lemoniada truskawkowa, czyli jak uratować niedzielę.

Ta niedziela nie zaczęła się dobrze, co w zasadzie nie gra mi zupełnie z ideą leniwej, rodzinnej, pełnej spokoju niedzieli. No niestety. Wczoraj położyłam się spać z wyrzutami sumienia i z nimi też się obudziłam. Bo krzyczę, zamiast łagodnie przemawiać. Bo marszczę czoło, zamiast łagodnym swym licem gasić afery. Bo zasypiam przed doczytaniem książeczki do końca, zamiast wymyślać mądre bajki z puentą. Bo nie mam czasu na wieczorną rozmowę z Zu, mimo że ona czeka i prosi. Bo inne matki ogarniają, tylko nie ja. Bzdura, ale jak się nawarstwi, to zaczynasz wierzyć, że tylko ty nie ogarniasz. I to tak nie ogarniasz, że ja pierdziu. Obudziłam się w związku z powyższym totalnie niewyspana, bo długo w nocy przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zmrużyć oka. Niestety bardzo często tak mam, że nocą, kiedy jest ciemno i wszyscy śpią, dopadają mnie demony, które za dnia wcale demonami nie są... Nocą wszystko jest bardziej czarne, jak to mawiała moja kochana babcia. Miała rację. Poranek zastał mnie jednak zmęczoną, wkurzoną i z obolałą głową. Burknęłam na męża, ofukałam dzieci, a potem zamknęłam się w łazience i zaczęłam ryczeć. A jak już skończyłam, to wymyłam buzię lodowatą wodą z nadzieją, że opuchlizna zejdzie (nie zeszła), pomalowałam rzęsy z nadzieją, że choć trochę będę przypominać te laskę z reklamy mojej maskary (tak się jednakowoż nie stało) i powiedziałam sobie w kilku dosadnych słowach (których tu pozwolisz nie przytoczę, bo resztki przyzwoitości mi na to nie pozwalają), że chyba na głowę upadłam. Zabawne jak to potrafię być swoim najgorszym krytykiem i najlepszą przyjaciółką jednocześnie... krytyk wczoraj nie pozwalał mi zasnąć, dziabając poczuciem winy jak milionem szpilek, a przyjaciółka kopnęła mnie tam gdzie plecy się kończą i kazała wziąć się w garść. Chwilowo krytyk śpi. Oby jak najdłużej ciii... 

Jest południe. Połowę tej pięknej, słonecznej niedzieli przebimbałam na smuty. Mogłabym olać temat i już do wieczora snuć się z wilgotnymi oczyma, rzucając gromy na każdego, kto ośmieliłby się stanąć na mojej drodze, ale... po co? Postanowiłam uratować ten dzień, a truskawkowa lemoniada to pierwszy i jakże pyszny krok w tym kierunku ;) Taka lemoniada to nie lada gratka na upały. W sezonie na truskawki mogłabym ją pić codziennie.



TRUSKAWKOWA LEMONIADA


Potrzebujesz:

400g truskawek
0,5l zimnej wody (my lubimy gazowaną)
sok z 1 cytryny
listki mięty
kostki lodu
miód lub syrop z agawy ewentualnie jakieś inne słodzidło

Zrób tak:

Truskawki umieść z blenderze i zblenduj na gładką masę. Przetrzyj przez sito, aby pozbyć się pestek. Dodaj sok z cytryny, słodzidło i wodę. Dokładnie wymieszaj. Lemoniadę chłódź przez kilka godzin w lodówce. Podaj z kostkami lodu, plasterkami cytryny i listkami mięty. 






25 komentarzy:

  1. Ojej uwielbiam truskawki!

    www.stylowanka.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. To brzmi na prawdę pysznie, aż mam ochotę biec po truskawki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ogromną miłośniczką wszelkiego rodzaju lemoniad, czy w wersji klasycznej czy tez owocowe.
    Na pewno wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię wszelkie lemoniady, mam nadzieję, że będzie smakowało :)

      Usuń
  4. Uwielbiam truskawki I ten przepis już też.

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie wygląda. Ja robię w wersji bez wody :) Same zdblenderowane owoce/ Za takie smaki uwielbiam lato

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak można, ale wtedy wychodzi taki bardziej mus :)

      Usuń
  6. Uwielbiam truskawki pod każdą postacią

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nigdy nie robiłam lemoniady. Ale po tym przepisie na pewno wypróbuję 🙂 z pewnością będzie pyszna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Obłęd, musi być pyszne ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi jak fantastyczny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie proste a jakie genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja robię po prostu wodę smakową, w której sa pokrojone truskawki i wiesz że czuć je w wodzie? Nawet nie trzeba ich blendowac :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger