siedzę.

Taka sytuacja...

Ale zamiast Ci o niej opowiem muszę nadmienić, że pracuję w domu. Jeśli czytasz blog od początku, to o tym wiesz, bo pisałam już o tym tutaj. Nie żalę się absolutnie, bo i nie mam żadnych powodów do żalenia się, ani się nie chwalę, bo czym tu się chwalić, robota jak każda inna. W każdej trzeba swoje zrobić czy to w biurze, w urzędzie, w gabinecie lekarskim czy przed własnym domowym laptopem. Zrobione być musi. No. To pracuję w domu. Nie że w sensie ścieram kurze, poleruję łyżeczki, odkamieniam czajnik, jeżdżę na mopie i wannę szoruję, a w międzyczasie kalafiorową na piecu mieszam, ciasto na drożdżowe zagniatam, matematykę tłumaczę i zabieram dziecko na plac zabaw. Chociaż to też robię, pewnie że robię, i uważam, że ta codziennie wykonywana przez tysiące kobiet domowa praca nie do przecenienia jest. Praca traktowana z przymrużeniem oka, nie przynosząca żadnych finansowych dochodów, nawet do emerytury się nie zaliczająca i często zbywana machnięciem ręki, a dzięki niej cały dom trzyma się w kupie. Sama powiedz, nie jest tak? Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam. Chciałam o tym, że ja pracuję też zawodowo. Tak mi się poukładało, że swoją pracę mogę wykonywać w domu. Otóż można mnie sobie, że tak się wyrażę, wynająć. Niczym rasowego zabójcę na przykład. Leona Zawodowca copywritingu. Bo, proszę ja Ciebie, piszę, w cholerę dużo piszę, ciągle dla kogoś coś piszę, robię korekty, zdjęcie na zamówienie popełnię, takie tam, rozumiesz... Na blog od czasu do czasu też zajrzę, chociaż zdecydowanie za rzadko niż bym chciała.

No więc taka sytuacja...

Chwila, chwila, jeszcze tylko dodam, żebyś jasność miała całkowitą, że mam dwójkę dzieci na stanie. Co mają dzieciaki do pracy, pomyślisz, ale dla mamy pracującej w domu jest to zasadniczy fakt. Otóż jedna latorośl, ta starsza, co prawda rano wyekspediowana zostaje do szkoły, ale drugie młode, tkwiące po same uszy, a my razem z nim, w szczytowym momencie buntu dwulatka (kto przeżył, ten wie) zostaje ze mną. Ze mną zostają również maile, na które trzeba odpisać, telefony od wkurzonych klientów "pani kochana, na wczoraj miało być, na wczoraj!!", artykuły, które trzeba napisać, zdjęcia, które trzeba obrobić. Poza tym w kolejce czekają roztocza na półkach, które tańczą kankana z radości, bo od tygodnia szmaty nie widziały. Obiad do ugotowania czeka oraz wyżej wspomniany mop i plac zabaw przydałby się, a co. No i w tym wszystkim, niczym ta wisienka na torcie siedzi i wściekle macha nogami zbuntowana, wiecznie sfochowana i rozdarta dwuipółlatka, która przez większość dnia bardzo czegoś chce, sama nie wie czego dokładnie, ale chce tego już, teraz, natychmiast!

I taka sytuacja...

Aha. To jeszcze Ci opowiem, zanim przejdę do rzeczy najistotniejszej, że dzisiaj rano budzik nastawiłam sobie na 5. Czujesz to? Na piątą-proszę-ja-ciebie-rano. Żeby nadrobić komputerowe zaległości, co to mi przez chorobę moją i Małej narosły, póki młode śpią. Budzik dzwoni jak głupi o tej piekielnej 5 rano (a żeby się dziad sfajczył od tego dzwonienia!), ja wstaję, walcząc jednocześnie z chęcią wywalenia pipczącego ustrojstwa przez okno, za którym ciemność jesienna panuje okrutna, człapię do kuchni po kawę, a że daleko mam, bo zleźć muszę na parter po tą kawę, to po drodze nieco się obudziłam. Niosę tą gorącą, mile parującą, pachnącą kawę po schodach do góry, narkotyzując się niemal jej zapachem, upijając pierwszy łyk mimo że parzy w język, i myślę sobie, że w sumie fajnie, mam ponad godzinę tylko dla siebie. No czad. Szał ciał i szamotanie pępka, jak to moja Babcia mawiała w takich chwilach. Nic to, że wszyscy normalni ludzie o 5.10 marzą o śnie, zamiast cieszyć się, że wstali. Wchodzę do pokoju, a tam obok laptopa stoi takie... małe, kudłate, poczochrane i bez jednej skarpetki. Stoi i gapi się. Po czym kategorycznie żąda porannego soczku (więc ja nazad lezę po tych schodach na dół do kuchni, tym razem z małym, kudłatym, piszczącym na najwyższych rejestrach pod pachą, przeklinając po drodze fakt posiadania sypialni na piętrze). I mówi, to małe piszczące, że mi pomoże w pisaniu... Także tego... Rozumiesz, że nic nie napisałam?

Sytuacja następująca miała miejsce... Wczoraj ona miała miejsce dokładnie. Dwie mamy. Ja. Ona. Ja pracująca w domu. Ona co rano wychodząca do pracy w biurze. Ona mówi. Ja milczę. Bo co tu powiedzieć.

- Dlaczego ty wstajesz codziennie tak wcześnie rano? Lubisz się męczyć? Masochistką jesteś? Przecież nic nie robisz. SIEDZISZ tylko z dzieckiem w domu. Gdybym ja SIEDZIAŁA z dzieckiem w domu, spałabym do oporu.

KURTYNA! oklasków brak.
.
.
.
.

No. To idę. POSIEDZIEĆ.


88 komentarzy:

  1. Czyta się Pani wpisy jednym tchem. Jakbym czytała o sobie, jakby ktoś wyciągał myśli z mojej glowy i zamieniał w tekst.Dziękuję i uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Małe kudłate bez jednej skarpetki, stoi i sie gapi :D Padłam :D JR

    OdpowiedzUsuń
  3. Praca jak każda inna a nikt i tak nie potrafi jej docenić :/
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  4. myślę, że takie stanowisko jest już chyba coraz rzadsze??? Przecież każdy wie, że bycie rodzicem to praca na 3 etaty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy niestety nadal sądzą, że w domu się "siedzi" ;)

      Usuń
  5. Nie lubię określenia "siedzenie w domu" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie. Która mama w domu z małym dzieckiem "siedzi"? ;)

      Usuń
  6. Jak ja nie znoszę takiego podejścia! Kiedyś opieprzyłam moją własną osobistą babcię, gdy widząc mnie z laptopem rzuciła soczystym komentarzem "a ty znowu rozrywki przy komputerze?". Tyle, że babci jeszcze można to wybaczyć, bo ona może nie ogarniać zmiany technologicznej. Aż by się chciało zacytować Adasia Miauczyńskiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babci można wybaczyć, kobiecie, która też jest matką i teoretycznie jest w takiej samej sytuacji, już nie bardzo. Nie wiem dlaczego utarło się, że przy komputerze to tylko rozrywka, ja przy nim 99% czasu pracuję.

      Usuń
  7. Zaczęłam czytać i nawet nie wiem kiedy, dotarłam do końca. Świetnie czyta się pani posty.
    "Małe, kudłate i bez jednej skarpetki. Stoi i się gapi" Padłam :D Na pewno będę wpadać częściej ;D
    Pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Dalekie jest mi określenie siedzieć w domu w odniesieniu do mam :) Moje otoczenie dostrzega, że bycie w domu z dzieckiem to nie urlop ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie różnie bywa, niektórzy uważają, że mam nieustające wakacje ;)

      Usuń
  9. mąż tez u mnie twierdzi że siedzę na kompie i bawię się ale że mieszkanie wysprzatane upilnowane dziecie obiad kolacja śniadanie wyprane wyprasowane itd to się nie liczy....

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie piszesz! Dobrze Cię rozumiem, bo ja akurat mam dwulatka i pracuję z domu! Jestem z Tobą i trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajowa robota z tym pisaniem. Też o tym myślałam. Styl pisania masz też dobry. Aż mi się ryjek uśmiecha jak Cię czytam. Masz racja, praca w domu jest nieoceniona!!! Pozdrawiam serdecznie z Krakowa
    www.kasinyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robota fajowa, nie narzekam ;) tylko trudno pogodzić jednocześnie prace domowe i prace biurowe, pod tym względem jednak ci, którzy wychodzą do biura i dom zostawiają za sobą, mają łatwiej.

      Usuń
  12. No cześć! Witam w klubie. Jestem tłumaczem, piszę bloga, wychowuję małego stworka. Podsumowując - pracuję w domu. Niemąż pracuje szumnie mówiąc na mieście od 9 AM do 9 PM.. hej hej... jest 11.15 PM a Jego jeszcze nie ma. Co myśli mój niemąż? Dlaczego tu taki bałagan. Co myśli moja rodzina? Idż do normalnej pracy. Co myślą koleżanki? Idż do normalnej pracy. Co myślę ja? Jestem tak zaharowana, że nie myślę. Dla mnie etat i oddanie rocznego dziecka do żłobka to pójście na łatwizną, ale ciekawe, wiele osób mówi tak o kobietach "siedzących w domu", w tym o mnie. Nasiedziałam to ja się w pracy etatowej za biurkiem przez kilka lat. Teraz słowo siedzieć to abstrakcja w godzinach 8 AM do 10 PM. Jestem tłumaczem angielskiego. Polecam się. Bloga piszę kulinarnego z myślą o dzieciach. Polecam się po stokroć. Miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to piona. Wiem o czym mówisz. Lecę na Twojego bloga, kulinarnie z myślą o dzieciach bardzo dobrze brzmi :)

      Usuń
  13. Masz moje pełne zrozumienie, poklepanie po ramieniu i "piąteczkę". Od tygodnia siedzę z chorymi bliźniakami w domu. Drzemek brak bo taz jeden a raz drugi budzi się od kaszlu, kataru, gorączki. I nie napisałam nic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu współczuję. Znam to, rozumiem i przesyłam pozytywne fluidy :)

      Usuń
  14. Niesamowicie się czyta takie wpisy.. niestety mało kto potrafi docenić kobiety będące w domu, do tego pracujące przed komputerem.. pełen szacunek i wielkie ukłony ! Życzę wielu sukcesów , więcej czasu dla siebie i samych przyjemnych chwil ♡ tysiatestuje.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też pracuję w domu, w sensie - nie mam na myśli zajmowania się domem, bo to musimy robić tak, czy tak, tylko wykonywanie w domu pracy zawodowej, no i czasami trochę jest to przykre, że dla innych taka praca wydaje się mniej wartościowa niż siedzenie 8 godzin w biurze, w którym czasem jedynie pije się kawę... No, ale też nie narzekam, bo robię to, co kocham i odpowiada mi to w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, kocham ten styl :). Co do wstawania o 5ej, wiem coś o tym. Tyle, że ja rano odbijam kartę w fabryce :D.

    OdpowiedzUsuń
  17. moja koleżanka nie może docenic mojej pracy , ciagle na mnie krzyczy to jest już nudne

    https://hyggelifestyle.wordpress.com/2017/09/27/moje-szczescie/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jak co, ale krzyczeć na siebie bym nie pozwoliła nikomu ;)

      Usuń
  18. Praca jak każda, tylko praca w domu moim danie jest trudniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nieważne, czy się w domu pracuje, czy wychowuje, czy oba jednocześnie, z cała pewnością nie robi się nic.

    OdpowiedzUsuń
  20. trochę się uśmiałam, tak fajnie to wszystko opisałaś :-) Ktoś kto pracuje poza domem nigdy nie zrozumie tego co pracuje w domu. A koleżanka nie pyta kiedy w końcu znajdziesz sobie normalną pracę? Bo wiesz, dla takich jak ona, praca w domu to nic, takie tam pitu pitu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzały się takie pytania, ale nauczyłam się szybko gasić takich ludzi :)

      Usuń
  21. Ja siedzę ;) z dziećmi (2 i 3lata) tylko w poniedziałki i piątki. I wolę z nimi siedzieć niż odpoczywać w pracy, choć w pracy też nie siedzę i nie odpoczywam, bo ciągle się zastanawiam, czy któreś z moich w przedszkolu, przez całe trzy dni z rzędu, nie dostanie sraczki, gorączki albo nie przeryczy całego dnia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też siedząc w pracy zamartwiałabym się co się dzieje w domu czy w przedszkolu; to już wolę siedzieć w domu ;)

      Usuń
  22. Pozdrawiam z domowego biura, trojka dzieci-dzięki-bogom-za-przedszkole, dedlajnem i grypą ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. ja zawsze chciałem pracować w domu i dlatego zostałem korpoludkiem. ;P nie jest to spełnienie marzeń, ale gdybym je spełnił za szybko, to co wtedy?;P\

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też pracuję w domu i codziennie dziękuję za przedszkole :) Cóż za cudowna instytucja :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Każdy układa sobie życie tak jak chce. Ja akurat nie chciałabym pracować w domu, bo wiem, że ciężko byłoby mi się zmobilizować, ale na pewno jest to zaletą, gdy wypadają jakieś nieprzewidziane sytuacje jak choroba dziecka czy przedstawienie na dzień matki, bo z pójściem na zwolnienie czy wyjściem z biura wcześniej to różnie bywa. No i kwestia finansowa - przedszkole czy niania to koszty a jak ktoś "siedzi" w domu to jest o tę kwotę do przodu. Bez sensu oceniać innych ludzi, bo każdy ma inne potrzeby i priorytety.

    OdpowiedzUsuń
  27. Naprawdę ciekawie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Uśmiałam się :D Z tego małego kudłatego i pipczącego ustrojstwa ;) Fajnie piszesz i refleksyjnie i z humorem, w każdej wersji dobrze się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam wrażenie, że praca w domu jest trudniejsza. Wymaga na pewno dużej samodyscypliny. Jest więcej rozpraszaczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Dziękuję za wpis u mnie na www.kamilakoscielniak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Oczywiście najlepszymi ekspertami w tej kwestii są ludzie, którzy nie mają dzieci. Jak już mają dzieci, to dopiero rozumieją i przestają być ekspertami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy ludzie wtedy zaczną być ekspertami od rodzicielstwa ;)

      Usuń
  32. Kobieto jak ja cię rozumiem, każdego ranka wstaję o piątej by kawę wypić w spokoju i napisać cokolwiek a kładę sie najwcześniej o drugiej by dokończyć to co zaczynam z rana

    OdpowiedzUsuń
  33. Rozumiem Cię doskonale. Nie dlatego, że mam dzieci, ale dlatego, że moja siostra jest w podobnej sytuacji. Ja podziwiam wszystkie matki - te pracujące zawodowo i nie pracujące. Opieka nad dzieckiem, domem to coś wielkiego. Mówi się, że przecież jest ojciec... Tylko jakoś tak się dzieje, że dzieci to raczej chcą do mamy... No i co powiesz takiemu małemu? Sorry, ale teraz kolej taty? ��
    ZAPRASZAM Cię do siebie do czytania i komentowania :) www.borderlinemary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Dziwnym trafem moje córki chcą do mnie zawsze wtedy, kiedy mam najwięcej pracy, a tata jest wolny ;)

      Usuń
  34. hahahaha... niby nic a jednak. Wychowanie dzieci wymaga wiele empatii (dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Przeczytałam z prawdziwa przyjemnoscia! Zostaje na dłuzej!

    OdpowiedzUsuń
  36. Do nie dawna wstawałam po 4, ale kiedy dziecko się rozchorowało i nie przesypiałam nocy zrezygnowałam z porannych pobudek i chwili dla siebie, zdecydowanie wolałam się wyspać przez co zaczęłam zarywać noce tak jak teraz. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka ostatnio zaczęła wstawać razem ze mną, niezależnie od tego, o której wstaję, więc noce zarywam również ;)

      Usuń
  37. Uśmiałam się czytając post ale i tragedia z niego się wychyla , gdyż jeszcze wiele ignorancji jest w społeczeństwie w temacie kobiet "siedzących "w domu
    Miłego siedzenia xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dziękuję bardzo, "siedzę" już od 5 rano ;)

      Usuń
  38. Great post, Dear ❤️
    I'd be happy friendship blogs ♥️ Subscribe to your Google
    Julia Shkvo

    OdpowiedzUsuń
  39. Nooooo, ja właśnie dostałam pracę, taką, która mogłabym wykonywać z domu, ale że firma jest 1.5km od domu to wolę wyjść choćby na te trzy godziny, nim córka ze szkoły wróci :) Bo jak pracowałam w domu to właśnie słyszałam, że cały dzień tylko w necie siedzę.....

    OdpowiedzUsuń
  40. moja koleżanka ma ten sam problem, cały dom na głowie mąż nie wie bo nie interesuje sie niczym wszystkim zawiaduje żona

    OdpowiedzUsuń
  41. Jak super sie to czytało :) Na prawdę ciekawie napisane :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  42. Oj tak, siedzenie sobie w domu z dziećmi to cudowne odprężenie. Wiem, bo ja mam ich trójkę ;) Na szczęście poszłam do pracy i od razu mi lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. ja właśnie siedzę w domu z dwójką dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  44. Widocznie nie kazdy z nas wie że pracowanie w domu z dziećmi tez jest męczące czasem nawet bardziej niż codzienna monotonia wychodzenia do biura :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger