niedzielna definicja szczęścia.

Niedziela. Kwiecień. Wyjątkowo piękny kwiecień trzeba dodać, co po długiej, ciągnącej się jak guma w za dużych gaciach zimie, jest wręcz wybawieniem. Jako że dzisiaj ta niedziela jest, wszystkie budziki w telefonach poszły się... bujać, a my budziliśmy się powoli i leniwie. Są czasami w życiu matki takie niedziele (rzadko, niezwykle rzadko, ale może dlatego są warte zapamiętania), kiedy dzieciory śpią do 8.30 i dzisiaj właśnie jest taka niedziela... więc wstaliśmy dopiero po kilku długich rundkach dosypiania (jeszcze tylko 3 minutki, proszę, dziecko, zamknij oczy, aaa kotki dwa...), po kilkunastu głośnych ziewnięciach oraz kocich przeciągnięciach.


Słońce przebija się nawet przez zaciągnięte grube zasłony, waląc po oczach jak głupie. Zupełnie mnie to nie wkurza, zupełnie. Wręcz przeciwnie. Myślę sobie: nareszcie, uff. Tak to ja mogę wstawać. Uwielbiam te pierwsze ciepłe poranki, ten kontrast pomiędzy tym, co budziło mnie jeszcze kilka tygodni temu. Przez lekko uchylone w pokoju Starszej okno sączy się umiarkowanie głośny, jednostajny, ale dość irytujący dźwięk kosiarki (sąsiad kosi. w niedzielę. o 9 rano. oszalał.) pomieszany z głośnym pipczeniem dochodzącym gdzieś spod naszego dachu. Znaczy się zmiana warty na jajkach. Znowu mamy lokatorów na gapę. Tak jak zeszłej wiosny. Otwieram na oścież wszystkie okna jakie mam w zasięgu, po drodze dostając opieprz od pana męża, że przeciąg robię. Staję w otwartym oknie i wciągam głęboko powietrze do płuc. Zawrót głowy. Czad. Czy tam sztos jak to się teraz mówi (co ten sztos właściwie oznacza? niech mnie kto wyjaśni, wdzięczna będę). No odlot i ekstaza. Jednych kręci nowy Gucci, innych zapach wypastowanej podłogi, a mnie to kręci. Świeżo skoszona trawa, rozgrzana od porannego kwietniowego słońca ziemia i wilgoć, którą wyczuwa się tylko o tej porze roku. Najlepsze perfumy ever. Kto budził się kiedyś w ciepłą kwietniową niedzielę na wsi, ten wie.


W kuchni tłok. Jak zwykle. Każdy chce jeść. Im młodszy, tym bardziej głodny- taka dziwna zależność, zauważyłaś? Im młodszy, tym mniejszą posiada odporność na burczenie w brzuchu. Następuje poranny przegląd zaspanych oczu, poczochranych kudłów w różnych kolorach i ufajdanych od masła orzechowego piżamek. Oko Elzy na piżamce młodszej latorośli ma podejrzany ciemnobrązowy kolor. Czekolada? Skąd Ona wzięła czekoladę? Zajmę się tym później. Koncert mniejszych i większych ziewnięć przy akompaniamencie strzykania zardzewiałych po nocy kości. Zupełnie dla mnie niezrozumiały monolog wylewający się z małych 3-letnich ust. Stopięćdziesiątyósmy tego poranka foch o pierdołę Starszej. Dora krzycząca swoim irytującym piskliwym głosem z telewizora "łan, tu, tłi". Młodsza, która wyciąga do mnie oskarżycielsko tłusty paluszek, wrzeszcząc- Łabuś, nie kladnij!!!! (Łabuś tfu to znaczy Rabuś to taki psycho-lis-złodziej z bajki o Dorze- dla niewtajemniczonych). Lego frendsy walające się po całej podłodze podłodze. Kuźwa, znowu weszłam bosą stopą na to takie małe ostre... Boli jak diabli. Kto chociaż raz nie wlazł rano na klocek lego bosą stopą- ręka w górę! Ja Jemu klapsa w pupę, on mnie buziaka w szyję. Miziu miziu między karmieniem kota a wciskaniem kapcia na fajtającą małą stópkę. Buziak w przelocie, bo woda na kawę właśnie się zagotowała. Przypalona owsianka. Druga przypalona owsianka. Trzecia. Pieprzyć owsiankę. Dawaj maślane buły. Te wielkie takie, puchate. Mmmm jeszcze ciepłe, z piekarni za rogiem. Dziadek pobiegł po nie już o szóstej. Błyszczące od masła małe rączki. Tłuste od masła moje włosy (bo rączki postanowiły przytulić). Maślane ślady małych rączek na piekarniku... i na kuchence, i na uśmiechającej się do mnie Elzy z czekoladowym okiem. Czy tylko mnie się wydaje, że patrzy na mnie z szyderczym uśmieszkiem? Nevermind. Gorąca kawa razy dwa, poproszę. Dla Niego czarna, dla mnie z mlekiem. Kawa rozlana na podłodze. Razy dwa oczywiście. Cholera jasna, zachlapało ścianę. Zajmę się tym później. Dwie nowe gorące kawy. Parują i parzą w język, ale moje żyły dopominają się swojej dawki porannej kofeiny. Pierwszy łyk. Zaparowane okulary. Maślane bułeczki z różaną konfiturą. Dużo konfitury. Konfitura na czarnych jak smoła włosach Małej. Konfitura na nosie, w nosie i na pulchnych policzkach. Dużo bułeczek. Jeszcze więcej bułeczek. Chrzanić kalorie. Jest niedziela. Jest kwiecień. Świeci słońce. Później pójdziemy na rolki, się spali. 




Gdyby ktoś właśnie dzisiaj, w tę kwietniową niedzielę, zapytałby mnie co to jest szczęście, to opowiedziałabym mu o pewnym wyjątkowo słonecznym niedzielnym poranku, kiedy to dzieci pospały wyjątkowo długo. O rozlanych kawach, maśle rozsmarowanym po całej kuchni i o brudnej od czekolady (skąd Mała wzięła czekoladę w niedzielę rano??) Elzie. O zwęglonej na wiór owsiance,  o buziakach skradzionych w przelocie i o dzikim pipczeniu wróblowych rodziców. O powietrzu przesiąkniętym zapachem świeżo skoszonej trawy, o rosie, która o 9 rano skrzy się jeszcze na trawie przed domem i o sfochowanej buzi mojej zbuntowanej 11-latki. Celebrowanie codzienności w najdoskonalszej formie. Niby nic takiego. Niby zwyczajnie. A jednak. On, one dwie, kilka puchatych bułek, słoik konfitury, masło od baby z targu, parząca w języki kawa. Buziaki, tulasy, Dora i lego wbite w piętę. Cała reszta to już nadmiar.




Dobrej niedzieli!

36 komentarzy:

  1. Najbardziej lubię właśnie takie posty u ciebie, Ani. :) JR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też najbardziej takie lubię pisać ;) :*

      Usuń
  2. Uwielbiam niezwyczajność w zwykłej codzienności, dostrzeganie piękna chwili, blasku obecności innych, radości z ustanowionych nawyków, spokojnych gestów i miłych słów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kwintesencja życia tak naprawdę :)

      Usuń
  3. Takie zwyczajne wlasnie chwile sie najpiekniejsze. Rowniez uwielbiam niedzielne poranki, spokojne, bez pospiechu i z nadzieja na piekny dzien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im jestem starsza, tym bardziej doceniam takie leniwe niedziele :)

      Usuń
  4. Każdy ma swoją definicję szczęścia i to jest właśnie fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie to tylko kot ma leniwą niedzielę, bo ja jakoś nijak nie mogę się wyrobić z niczym ostatnio :-)))
    A przydałaby się mi taka niedziela jak twoja ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo moje koty to mają każdy dzień leniwy, nie tylko niedzielę ;)

      Usuń
  6. O jak fajnie i można się cieszyć chwilą

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna niedziela Wasza, też takie lubię :) I Kocham wiosnę ale ta jest najtrudniejszą wiosną chyba w całym moim życiu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna zawsze daje szanse na coś nowego i za to ją najbardziej lubię. Wiosna to nowe. Więc głowa do góry, bo na pewno wszystko będzie dobrze :)

      Usuń
  8. Ach jak żałuję, że w niedzielę nie trafiłam na ten wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja takie poranki uwielbiam spędzać z kawą w ręce na przydomowej ławce. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają a mocna kawa drażni gardziel :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajnie piszesz :) Ja wczoraj też sobie pofolgowałam i zjadłam tonę słodkości ;) Ale też jakoś spalę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja zaraz idę pobiegać, żeby spalić wczorajsze bułeczki ;)

      Usuń
  11. Ja sama lubię takie niedzielne poranki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niedzielny czas jest super. Ja do tego stopnia go chronię, że nawet wyłączam telefon :) Nie ma mnie dla nikogo, poza Panem Bogiem, ale to już inna inszość :) Zapraszam na mój blog Wiara jest super Każdemu, kto czyta te słowa użycz Panie Boże wszystkiego, czego potrzebuje :) Taki jestem :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja telefonu nie wyłączam- jeszcze ;) ale chciałabym, żeby to był taki dzień offline dla mojej rodziny. Może kiedyś i do tego dojdziemy. Chętnie do Ciebie zajrzę :)

      Usuń
  13. Zazdroszczę Ci takiej niedzieli... U mnie ciągle męczące miasto i chleb z supermarketu...
    Chłonę więc zazdrośnie zapachy, o których piszesz.
    Nie wiem co jest w tej świeżo skoszonej trawie, to jakaś magia, bo jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś nie odlatywał przy jej wąchaniu ;)
    Bardzo ciekawie napisany post ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga o książkach - http://czytamiznikam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowe blogi uwielbiam, więc z chęcią zajrzę :) Nie każda niedziela u nas tak wygląda niestety, tym bardziej takie leniwe wymagają uwiecznienia ;)

      Usuń
  14. Bardzo lubię takie Niedziele ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. Weź udział w najdokładniejszym teście sprawdzającym poziom IQ!

    https://iq-testuj.pl/4fc4dd59

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja ostatnie niedziele spędziłam pracowicie niestety :)
    Zapraszam do mnie, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
  17. Chłone smaki i zapachy o których piszesz...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger