zachowuje w konkretnych sytuacjach, jak mówi, jak odgarnia włosy z czoła, jak ripostuje ostrym cięciem jak żyleta, jak się wścieka i jak śmiesznie wydyma wtedy dolną wargę... to ze zdziwienia wyjść nie mogę, że tak się toto mogło za mną wyrodzić. 



Gdzieś z oddali dobiega cichy, ciężki pomruk. Widzę jak nad lasem po prawej stronie zbierają się ciężkie chmury. Po lewej jeszcze niebo jest błękitne, ale już niedługo granat pochłonie wszystko. Będzie burza. Pierwsza prawdziwa, porządna, letnia burza z piorunami. Bardzo lubię burzę, ale tylko wtedy, kiedy siedzę w domu, ewentualnie na tarasie właśnie, bo burza na zewnątrz nie jest niczym przyjemnym. Już kiedyś widziałam jak piorun uderzył w drzewo i rozpłatał je na pół, dziękuję za takie atrakcje... Wiatr uderza mnie w twarz delikatnym zapachem wilgoci. Gdzieś niedaleko, może za lasem, już pada deszcz. Zamykam oczy i widzę wszystko. Pachnie opalona na brąz skóra, pachnie skoszona trawa, pachnie las czekający na burzę. Pachną placki z cukinii na obiad, pachną truskawki pod kruszonką, kawa pachnie. Słyszę jak powoli cichną wszystkie odgłosy, jak to przed burzą. Za kilka chwil zapadnie cisza. Cisza przed burzą. Teraz jeszcze gdzieś tam w oddali głośno ujadają psy, żaby rechoczą, świerszcze cykają. Kury sąsiada donośnie dają znać, że zniosły nowe jaja. Słoiczek z plakatówką spada na kamienny schodek z głośnym plask. Nic nie robię, a jednak robię wszystko. Tylko wdech i wydech, wdech, wydech... Tylko siedzę, tylko patrzę, tylko słucham. Nic nie muszę. Tylko jestem i to wystarczy.

Lubię to, że już umiem tak. Siedzieć na kamiennym schodku z podwiniętymi nogami i dopijać w spokoju kawę, nawet gdy z prawej strony zbliża się nawałnica. Lubię to, że umiem być spokojną, nawet jeśli zbiera się na burzę. Burzę trzeba zwyczajnie przeczekać. Nie walczyć z nią, nie przekrzykiwać grzmotów, nie uciekać przed deszczem. Lubię to. Zamknąć oczy i zobaczyć to wszystko, czego nie widać, kiedy są otwarte. Usłyszeć kropelki plakatówki cicho uderzające o kamienne schodki. Poczuć deszcz, który jeszcze nie pada. Wyłączyć się, żeby włączyć to co najważniejsze. Spokój bierze się ze środka, z odwagi i z pewności siebie. Chciałabym, żebyś miała w sobie tyle odwagi,  żeby spokojnie przeczekać każdą burzę, pijąc drugą, trzecią, piątą kawę tego dnia i dostrzegając w tym piorunobiciu detale, których będziesz mogła chwycić się jak koła ratunkowego. Właśnie po to ten blog chyba... Gdybyś dzisiaj zapytała po co mi on, na co to całe pisanie, odpowiedziałabym, że właśnie po to. Żeby udowodnić Ci, że detale tworzą codzienność, że małe szczęścia tworzą wielkie szczęście i że zawsze, w każdej chwili możesz znaleźć gdzieś blisko siebie koło ratunkowe... 



Więc usiądź teraz obok mnie, wymień zamki, spakuj walizkę, skasuj jego numer, ewentualnie wyłącz telefon, ciętą ripostę wymyślisz następnym razem, ok? Powiedz, że masz dość, nie gódź się na podkrążone oczy, na brak szacunku dla Twoich marzeń, na potłuczone talerze. Wywalcz, wyszarp, wydrap pazurami spokój, żebyś później nie musiała tego robić. Zasługujesz. 

A teraz chodź na kawę. Ja też potrzebuję spokoju.

37 komentarzy:

  1. Spokój działa cuda. Spokojnie można wszystko.
    Świetnie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały wpis. W moim życiu było wiele burz z różną mocą piorunów.Przeżyłam, dałam radę.Prawdziwą burzę też lubię no ale gdy jestem w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim życiu co jakiś czas pojawia się jakaś burza, ale z każdej wychodzę silniejsza ;) Dzięki za miłe słowa :)

      Usuń
  3. Oj tak, niepotrzebny stres wiele krzywdy wyrządza, jeśli ktoś spokojnie nie potrafi mówić, cóż? See you nara. Każdy ma prawo równe do spełnienia się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow kochana, przepięknie to wszystko ujęłaś :)
    Po burzy zawsze wychodzi słońce, i choćbyśmy się znaleźli w najgorszym bagnie to nic nie jest stracone, w dalszym ciągu można zawalczyć o siebie i cenny spokój.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) chętnie do Ciebie zajrzę :)

      Usuń
  5. Pięknie napisane. Burze też są czasem w życiu potrzebne. Oczyszczają atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, po burzy powietrze zawsze jest czystsze :)

      Usuń
  6. Pięknie napisane, bardzo dobrze się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne zdjęcia ! A twój wpis mogłabym czytać na okrągło bo jest pięknie na pisany 💕

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo przyjazny tekst. Ja jeszcze uczę się tego spokoju, ale wychodzi mi coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba przychodzi z wiekiem po prostu...

      Usuń
  9. Piękny wpis, idealny do spokojnej, porannej kawki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisany przy kawce, więc pasuje do kawki ;)

      Usuń
  10. Moja córka jest zaziębiona i też pomrukiwałą, że może już by skończyła z chodzeniem do szkoły......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha chyba wszystkie dzieci tak mają na końcówce roku szkolnego :))

      Usuń
  11. Jakie piękne, klimatyczne zdjęcia! *,* Naprawdę doskonale zrobione. <3
    Nie wiem czy Cię pocieszę, ale kawa wcale nie jest taka niezdrowa. Ma swoje osobiste właściwości dobrze wpływające na organizm człowieka. No i najlepiej ją pić przy uczuciu zmęczenia, senności.
    Podobno niedaleko pada jabłko od jabłoni. ;) Ehh, jak te dzieci (za) szybko dorastają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :** Uwielbiam kawę, ale nie do końca mi służy, więc powinnam rzucić, ale..... ;)

      Usuń
  12. Chciałabym kiedyś osiągnąć taki spokój jaki bije z Twojego tekstu. Pięknie to napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci więc, żebyś taki spokój osiągnęła jak najszybciej :)

      Usuń
  13. uwielbiam czytać teksty które płyną prosto z serca :)
    osobiście jestem niezłym nerwusem i ciężko u mnie ze spokojem :D mimo to staram się jakoś ogarnąć i jednak ten spokój w sobie odnaleźć :)
    pozdrawiam

    mojaszafamodnaszafa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew temu co napisałam ja też jestem nerwusem ;) Ogromnym ;) Dlatego tym bardziej uczę się tego spokoju.

      Usuń
  14. Dzisiaj mam taki dzień, gdy trafiam na blogi, których treść dosłownie zwala mnie z nóg. Podziwiam Panią za to, że tak pięknie dobiera Pani słowa, że waży je pani i dba o nie, jak najdrobniejsze roślinki w ogródku. Kawy nie pijam, ale herbatkę chętnie bym wypiła. A jeśli chodzi o burzę, to naprawdę tęskni mi się za takimi klimatami...
    Pozdrawiam gorąco,
    Kasia z bloga http://czarnonakreatywnym.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za taki miły komentarz, pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  15. Przepiękny tekst prosto z serca. Gratuluję tego spokoju i odwagi, tego, że tak potrafisz. Chętnie dosiądę się z kubkiem herbaty, żeby delektować się jej smakiem, też poczuć truskawki pod kruszonką i cieszyć się z każdego drobiazgu siedząc na starym, kamiennym schodku! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* chciałabym Was wszystkie na moje schodki przygarnąć! Pozdrawiam :))

      Usuń
  16. W świetny sposób to wszystko ujęłaś! Na własnych doświadczeniach wiem, że nadmierny stres jeszcze pogarsza sytuację.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. wow. świetnie to ujełaś. I jakie klimatyczne zdjęcia do tego. A na kawę zawsze i wszędzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś wspólna kawa będzie nam dana, pozdrawiam! :)

      Usuń
  18. Przepiękne zdjęcia i wpis. Bardzo dobrze ujełaś to wszystko

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger