kiedy wszystko się wali.

"Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od dołu". S.J. Lec

Tak sobie myślę, że wiele z tych najważniejszych, najistotniejszych dla nas w ostatecznym rozrachunku rzeczy zdarza nam się, kiedy nasze życie jest w całkowitej rozsypce. To co daje nam największą moc, co powoduje, że wzrastamy jako ludzie, że dojrzewamy i zaczynamy patrzeć na życie z pokorą właściwą tylko mądrym jednostkom, ma swój początek w totalnym życiowym bajzlu. (bajzel = bałagan, armagedon, huragan, total-syf; tłumaczę, bo jak kilka dni temu użyłam słowa bajzel, to napotkałam zdziwione oczy kota ze Shreka i pytanie, czy to jest obraźliwe słowo). Mądre, dobre życie podobne jest trochę do gruntownych porządków w zawalonej szafie ze zbędnymi ubraniami. Jeśli chcemy mieć pasujące do siebie, idealnie poukładane ciuchy, najpierw musimy wszystko z tej szafy wywalić na podłogę, zrobić wielką, nieskładną kupkę z tych ciuchów, żeby potem powybierać z niej rzeczy, które faktycznie chcemy nosić i tylko te umieścić w idealnym rządku w naszej szafie. Resztę ciuchów- za małych, za dużych, za brzydkich, za... etc. - out. Bez sentymentów. Żeby zbudować coś od nowa, najpierw trzeba zburzyć stare. Ziemia też podobno powstała z wielkiego wybuchu w kosmosie, także wiesz... Najpierw bum, katastrofa, syf po całości, ogień, tony pyłu i fruwające odłamki, które próbują zdzielić Cię w głowę w najmniej spodziewanym momencie, a potem nowy świat z nowymi ludźmi i nowym życiem.

Ludzie latami uciekają przed bólem, boją się cierpienia, żyją z dnia na dzień karmiąc się lękiem przed życiowym zakrętem. Zasypiają co wieczór z rosnącą gulą w gardle w obawie, że jutro będzie ten dzień, kiedy los odmieni się o 180 stopni i stracą wszystko co mają dzisiaj. Cały ich bezpieczny, poukładany świat rozsypie się w gruzy. Zapominają, że życiowe zakręty, choć często przynoszą ze sobą łzy i niepewność, dają również możliwość całkowitej zmiany swojego świata. Carte blanche. Pusta biała kartka. Restart systemu. Pauza. Chwila oddechu. I go! To nie jest tak, że ja sobie żyję z wielkim uśmiechem na twarzy na co dzień, lekko i spokojnie, nie martwiąc się zupełnie niczym i z radością myślę o utracie pracy, rozwodzie czy chorobie. Nienormalna bym była, gdyby mnie to wszystko nie ruszało. Wręcz mam tendencję do zamartwiania się i pisania czarnych scenariuszy. Ale... choć te wszystkie problemy nie są prezentami, które chciałabym dostać na urodziny przewiązane czerwoną wstążką, zdaję sobie sprawę, że to one właśnie niosą ze sobą te najcenniejsze lekcje i dają możliwość zbudowania nowej, lepszej rzeczywistości. Każdy kryzys jest szansą na spróbowanie jeszcze raz tym razem mądrzej, piękniej, lepiej. Jeśli choć raz zmienić perspektywę i zamiast zapytać: dlaczego spotkało to właśnie mnie? co ja takiego zrobiłam? za co to wszystko?, zapytasz: czego to mnie ma nauczyć? jaką lekcję z tego wyciągnę? co dobrego wezmę z tego dla siebie? Wszystko od razu się zmienia, jeśli pozwolisz sobie otworzyć się na nowe możliwości. Tak naprawdę wokół Ciebie nie zmienia się nic, to Ty się zmieniasz i to jest właśnie to o co w tym wszystkim chodzi.

Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie, a reszta za tym pójdzie- to naprawdę tak działa, sprawdzone. Bardziej niż to, co nam się przydarza, liczy się to, jak to reagujemy. Jeśli chcemy widzieć koniec świata, to go zobaczymy. Jeśli chcemy dostrzec szansę, to ją dostaniemy. Prawie każde negatywne zdarzenie może być początkiem czegoś lepszego. Utrata pracy może być szansą na znalezienie innej, ciekawszej, lepiej płatnej, w której wreszcie zaczniesz się spełniać tak jak zawsze chciałaś. Odejście partnera, który wydawał się być tym na zawsze, może okazać się najlepszym wydarzeniem w Twoim życiu, bo a nuż za rogiem czeka miłość Twojego życia. Debet na koncie, mimo że do pierwszego jeszcze łohoho albo i dłużej, zmusza do kreatywności (albo do pożyczania, chociaż wolę wierzyć, że jednak do kreatywności ;) ), choroba, mimo że paraliżuje strachem, paradoksalnie wyostrza zmysły i nagle świat wydaje się być piękniejszy, a każda chwila bezcenna. Zanim zarzucisz mi infantylność, powtarzanie banałów i brak osadzenia w rzeczywistości... powiem Ci, że przeżyłam to wszystko o czym napisałam. Wiem jak to jest, kiedy zostajesz sama z wielkim brzuchem w obcym mieście z debetem na koncie, wiem jak to jest siedzieć kilka godzin po porodzie na metalowym krześle przy szpitalnym łóżeczku swojego dziecka od 6 rano do 22 wieczorem (bo akurat miejsc zabrakło), wiem jak to jest gdy na rutynowym usg słyszysz "na prawym jajniku coś jest, 3cmx2cm", wiem jak to jest kiedy umiera ktoś kto opowiadał najpiękniejsze bajki, gotował najlepszą pomidorową i nauczył cię wiązać sznurówki.

To nie jest tak, że jestem wdzięczna za każdą złą chwilę, bo kto normalny by był? Pewnie, że wolałabym, aby było spokojnie, łatwo i bezproblemowo. Tylko czy wtedy byłabym tym kim jestem? Pisałabym teraz do Ciebie? Im jestem starsza, tym bardziej uderza mnie jak ludzie nie doceniają tego co mają. Nieważne ile mają, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej. Życie nigdy nie będzie w 100% idealne, zawsze czegoś będzie brakować, a w oczekiwaniu na wyimaginowany ideał, tracimy kolejne dni. Sekretem udanego życia jest wdzięczność, skupianie się na tym co dobre. Nie doceniamy małych momentów, chwil i codziennych zdarzeń. Codziennie trwonimy szanse by być szczęśliwymi. Przeszłość już była, przyszłości jeszcze nie ma, jest tylko tu i teraz. Tylko to jest ważne, tylko to się liczy. To że rosół pachnie na cały dom, że dzieci zdrowe i że paznokcie zdążyłaś rano pomalować. Że jest na rachunki i na nowe kozaczki na zimę. Że dach nad głową, ciepła kołdra w nocy i ramię, na które możesz położyć głowę. Że telefon dzwoni i maile się piszą, że mam dla kogo pracować, że podoba się to co robię. Życie jest dobre, ze wszystkim co ze sobą niesie, a szczęście nie jest wygraną na loterii jak szóstka w totka, tylko naszym osobistym wyborem. Odrabiam życiowe lekcje, uczę się pilnie, zapamiętuję u wyciągam wnioski. Już od dawna nie popełniłam drugi raz tego samego błędu, a to znaczy, że pojętna ze mnie uczennica. Popełniam nowe, ale któż ich nie popełnia ;) Z pokorą podchodzę do kryzysów i dzielnie układam na nowo rozsypane klocki, dopasowuję pogubione puzzle, aby powstał idealny obrazek.

Wciąż za mało we mnie zgody, żeby każdą złą chwilę potraktować jak dar, raczej biorę je jako życiową lekcję. Nauczyłam się, że kiedy wiatr zamyka mi z hukiem przed nosem kolejne drzwi, to ja szukam tylnego wejścia, a jeśli go nie ma, włażę oknem. Doceniam, że jest stabilnie, spokojnie, tak samo każdego dnia. Może bez sztucznych ogni, fajerwerków, uwielbienia tłumów i dzikich tańców na stole, ale za to bezpiecznie. Dzisiaj daję sobie piątkę z plusem za spadanie na cztery łapy. Na szóstkę nie zasłużyłam, bo wciąż mam zbyt często przy tym poobijane łokcie i zdarte do krwi kolana. Ale spokojnie, nauczę się. W końcu jestem pojętną uczennicą.

77 komentarzy:

  1. To jest chyba największa madrość, by złe rzeczy traktować niczym dary. Ja nie potrafię. Może na starość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żeby to była kwestia wieku, raczej doświadczeń, jakie zbieramy. :)

      Usuń
  2. Dziękuję za ten tekst. Bardzo mi pomógł na tym etapie życia na którym jestem. Cieszę się że do ciebie trafiłam. Świetnie piszesz, będę zaglądac. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie aktualnie jest stabilnie, bezpiecznie, po prostu OK. Ale wcześniej bywało różnie - i nie wiadomo, co kolejne miesiące czy lata przyniosą. Z perspektywy czasu obserwuję, że wiele takich radykalnych zmian, przed którymi broniłam się rękami i nogami - w rezultacie przyniosło mi więcej dobrego, niż złego. Niemal wszystko można przekuć na sukces, zamienić w zaletę - trzeba tylko chcieć i trochę się postarać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym co napisałaś. U mnie też bywało różnie, ale w efekcie każda burza przyniosła mi coś dobrego.

      Usuń
  4. Myślę, że jeśli chcemy coś zmienić to lepiej zaczynać od małych kroków. Gwałtowna rewolucja, niczym wybuch może nas tylko przestraszyć, a na samą myśl, że musimy coś zmienić, szybko, tu i teraz odruchowo stawiamy opór. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Chociaż czasami życie samo wywraca się do góry nogami, bez oglądania się na nas i wtedy nie ma miejsca na małe kroczki. :)

      Usuń
  5. dla jednych fajerwerki to jest życie, a dla innych stabilność to jest to o co w życiu chodzi, ja lubię mieszankę, trochę tego i trochę tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stabilizacja z fajerwerkami od czasu do czasu- dobrze brzmi :)

      Usuń
  6. Nie lubię złych chwil i wcale nie chcę by były i coś mi układały na nowo...
    I bez tych złych chwil potrafię układać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie chcę. Nikt nie chce. Ale ja już są, to po nich zawsze następuje przełom. Przynajmniej u mnie.

      Usuń
  7. Witam serdecznie...
    Kurczę przeczytałam ten artykuł jednym tchem...i stwierdzam że czytałam tekst który w całości przedstawia moje przeżycia...myślałam do tej pory że to ja mam jakieś fanaberie ale jakoś nie...Ania super tekst, gratuluję odwagi przy jego napisaniu, a tak przy okazji, ja do założenia bloga na taki temat to przymierzam się chyba od kilku lat, ale nie mogę się zdobyć...
    Super tekst, zostaję na dłużej...
    Pozdrawiam Wiola

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak nie raz takie zwykłe dni tracimy i mijają, a przecież mogliśmy być szczęśliwi. Nie możemy ich marnować. Złe chwile także są przydatne dzięki temu kreuję się silniejsza osoba :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię takie teksty. Gdy to czytam wiem, że gorzej być nie może. I, że wcale nie jedyna czasem ma tak źle.
    U mnie teraz jest byle jak. Ale poza tym, że miłość mojego życia się miota jeśli chodzi o nas, bo niby chcę mnie, ale jednak nic nie okazuje po sobie). To ciężkie. Chciałabym żeby w życiu niektóre sprawy były proste. Żeby ludzie nie cierpieli z powodu miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo trudne. Świat byłby o wiele lepszy, gdyby ludzie nie cierpieli z miłości.

      Usuń
  10. Owszem masz rację. Mnóstwo ludzi nie docenia tego co ma i skupia się tylko na tym, że ktoś ma lepiej i więcej. Nikt nie lubi chorób, problemów ale z drugiej strony one pomagają nam doceniać to co mamy i wtedy też bardzo często życie weryfikuje prawdziwych przyjaciół. W każdej złej sytuacji trzeba szukać rozwiązania. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Pozdrawiam Aniko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod wszystkim co napisałaś :) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. To jest mądrości ukryta w słowach dla tego człowiek który chce zmienić się, jeśli sam to zauważy to i może sam potem znajdzie siłę do ułożenia wszystkiego tak jak powinno być.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety tych złych chwil nie da się uniknąć. Grunt to się umieć podnieść i iść dalej!

    OdpowiedzUsuń
  13. Do takiego podejścia trzeba dojrzeć, czasami "inni mają gorzej" wyprowadza mnie z równowagi ponieważ dla kogoś to moze być jego osobisty koniec świata, ważne by ujrzał słońce i się pozbierał .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też drażni to "inni mają gorzej". Każdy ma gdzie indziej ustawione granice i to co dla mnie jest tragedią, dla kogoś innego jest normą na przykład.

      Usuń
  14. Podziwiam! Ja niestety nie mam tyle siły w sobie żeby tak podchodzić do każdej smutnej chwili jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie to napisałaś. Chyba faktycznie musi na nas spaść coś złego, żebyśmy docenili dobro które mamy, takie zwykłe. Ale umiejętność widzenia wyjścia z sytuacji bez wyjścia to prawdziwa sztuka, ale jak to mówią co nas nie zabije...
    Tak czy inaczej, świetnie napisany tekst, bardzo obrazowo, naprawdę świetnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Moim zdaniem złe rzeczy są po to, aby mocniej doceniać tą "zwyczajność", która okazuje się bardzo szczęśliwa i dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Sporo w tym racji... Tak nao największy wpływ na to kim obecnie jestem miał najczarniejszy okres mojego życia. Nigdy nie chciałabym do niego wrócić, ale wiem, że tak naprawdę dzięki temu, co przeszłam, stałam się silniejszą osobą.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny tekst... ten fragment: "To nie jest tak, że jestem wdzięczna za każdą złą chwilę, bo kto normalny by był? Pewnie, że wolałabym, aby było spokojnie, łatwo i bezproblemowo. Tylko czy wtedy byłabym tym kim jestem? Pisałabym teraz do Ciebie? Im jestem starsza, tym bardziej uderza mnie jak ludzie nie doceniają tego co mają." to jakby słowa wyjęte z moich ust. Napisałaś dokładnie to, o czym myślę w zasadzie każdego dnia. Ważne jest, byśmy czerpali naukę z porażek i cieszyli się z sukcesów. Bez tego ciężko będzie nam nauczyć się życia.

    Pozdrawiam!
    https://coscudownego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgadzam się w stu procentach z tym, co napisałaś. Dzięki złym rzeczom, które nam się przytrafiły zaczynamy doceniać te dobre.
    Zresztą nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.

    Po drugie każdy koniec to tak naprawdę początek czegoś innego i każdy człowiek ma czasem pod górkę, tylko dlatego żeby potem mógł z niej spokojnie zejść.

    Ten post daje do myślenia i bardzo się cieszę, bo uświadomiłaś mi parę rzeczy. Przykro mi, z powodu tego, co Cię spotkało, ale teraz już będzie tylko lepiej. :)
    La-karolla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jest całkiem ok, złe chwile zdarzają się zawsze i każdemu :)

      Usuń
  20. Najlepsze zmiany sa te małymi kroczkami i te najbliżej siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest najlepiej, ale nie zawsze tak się da.

      Usuń
  21. Ja mam na szczęście mocne wsparcie w postaci silnych kobiet z mojej rodziny, także tych, których już nie ma. Niejednokrotnie ciężko doświadczone przez los podnosiły się i szły dalej, z podniesioną głową. To coś, co daje ogromną siłę i motywację - i moc.
    A te, które są, czyli moje siostry i mama - to kolejny dar losu.Łatwiej przetrwać burzę, jeśli masz się gdzie schronić, nawet jeśli tym schronieniem jest tylko czyjaś obecność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wsparcie silnych kobiet daje bardzo dużo. Ja co prawda nie mam siostry, ale mama, babcia i prababcia to niezwykle silne kobiety, które dużo przeszły i dały radę.

      Usuń
  22. Żeby coś zmienić w swoim życiu trzeba przede wszystkim tego chcieć i próbować coś z tym robić. To pierwszy i najważniejszy według mnie krok. Potem? Potem jedynie działać. U mnie póki co jest nieco niestabilnie. Jestem nieco pogubiona we własnym życiu i sama nie wiem co od niego chcę oraz oczekuję. Ciągle zmieniam swoje plany i marzenia. Wszystko przez jedną, głupią chorobę. Zwalam wszystko na nią, bo..bo mogę. Przynajmniej tak mi się wydaje. W głębi duszy wiem, że wmawiam sobie, że to przez chorobę, ponieważ tak mi łatwiej. Nie chcę tym obarczać siebie. Nie chcę czuć się winna, że tak naprawdę to moja wina, że moje życie wygląda teraz jak wygląda.

    Cóż, jak zwykle dobrze wszystko ujęłaś! Uwielbiam czytać Twoje teksty. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Wiem o czym piszesz. Przez lata borykałam się z chorobą, która nie była wlaściwie widoczna na pierwszy rzut oka ani nie utrudniała życia sama w sobie, ale była doskonałą wymówką...

      Usuń
  23. Boję się takiego nijakiego życia i jednocześnie boję się nowości, bo przecież to oznacza nieznane. Ciężko wyjść ze swojej skorupy, mylnie zwanej strefą komfortu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojna codzienność nie musi być wcale nijaka, zależy czego się oczekuje od życia :)

      Usuń
  24. Na obecnym etapie mojego życia jest stabilnie, aczkolwiek kilka lat temu było bardzo źle... Teraz cieszę się chwilą, tym co mam, co sprawia mi radość.

    OdpowiedzUsuń
  25. Podchodzę do porażek i problemów w podobny sposób do Ciebie. Całe życie mam z tyłu głowy wiersz ks. Jana Twardowskiego "Kiedy mówisz". Nie ma sytuacji bez wyjścia, zawsze jest jakieś otwarte okno...

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja wierzę, że wszystko dzieje się po coś i wszystko może nas czegoś nauczyć, choć oczywiście każdy by wolał, żeby spotykały go tylko pozytywne zdarzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę, że wszystko jest po coś. I jeśli nie wyciągniemy nauki, to problem wróci.

      Usuń
  27. Bardzo bliskie jest mi to, co napisałaś. Zarówno w życiu prywatnym jak i w mojej pracy jako psychoterapeuty.

    OdpowiedzUsuń
  28. Hej,
    przybywam z kreatywnego blogowania. Przepraszam, że będę nie na temat, ale wychodzę z założenia , że umieszczanie postów na grupie ma dać ciekawe refleksje. A więc, Kochana przeczytałam pierwszy akapit, z dużym trudem, bo wbiłaś zdjęcie w tekst, co męczy bardzo wzrok. Po drugie Kochana, błagam większą czcionką pisz, ja mam już okulary na dal i do czytania, nie wrócę do Ciebie i blogu dopóki nie wprowadzisz przede wszystkim większej czcionki. Zobacz jak to jest u mnie, mimo ze nie masz takiego obowiązku, ale jak zajrzysz do mnie na bloga to zobaczysz o co mi chodzi.
    Na koniec bardzo bym chciała przeczytać dalsze losy Twoich refleksji, bo psychologia i emocje bardzo mnie interesują. Jednak proszę rozważ większą czcionkę i lepsze rozmieszczenie tekstu na stronie, m.in. odstępy wierszowe. To po prostu zwiększa komfort czytania. Także przepraszam że tak piszę. Mam nadzieje ze spotkam Twojego bloga w kolejnym poście na grupie z większą czytelnością co do tekstu(absolutnie nie podważam merytoryki twojego tekstu). pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie konstruktywne uwagi są jak najbardziej w cenie ;)

      Usuń
    2. Przecież czcionka jest spoko. Nie rozumiem tej krytyki naprawdę. Jeszcze ten tekst że z trudem pierwszy akapit i ani trochę dalej no naprawdę... JR

      Usuń
  29. Bardzo mądrze napisane, aż się popłakałam.

    OdpowiedzUsuń
  30. Wspaniałe jest to, ze traktujesz każde doświadczenie jako pewną lekcję. Każde doświadczenie (może poza tymi skrajnymi) wzbogaca nas i sprawia, ze dowiadujemy się czegoś o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Porażka uczy i wychowuje. Jeśli człowiek odnosiłby same sukcesy, to niczego by się nie nauczył. Nikt nie rodzi się gniuszem :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Genialny cytat - dzięki za motywator. ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. "Debet na koncie, mimo że do pierwszego jeszcze łohoho albo i dłużej, zmusza do kreatywności" tutaj można to zinterpretować na wiele sposobów. Jeden posłucha Ciebie i zacznie kraść, inny najwyżej sprzeda telewizor rodziców:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posłucha mnie i zacznie kraść? Przecież ja nigdzie nie namawiam do kradzieży :) Kradzież to nie kreatywność, tylko zwykłe świństwo ;)

      Usuń
  34. Życie często pisze niespodziewane scenariusze. My możemy tylko próbować zmienić to, czym darzy nasz los, lecz w wielu przypadkach bezskutecznie. Ale cierpienie nie jest złe. Być może to stwierdzenie dla większości jest absurdalne, ale moim zdaniem te zmartwienia czy strata, to elementy naszego życia, które uczą nas bycia szczęśliwymi. Kiedy coś tracimy, zazwyczaj dostrzegamy wartość tego, co nas otacza. Genialny przykład z uporządkowaniem szafy. Właśnie na tym to wszystko polega. Kiedy chcemy być szczęśliwszymi- warto próbować zmienić swoje życie. Odsunąć od siebie to, co nas niszczy. Dla każdego zaakceptowanie niepowodzeń jest ciężkie, lecz dzięki nim (przynajmniej ja) staję się silniejsza. :) Pozdrawiam ciepło!
    pateye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Mam podobne podejście, nawet popełniłam wpis o tym. Uważam, że gdyby nie wszystkie nasze doświadczenia, nie bylibyśmy tymi, którymi teraz jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
  36. Jak ładnie napisane :) Zawsze trzeba szukać pozytywów.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja na szczescie debetu nigdy nie mialam bo moje konto nie ma tej uslugi. I to polecam wszystkim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje konto ma taką opcję, ale na szczęście nie muszę korzystać, oby tak zostało :)

      Usuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger