żeby tylko była.

żeby tylko była.

W takim małym miasteczku to była wiadomość roku. Rozwodzą się! Tak, to pewne. Ale chwileczkę... Oni się rozstali? Oni?? Nie może być! Takie zgodne małżeństwo, tacy w sobie zakochani, tacy poukładani. Takie małżeństwa się nie rozwodzą! Tacy ludzie na wieczność są ze sobą przecież. Ona go zostawiła??? Ona jego?? Ale jak to tak!  A to pinda jedna! Nienormalna baba. Egoistka pieprzona. Szkoda dzieci.... On taki dobry, oddany rodzinie, nie pił, nie bił, na dupy nie chodził. Czego ona jeszcze chciała?? W głowie jej się poprzewracało, ot co. Miała wszystko. Co jej odbiło... z dnia na dzień spakowała siebie i dzieciaki i już jej nie było. Podobno jak rano się obudził, to już ich nie było. Puste szafy, puste pudła po zabawkach, w łazience tylko pastę do zębów zostawiła. Idealnie wyciśniętą. Tak od końca do samiuśkiego początku. Co jej odbiło?...



Siedzi przede mną na kuchennym krześle nieco pochylony do przodu. Opuszczona głowa, skulone ramiona, nieobecny wzrok. Jakby zmęczony. Jakby zniechęcony. Są chwile, kiedy niemal namacalnie odlatuje z tej mojej kuchni i muszę czekać cierpliwie aż wróci. Patrzy wtedy na mnie zdziwiony co ja tutaj robię, z nim, w tej kuchni, w tym półmroku wieczornym. I kim ja w ogóle, do cięzkiej cholery, jestem. Przez głowę przelatuje mi myśl, że dlaczego on taki zmęczony, skąd te pokrążone oczy, przecież jest całkiem sam w pustym mieszkaniu. Ma ciszę i spokój. Ma dla siebie czasu pod dostatkiem. Przyglądam się może odrobinę zbyt długo. Kilkudniowy zarost, chmurne spojrzenie i mocne dłonie. Podoba się kobietom, chociaż on myśli, że nie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak myśli. Prawą ręką obejmuje wielki kubek z czarną, parującą kawą. Na serdecznym palcu nadal mocno odciśnięty ślad obrączki. Przez ułamek sekundy zastanawiam się jak długo będzie się utrzymywał. Pewnie zejdzie szybciej niż ślad na sercu. A może jednak nie. Może serce już by chciało dalej iść, ruszyć się wreszcie z tego miejsca, bić dla innej, a odbita na sino obrączka wciąż przypomina o ostatnich latach. 

- Dlaczego odeszła? - podniósł głowę gwałtownie i spojrzał na mnie zdziwiony, jakby nic się nie stało, jakbym pytała o innego faceta, inną kobietę i inną miłość.- Bo ta tubka z pastą do zębów ciągle wymiętolona była... Ona ją ciągle źle wyciskała, tak od środka, wiesz? I nie zakręcała porządnie tylko tak zostawiała otwartą. I to mnie tak cholrnie wkurzało, że od rana miałem zły humor. Głowa zaraz zaczynała naparzać, prochy łykałem i liczyłem do dziesięciu, żeby przy dzieciach nie wybuchnąć. A ona jakby nigdy nic obejmowała mnie i wtulała głowę w moją szyję. Bez sensu! Czy ona nie widziała, jak mnie ta tubka wkurwia?? Chodziłem wściekły już od rana, przez nią wściekły poszedłem do pracy i wściekły wróciłem do domu. A tam ta tubka znowu wymiętolona taka... Cały dzień do dupy. Przez nią... W ten ostatni weekend dzieciaki obudziły się o szóstej. Człowiek jest zmęczony po całym tygodniu pracy, a one biegają po domu i wrzeszczą jak opętane. Proszę ją, żeby byli ciszej, wszyscy żeby byli ciszej, żeby pospać dali, a ona zagarnia towarzystwo jak matka kwoka i sprowadza na parter, żeby tam się darły. Nic to nie daje, bo do mnie i tak te wrzaski dochodzą. Zrzucam z siebie kołdrę i z narastającym pulsującym bólem w skroniach wlokę się do łazienki. A tam ta cholerna pasta znowu nie tak wyciśnięta! Tak od środka, rozumiesz? Czy ona nie widziała, jak mnie ta tubka wkurwia?? W kuchni jak zawsze się kotłuje, nie można dopchać się do kuchenki, żeby kawy sobie zrobić. A jak już mi się uda, to i tak wypijam zimną, bo jak dzieciaki z rana w sobotę człowieka oblezą i bawić się chcą, to i czasu na kawę nie ma. Z dzieciarnią to zawsze jest coś do zrobienia. Jasełka, srełka, ortodonta, szczepienia, srenia, wywiadówki, smarki, katary i rozwolnienia. Ciągle w biegu. I ta pasta w łazience tak beznadziejnie wyciśnięta. Powiedz, tak szczerze, kto by nie był wkurwiony?? A ona jeszcze do tego ciągle nade mną wisiała i o uczuciach rozmawiać chciała. O uczuciach, czujesz to? Trajkotała mi nad uchem jak karabinek maszynowy, przepracowywać coś tam chciała i trupy z szafy wyciągać kazała. Kiedy ja wolę tak siup pod dywan szybciutko. Nie rozumiałem, kiedy mówiła, że prędzej czy później wszystkie trupy z szaf się wysypią i nas przygniotą. Często wracałem myślami do czasów sprzed niej. Zanim ona się pojawiła, zanim wniosła w moje życie cały ten chaos i bałagan, było inaczej. Było spokojnie, przewidywalnie i cicho. Wszystko poukładane pod sznureczek miałem, skarpetki i majtki w szufladzie kolorystycznie leżały, a tubka z pastą wyciśnięta jak trzeba była. Tak, wiesz, od samiuśkiego końca do początku, z idealnie dokręconą zakrętką. Garnki zawsze idealnie domyte bez ani jednej smugi, podłoga bez rozmazanej plakatówki i dywan bez wgniecionego herbatnika z czekoladą. Miałem na wszystko czas; na mecz w telewizji, spanie do południa w sobotę i słuchanie muzy na fulla. Nie to co teraz. Coraz bardziej wkurzony byłem, coraz mocniej mnie to irytowało. Im dalej odchodziłem od starego życia, tym bardziej wściekałem się na nią. Na tę ciągle wymiętoloną tubkę pasty do zębów w łazience. Serio! Czy ona nie widziała jak mnie to wkurwia?? Patrzyłem na nią i zastanawiałem się co ja z nią robię. Dlaczego ożeniłem się właśnie z nią? Przyszedł taki czas, że nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Kiedyś zakładała szpilki, krótkie kiecki i mocno malowała oczy. Teraz ma na sobie dres, włosy związane w kitkę i dźwiga na prawym biodrze naszą córkę. Czasami otwierała szafę, tę w której trzymała kiecki "z kiedyś" i przyglądała się. Czasami przymierzyła którąś, wzdychała i odkładała z powrotem. Nie pytałem. Po co. Lepiej siup pod dywan. Zresztą.... kto by się kieckami przejmował, kiedy w łazience tubka z pastą wymiętolona jak psu z gardła?? Czy ona nie widziała jak mnie to wkurwia?? Coraz cichsza była. Coraz rzadziej się śmiała. Coraz rzadziej właziła mi na kolana. Ja mnie to włażenie na kolana wkurzało. Zachowywała się jak dziecko, no naprawdę.... kobieta po 30-stce i takie dziecinne zachowanie. Kiedyś można było się z nią pośmiać, teraz nic nie mówiła. Tylko patrzyła na mnie. I co ona się tak gapi?- myślałem. O co jej znowu chodzi? Ot wymyśliła sobie pewnie jakiś kolejny problem. Wkręciła sobie. Baby. Potrafią zrobić z niczego sałatkę i awanturę he he he :D Zupełnie nie rozumiem dlaczego ten dowcip jej nie bawił, przecież genialny jest. Dziwne miała poczucie humoru, totalnie inne niż moje, wszystko brała śmiertelnie poważnie. W zasadzie nie wiem dlaczego się z nią ożeniłem... może to przez te szpilki i krótkie kiecki, które kiedyś ciągle nosiła? Teraz zamiast kiecek mam wymiętoloną tubkę po paście w łazience. Dżizas czy ona nie wiedziała jak mnie to wkurwia????! No to postanowiłem oduczyć ją tego nieogaru. Kupiłem drugą pastę, tylko dla mnie, i ostentacyjnie wyciskałem jak trzeba. Taką kobietę trzeba szkolić, bo inaczej nic nie zrobi dobrze, nawet pasty do zębów nie wyciśnie jak trzeba. I o co ona się rzuca?? Przecież ja nic takiego nie robię... Gównoburza to była jej specjalność.  Jest superpower. Męczyła mnie. Jej nieogar, jej temaperament zupełnie inny od mojego, potoki łez kiedy było jej źle i zbyt głośny śmiech, kiedy bawiła się z dzieciarnią. 

Aż pewnego dnia zrobiło się cicho. Cisza aż dzwoniło w uszach. Wrócił porządek, wróciła przewidywalność i równo ułożone skarpetki też wróciły. Wróciły domyte talerze, domknięte szafki i wrócił spokój. Nareszcie soboty były leniwe, nareszcie spałem do oporu, nareszcie sam stałem w kolejce do kuchenki. Na meblach nie było już śladów małych czekoladowych paluchów, nie było misiów rozrzuconych po całej podłodze i herbatników wgniecionych w pościel. Muzyka z głośników grała na maxa, bo już nikt nie zasypiał o 19. Zrobiło się idealnie. Tak jak zawsze chciałem się zrobiło.
Jest super, naprawdę. Jest tak jak zawsze chciałem, żeby było. Teraz tylko jednego mi brakuje do szczęścia. Jednej małej rzeczy. Maleńkiej takiej. Żeby ta tubka z pastą w łazience znowu wymiętolona była. Żeby tylko była....
wróciłam. post zdjęciowy.

wróciłam. post zdjęciowy.

"Nigdy nie jest za późno, aby być tym, kim się mogło być". George Eliot.

Dzisiaj zaczynam ukochanym cytatem, który w mojej głowie dźwięczy od kilkunastu tygodni dzień w dzień. Nigdy nie jest za późno. Nieważne ile masz lat, gdzie jesteś i jaki bagaż niesiesz ze sobą. Nigdy nie jest na nic za późno.

Trudno jest przyjść do Ciebie ot tak po prostu, jak gdyby nigdy nic po prawie trzech miesiącach milczenia i lekko tak opowiedzieć co się wydarzyło w tym czasie. Wydarzyło się bardzo dużo, głównie we mnie się podziało, bo dookoła mnie nie zmieniło się nic- nadal mam tego samego męża, te same dzieci i tę samą pracę. Nadal mieszkam w tym samym miejscu, nadal zimą wiatr mi hula jak głupi na tym wygnanowie i nadal mam te same drzewa pod oknem... Na zewnątrz jest tak jak było. W środku wszystko jest już inne. Post o tym gdzie byłam, kiedy mnie nie było i dlaczego właściwie mnie nie było powoli się pisze, ale dzisiaj pozwól, że przemówią obrazy, a nie słowa.

Grudzień, styczeń i luty. Takie były.




















Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger