jesienne gotowanie. moja szarlotka.

Ja wiem, że piękna jesień już się kończy. Czuję to w kościach. No dobra, może nie tyle w kościach, co po prostu widzę co się święci za oknem. Kończy się czas beztroskiego biegania z gołą głową, bez szalika na szyi, za to w trampach i bluzie tyko narzuconej na ramiona. Kończy się sezon na lody z budki i kawę na wynos, którą zawsze kupuję w jednym, ulubionym miejscu. No cześć wam, do zobaczenia na wiosnę. 


Niestety ta najcudowniejsza, ciepła, kolorowa, pachnąca wilgotnym mchem i szyszkami jesień trwa bardzo krótko. Ot, wrzesień i kawałek października jak dobrze pójdzie. Tylko kilka tygodni możemy nacieszyć się porannymi mgłami, fruwającym leniwie w powietrzu babim latem i słońcem zachodzącym na złoty kolor. Szkoda, bo niewiele rzeczy tak mocno mnie zachwyca w życiu jak te kilka pierwszych jesiennych tygodni. Niestety ta druga część jesieni nie nastraja mnie tak pozytywnie. Prawdę mówiąc kiepsko działa na mnie szaro-bura aura za oknem, ciemne poranki i jeszcze ciemniejsze wieczory. Deszcz, który pada piąty dzień z rzędu. Przenikliwy wiatr i gołe, smutne drzewa za oknem. Brak słońca. Brak radości w ludziach. Zawsze w połowie października, góra na początku listopada łapał mnie jakiś totalny marazm i otępienie. Wszechogarniająca chandra, ospałość i ochota na czekoladę z orzechami w ilościach hurtowych. Niechęć do wszystkiego i nieodparta pokusa, żeby zakopać się głęboko pod ciepły koc i wyjść gdzieś w okolicach hmmm... marca, razem z tym amerykańskim świstakiem, co to niby wiosnę przewiduje (lub nie, zależy). Słabo, prawda? :) Brak słońca zawsze kiepsko na mnie działał. Wiesz, nawet super-mroźna zima mi nie jest straszna, jeśli tylko słońce odbija się w płatkach śniegu. Niech sobie liście spadają, proszę bardzo, byleby spadały otulone słonecznym ciepełkiem. Niech sobie pada deszcz, byleby za chwilę słońce przeglądało się w kałużach.


Natomiast to co dzisiaj widzę za oknem uparcie przypomina mi, że nadchodzą dla mnie ciężkie tygodnie. Jakby na przekór mojemu nastrojowi, łapię krótkie ulotne chwile i ostatnie tak intensywne kolory, za wszelką cenę zatrzymuję te wyjątkowe jesienne smaki i zapachy. Moja rodzina wraz z pierwszymi kroplami zimnego jesiennego deszczu i pierwszymi podmuchami naprawdę przeszywającego do szpiku kości wiatru najchętniej zakotwiczyłaby się w domu na kanapie, a ja się buntuję. Trzeba się ruszyć. Dokądkolwiek. Na przykład pójść i sprawdzić jakie wielkie dynie przywieźli z dyniowej farmy na rynek, ile jeszcze liści na drzewach w lesie zostało i ile kasztanów od wczoraj pospadało na ziemię. Trzeba się ruszyć, choćby wszystko dookoła mówiło, że to bez sensu. I choćby deszcz lał się na głowy strumieniami. Obiecałam sobie, że w tym roku będzie inaczej. Nie dam się podłemu nastrojowi, choćby cały świat  przybrał szary odcień. Nie tym razem, moja droga przyjaciółko chandro. Całe życie szukam plusów w minusach. O tak, to jest to co lubię najbardziej, a im jestem starsza, tym łatwiej mi to przychodzi. Fajnie tak nawet i bardzo zabawnie szukać w każdej sytuacji czegoś przyjemnego. Dlatego patrzę i zapamiętuję- te brązy i żółcie na suchych opadniętych liściach, te intensywnie bordowe czerwienie na tych, które jeszcze nie opadły. Dynie większe od mojej głowy, jedna na drugiej we wielki stos na targu ułożone. Wiadra całe krwistoczerwonych papryk i słodkich od ostatnich gorących promieni pomidorów. Wącham, dotykam i smakuję. Smakuję jak szalona. Rozsmakowałam się w tej jesieni na dobre.


Chciałabym pożreć tyle kalafiorów, jabłek, dyń, pomidorów i śliwek, żeby starczyło do kolejnej jesieni. Na zapas. Pod sam korek. Co roku obiecuję sobie, że jak już te dynie się pojawią, to do oporu! Tak, żebym mogła powiedzieć- no, najadłam się, dziękuję, mam dość. Z truskawkami tak mam. Marzę o nich cały rok, a jak już przychodzi na nie sezon, to wydaje mi się, że nie wykorzystałam ich w pełni i znowu marzę o nich przez okrągłe 12 miesięcy...  Wiesz, że większość osób, z którymi o tych truskawkach rozmawiam, myśli podobnie? Czekają na nie, marzą o nich, a potem bach! i po truskawkach. I niedosyt zostaje. Ale może tak ma właśnie być, taki ich urok, że są krótko, a potem trzeba czekać, marzyć i potem bach... No to ja bym tak chciała tej jesieni dyni się najeść, i tych papryk, jabłek i gruszek. Orzechów, fig i cukinii. Tak na full. Czasami zastanawiam się czy to nie ma związku z przemijaniem. Śmiejesz się? Tak myślałam. Bo ja tu piszę o żarciu, a za chwilę w ciężkie tony uderzam. No ale, słuchaj, coś w tym jest. Człowiek chce się ujeść tych sezonowych dobroci, bo wie, że kolejne dopiero za rok, a za ten rok to jest się o cały rok starszym... Czy to ma sens jakikolwiek? Tęsknota za kalafiorem jako przejaw lęku przed upływającym czasem?


Kulinarnie mocno u mnie ostatnio. Jesienne gotowanie ma w sobie jakąś magię. Generalnie dużo rzeczy ma w sobie dla mnie magię, ale gotowanie o tej porze roku to jakieś czary mary... Naprawdę niemal widzę te dymy unoszące się w kuchni pod sufitem. Wracasz zziębnięta do domu, przemoczona do suchej nitki, z czerwonym od chłodnego wiatru nosem, a tam w tej kuchni leczo pyrka sobie na ogniu, zupa z soczewicą bulgocze, nadziewane papryki wydzielają taką woń, że wszystkie perfumy świata mogą się schować ze wstydu. Ciepło, kojąco, spokojnie. Magia. No magia, mówię Ci :) Jedzenie zajmuje bardzo wysoką pozycję na liście moich życiowych priorytetów. Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy ten blog nie powinien być blogiem stricte kulinarnym, ale za bardzo lubię gadać i za bardzo lubię robić zdjęcia, żeby ograniczać się tylko do gotowania... Tak więc powstała taka fuzja... no ale do jedzenia wracając. Z każdej podróży przywożę dwie rzeczy- zdjęcia i jedzenie. Mogę obyć się bez pamiątek, pocztówek, muszelek z plaży, ale dobrą przyprawą nie pogardzę. Bezbłędnie podam, gdzie jadłam najlepszą rybkę, gdzie najlepszą zupę, a gdzie kluski. W każdym nowym mieście najpierw szukam miejsca, gdzie mnie nakarmią.

 Lubię jedzeniem podkreślać wyjątkowość chwili. Na wiele tygodni wstecz planuję jaki makowiec w tym roku na święta, a jakie babeczki na dzień kobiet. Jedzenie nierozerwalnie kojarzy mi się z porami roku. I tak na przykład nie kupiłabym dyni w środku lata, nie ugotowałabym bigosu na sierpniowy obiad ani nie podałabym sernika na zimno w listopadzie. Są dania, które kojarzą mi się tylko z konkretną porą roku, z konkretnym miesiącem... i kiedy przychodzi na nie czas, próbuję najeść się nimi na zapas. Chciałabym, żeby moje córki za lat 20, 30 czy 40, jedząc w październiku szarlotkę, zamknęły oczy i przeniosły się do świata swojego dzieciństwa. Tak jak robię to ja, kiedy jem placki ziemniaczane z cukrem i widzę moją Babcię w niebieskim fartuszku, która odwrócona do mnie tyłem, smaży okrągłe placuszki i z uśmiechem na ustach pyta mnie jak było dzisiaj w szkole.

Pamięć smaków. Pamięć zapachów. Bezcenne.


No. To teraz szarlotka. Ode mnie dla Ciebie. 




Składniki:
  • 2 szklanki mąki pszennej (300g)
  • 5 łyżek cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 250g masła
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jajko (rozmiar M)
  • ok. 1,5 kg jabłek (polecam Szarą Renetę)
  • 1 łyżeczka cynamonu
Dodatkowo:
  • cukier puder do posypania (opcjonalnie)

Sposób przygotowania:
  1. Z mąki, 3 łyżek cukru, cukru waniliowego, masła (pokrojonego na małe kawałki), jajka i proszku do pieczenia zagnieść jednolite ciasto (ręką lub robotem kuchennym, używając haka do zagniatania ciasta).
  2. Z ciasta uformować kulę, lekko ją spłaszczyć i owinąć w folię spożywczą. Wstawić do lodówki.
  3. Jabłka umyć, obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w niedużą kostkę lub zetrzeć na tarte. Wymieszać z 2 łyżkami cukru i przesmażyć, aż powstanie mus. (Gdyby mus był mocno "wodnisty" smażyć, aż nadmiar soku wyparuje). Wmieszać cynamon i pozostawić do ostygnięcia.
  4. Formę kwadratową o wymiarach ok. 24x 24cm wyłożyć papierem do pieczenia. (Można najpierw delikatnie posmarować w paru miejscach formę masłem lub margaryną. Wtedy wyłożenie formy papierem pójdzie sprawniej, bo przyklei się on do tłuszczu).
  5. Połowę ciasta wykleić na dnie formy. Wyłożyć mus jabłkowy. Z pozostałego ciasta odrywać kawałki i układać je na musie jabłkowym. (Można również ciasto rozwałkować).
  6. Piec w nagrzanym piekarniku ok. 50- 60 minut, aż ciasto ładnie się przyrumieni, w temperaturze 180°C (grzałka góra- dół).
  7. Ciasto pozostawić do ostygnięcia. Przed podaniem można oprószyć cukrem pudrem.

81 komentarzy:

  1. wyglądają super, chętnie wypróbuję :) pozdrawiamy i zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie smakować, pozdrawiam :)

      Usuń
  2. myślę, że jestem podobna do ciebie - gdy jest na coś sezon, chcę to jeść bez umiaru, by zaspokoić potrzeby na cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje ulubione ciasto na jesień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szarlotka najlepiej smakuje jesienią właśnie :)

      Usuń
  4. Uwielbiam jesień. Uwielbiam szarlotkę. Uwielbiam Ciebie :-) masz rację z tym słońcem. Jak tylko się pojawi na niebie to od razu przyjemniej, niezależnie czy to jesień czy zima.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* W słoneczny dzień od razu świat wygląda lepiej :)

      Usuń
  5. Mnie szarlotka! Chciałabym mieć jesień - ale taka kolorowa, ciepła i pełna liści. Żeby można było chodzić w swetrach a nie już w kurtkach.bedzie mi miło jak zajrzysz na mojego bloga.
    Buziaki 💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, taką jesień w kardiganach lubię najmocniej :)

      Usuń
  6. Dołączam do Ciebie, może uda nam się obronić przed jesienną chandrą :D
    Z pewnością skorzystam z przepisu :D
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, zjadłabym, wygląda na przepyszną.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rany, jaki ładny wpis. I mam to samo - z podróży przywożę jedzenie! Zawsze! Potem wspominam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Z tymi podróżami i jedzeniem mam tak samo...

      Usuń
  9. Uwielbiam jesień i uwielbiam szarlotkę. Kojarzy mi się właśnie z ta porą roku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, na brak słońca polecam suplementację witaminy D. Znacząco poprawia samopoczucie. A na jesienną chandrę- ćwiczenia. Zaraz robi się cieplej i humor jakiś taki lepszy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wit.D suplementuję od października do marca i codziennie ćwiczę, ale i tak nie ma to jak naturalne słońce ;)

      Usuń
  11. piękne jesienne zdjęcia, a z przepisu chyba skorzystam

    OdpowiedzUsuń
  12. Rany boskie, zgłodniałam podczas czytania! Tak o tym wszystkim piszesz, że wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach <3 Takim leczo na przykład bym nie pogardziła! <3 Muszę zrobić na dniach. Ostatnio też znalazłam genialny przepis na gulasz afrykański i bardzo mi się kojarzy z jesienią <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia aż bije z nich jesienny klimat co bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygląda super, dawno nie jadłam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mniam! Szarlotka dobra pod każdą postacią:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szarlotka, ciasto z jabłkami , kocham jabłka i takie cista ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam szarlotkę, to moje ulubione ciasto... :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę pamiętać, żeby wrócić do ciebie po weekendzie po przepis :) A z jesienią mam dokładnie tak samo, i z truskawkami też, i z wiśniami - wiśnie to coś czego mi zdecydowanie brakuje najbardziej jak już ich nie ma. Mam jednak nadzieję, że - wracając do jesieni - tegoroczna da nam jeszcze trochę słońca w listopadzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wszystkie pyszności są u nas dostępne tak krótko, że nigdy nie można się nimi porządnie nacieszyć, wielka szkoda. :)

      Usuń
  19. Mi jesień najbardziej kojarzy się z dyniami i dżemem pigwowym, który robi moja mama zawsze w tym sezonie. Kiedy dom pachnie pigwą, wiem, że już jesień:) Pogoda szalona ale zawsze można schować się pod kocem z kubkiem kawy i książką czy filmem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że muszę się zabrać za pigwowe przetwory :) a pod kocyk z gorącą herbatą uciekam co wieczór :)

      Usuń
  20. Na mnie tez jesień zle wpływa a na myśl o zimie chce mi się płakać. Szarlotki jeszcze nigdy nie robiłam zawsze żeruje na mamie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zima mogłaby trwać tylko do świąt, a potem już wiosna ;)

      Usuń
  21. Love your post dear ♥
    If you want check out my blog.I write about fashion,beauty and lifestyle.Maybe we can follow each other and be great blogger friends !

    http://herecomesajla.blogspot.ba/

    OdpowiedzUsuń
  22. Tegoroczna jesień jest okropna! Brzydka, słońca jak na lekarstwo! A mi w ogródku nawet dynie nie wyrosły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie trafiły się naprawdę piękne weekendy, ale od kilku dni mam kiepską pogodę...

      Usuń
  23. Najlepsze na chandrę i nie tylko? SZARLOTKA :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam szarlotkę a szczególnie taką na kruchym cieście z pianą. A szara reneta to moje ulubione jabłko. To mój smak dzieciństwa. Pamietam jak dziś obrywanie jabłek a potem mama siedziała z nami w fotelu i nam odbierała na podwieczorek.

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam takie ciasta, a to wydaje mi się wspaniałą tradycyjną szarlotką. Jutro piekę!

    OdpowiedzUsuń
  26. Rany <3 Przepięknie napisane o jesieni, a przepis już zapisałam i na pewno wypróbuje <3

    nouw.com/roksanaryszkiewicz

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się ten wpis. Po całości :) Zachwyca zarówno ciepła jesienna kolorystyka zdjęć, jak i smakowity przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Uwielbiam jesień za szarlotkę :) w tym okresie smakuje najlepiej :) bardzo ładne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, szarlotka najlepiej smakuje jesienią, dziękuję :)

      Usuń
  29. Ojej, aż zrobiłaś mi smaka na tą szarlotkę. Chętnie wypróbuje przepisu

    OdpowiedzUsuń
  30. A ja myślę, że jeszcze będzie trochę słonecznych dni...jak na razie to był tylko 1 tydzień chyba :/. Też mam tak z truskawkami, ale w tym roku zjadłam ich wystarczająco...,w sumie teraz bym je zjadła XD. Ja mam tak, że kojarzę piosenki z porami roku, więc ich nie puszczam np. latem. Też muszę zrobić szarlotkę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z piosenkami tak nie mam, ale już z filmami jak najbardziej :)

      Usuń
  31. Zawsze, wszędzie i w każdej ilości jestem w stanie zjeść. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, zwłaszcza z bitą śmietaną lub lodami ;)

      Usuń
  32. Ja jesieni nie lubię, zimy też. No dobra mają swój urok, ale wolę pooglądać przez okno albo na zdjęciach. Brakuje mi polskiej prawdziwej złotej jesieni, zwykle jest szarość i plucha. Zamiast uroczej zimy, błoto i bura pogoda. Też powiedziałam w tym roku dość! postawiłam na zmianę garderoby, o by humor poprawić i jakoś to przetrwam, będzie dobrze. Przecież nie mogę dziecku wciąż pokazywać kwaśnej miny i marudzić :) A szarlotka, czemu nie? też skutecznie poprawi nastrój :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tej szarej, zimnej i pluchowatej też nie lubię...

      Usuń
  33. mmm juz czuje ten zapach unoszący sie po całej kuchni własnie i u mnie dochodzi ciasto z jabłkami :D zaraz będziemy jeść jeszcze na ciepło...

    OdpowiedzUsuń
  34. Przepiękne zdjęcia, idzie się w nich zakochać.

    OdpowiedzUsuń
  35. Przeuwielbiam szarlotkę! Koniecznie muszę jakaś w tym tygodniu zrobić!

    OdpowiedzUsuń
  36. Lubię jesień i szarlotkę - i zgadzam się, ze zadna inna pora roku nie oferuje takiego bogactwa :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger