Przejdź do głównej zawartości

wróciłam. post zdjęciowy.

"Nigdy nie jest za późno, aby być tym, kim się mogło być". George Eliot.

Dzisiaj zaczynam ukochanym cytatem, który w mojej głowie dźwięczy od kilkunastu tygodni dzień w dzień. Nigdy nie jest za późno. Nieważne ile masz lat, gdzie jesteś i jaki bagaż niesiesz ze sobą. Nigdy nie jest na nic za późno.

Trudno jest przyjść do Ciebie ot tak po prostu, jak gdyby nigdy nic po prawie trzech miesiącach milczenia i lekko tak opowiedzieć co się wydarzyło w tym czasie. Wydarzyło się bardzo dużo, głównie we mnie się podziało, bo dookoła mnie nie zmieniło się nic- nadal mam tego samego męża, te same dzieci i tę samą pracę. Nadal mieszkam w tym samym miejscu, nadal zimą wiatr mi hula jak głupi na tym wygnanowie i nadal mam te same drzewa pod oknem... Na zewnątrz jest tak jak było. W środku wszystko jest już inne. Post o tym gdzie byłam, kiedy mnie nie było i dlaczego właściwie mnie nie było powoli się pisze, ale dzisiaj pozwól, że przemówią obrazy, a nie słowa.

Grudzień, styczeń i luty. Takie były.




















Komentarze

  1. Jejuuu jak się cieszę, że jesteś!!!!!!! <3 JR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że tu znowu jestem :))

      Usuń
  2. Takie zmiany w nas samych bywają najważniejsze! Zdjęcia cudne - widać, że się działo! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze i najtrudniejsze, dziękuję :)

      Usuń
  3. Ale przepiękne zdjęcia! Aż się chce jeszcze i jeszcze! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo ciekawe kadry, ładnie doświetlone, trochę mnie razi ucięta głowa na ostatnim zdjeciu, chyba że taki był zamierzony efekt?:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia.
    Jeden z moich ulubionych cytatów

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twoje zdjecia, są bardzo nastrojowe i niepowtarzalne! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

60 motywacyjnych cytatów, które działają lepiej niż tabliczka czekolady.

Wpadłam w sen jesienny. I... mogłabym znowu wylać tutaj wiadro narzekań i pomarudzić Ci trochę, ale ileż można. Nie będę się powtarzać, bo to już nudne się robi. Mój mózg nie jest wstanie wyprodukować nic sensownego. Coś tam się po tej mojej głowie tłucze, coś się pisze w ciągu dnia, coś mi mgliście majaczy, coś ważnego, coś wesołego, ale zebranie tego w rozsądnie brzmiące zdania jest chwilowo ponad moje siły.


 Opcja stand by niezależnie od wszystkiego? 
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zawsze jesteśmy na trybie stand by, niezależnie od wszystkiego. Niezależnie od tego co podpowiada nam ciało, głowa i pogoda za oknem. Nasza cywilizacja nie zwalnia, nie ogląda się na pory roku i na naturalną potrzebę organizmu do odpoczynku i wyciszenia. Jesteśmy w ciągłej gotowości bojowej, ciągle z podniesioną gardą i napiętymi mięśniami, gotowymi w każdej chwili zaatakować. Oderwaliśmy się totalnie od sezonowości, ignorujemy zmiany zachodzące w przyrodzie i zmiany zachodzące w nas. Gdzieś mamy natura…

kokosowe kulki jaglane, czyli rafaello w wersji fit.

O tym, że mogłabym pożerać słodycze bez umiaru, wie każdy kto mnie zna nieco bliżej. Nie ma dla mnie pojęcia, że coś jest za słodkie, że fuj nie zjem tego, że sam cukier, że twarz wykrzywia. Im bardziej słodkie, tym lepiej. Zostaję na placu boju nawet wtedy, kiedy ostatni zawodnik odpada przy zasłodzonej baklavie i żąda wiadra herbaty miętowej. Ja wtedy ze zdziwieniem wciągam kolejną porcję i proszę o dokładkę. Gdybym się nie pilnowała, ważyłabym zapewne jakieś... 150 kilo? No ale się pilnuję jednak. Raz, że dobrze mi w moim rozmiarze, a dwa wiem, że nadmiar cukru szkodzi. Nie da się ukryć, że wciągając tonę cukru pięć razy dziennie, zdrowiem bym nie grzeszyła.

Więc jem zdrowo, warzywnie i kolorowo. Piję koktajle, szykuję sałatki, zagniatam kotlety z kaszy gryczanej. Dwa razy w tygodniu, w każdy wtorek i piątek, biegam na ryneczek po świeże warzywa i obmyślam plan stworzenia własnego warzywnika za domem. I biegam też tak ogólnie, dla radochy. Dla zdrowia i ładnego tyłka. I ja to lubi…

najważniejsza na świecie.

Gdybym miała klucz do tajemnych drzwi, które w jednej sekundzie przeniosłyby mnie do 2006 roku, bez mrugnięcia okiem przeszłabym przez nie. Zabrałabym ze sobą albumy pełne zdjęć, płyty pełne filmów i Twoje pierwsze maleńkie śpioszki. Odszukałabym siebie sprzed tych 10-11 lat, z delikatnie zaokrąglonych brzuchem, i opowiedziałabym sama sobie naszą historię. Rok po roku, tydzień po tygodniu, aż do dnia dzisiejszego. Powiedziałabym sobie, że dziecko, które za chwilę przyjdzie na świat, będzie najlepszym, co mogłam wtedy zrobić ze swoim 23-letnim życiem. Że da mi dużo więcej niż ja sama na to zasługuję. Że za chwilę zostaniemy we dwie, bo jej tata nie udźwignie codziennego życia. I że to nic, bo będziemy idealnie dopasowanym dwuosobowym teamem, idealnie naoliwioną dwuosobową maszyną i że te lata, kiedy będziemy tylko we dwie dadzą nam siłę i więź do końca życia.

Pokazałabym sobie te wszystkie rodzinne zdjęcia, na których uwiecznieni są ludzie od pierwszej sekundy Twojego życia zakochani w…