stolik.

W naszej sypialni, zupełnie w rogu, między szafą z ubraniami a oknem, stoi mały drewniany stolik. Nic specjalnego. Z całą pewnością nie przykułby niczyjej uwagi na dłużej. Mocno niepozorny. Ot, stolik jak stolik. Cztery nogi, prostokątny blat, trochę już zmęczony życiem, bo pamięta jeszcze czasy mojego dzieciństwa. Taki trochę vintage, jakby to powiedział znawca. Ja mówię, że najlepsze lata ma za sobą, chociaż pewnie vintage brzmiałoby znacznie lepiej. W końcu vintage jest teraz w modzie, tak mówią. No ale ja o tym stoliku chciałam. Stoi sobie i idealnie pasuje właśnie tam, w tamtym miejscu między tą szafą a tym oknem z widokiem na ogród. Kiedyś był stolikiem pod telewizor, później był stolikiem do kawy, a teraz jest stolikiem pod cały świat.

Wieczorem, kiedy dzieci już śpią, układam na tym drewnianym stoliku, obok lampki nocnej i telefonu, w równym rządku to, co mam najlepszego. Kropelki do nosa dla starszej i kropelki do nosa dla młodszej. Syrop przeciwgorączkowy, syrop przeciwkaszlowy, kropelki na ból brzuszka i maść na bolące dziąsełka. Dwie paczki chusteczek higienicznych, w razie gdyby jedna gdzieś się zapodziała w ciemnościach. Spray na bolące gardziołka i wodę, gdyby w nocy chciało się pić. Zapasowy pampers, mokre chusteczki i krem do pupy. Maść majerankową, żeby posmarować stópki i pod noskiem. Żeby się lepiej oddychało. Dodatkowy kocyk złożony w równą kostkę, gdyby noc okazała się wyjątkowo chłodna. Tabletkę, co to ją starsza musi wcześnie rano zjeść, zaraz po obudzeniu, dwie łyżeczki, jedna duża, druga mniejsza, żeby tę tabletkę na pył rozkruszyć tymi łyżeczkami. Parę małych różowych skarpetek, w razie gdyby te co ma na stópkach, spadły w nocy i zaginęły w czeluściach kołdry. Misia, żeby pocieszył, kiedy zły sen obudzi. Gazetę moją, co to ją od dwóch dni czytam i przeczytać nie mogę.

No bo, wiesz, zawsze coś. Ani chwili nie mam dla siebie. Sprzątanie, pranie, gotowanie, wycieranie nosów, karmienie, wyciąganie z włosów zaschniętej plasteliny,  wyciąganie z buzi farfocli zeżartych z podłogi, jednej leki podać, drugiej leki podać, jednej inhalację zrobić, drugiej plecy opukać, jedną utulić bo górne trójki wychodzą, drugiej pomóc w matematyce, mamo chodź, mamo zrób, mamo pomóż... Kołowrotek mój powszedni.

I ta gazeta, którą tak lubię. Od mojej Teściowej co miesiąc dostaję. Taka gruba w sierpniu. Wydanie specjalne. Jest co czytać. Tylko nie ma kiedy. O, i Anna Dereszowska na okładce, lubię ją, fajna babka, chyba normalna. I tę gazetę też kładę na drewnianym stoliku obok misia, pampersa i syropu na kaszel, na ten kocyk złożony w równą kosteczkę ją kładę; może uda mi się rano, zanim dom się obudzi, chociaż jedną stronę przeczytać, chociaż pół, albo może obrazki pooglądam...

Kładę się. Przykładam policzek do poduszki i nie wiem spałam czy tylko mi się wydawało? Burza. Grzmi. Błyska się. Wiatr huczy. Mocno straszna ta noc. Słyszę znajome klik w pokoju starszej. Lampkę zapaliła. Szura się, kręci, coś mruczy pod nosem. Idę. Pytam co się dzieje, a ona mówi, że nie może spać, że mam okno zamknąć, bo zimno i że kaszel męczy. Zamykam okno. Spuszczam rolety. Biorę ze stolika dodatkowy kocyk, otulam tak, że jej tylko czubek nosa widać. Podaję syrop. Siadam obok niej, głaszczę po głowie i mówię, że jest moją małą dziewczynką i że kocham najbardziej. Śpi. Klik. Gaszę lampkę.

Kładę się. Przykładam policzek do poduszki. Chyba spałam, chyba coś mi się śniło, nie wiem, nie jestem pewna. Młodsza wierzga nogami i rzuca się na boki. Wstaję, biorę ją na ręce, przytulam. Zakraplam zapchany nosek, maścią majerankową nacieram stópki i troszkę pod noskiem smaruję. Zmieniam pampersa, bo mokry. Jeszcze tylko krem do pupy wezmę, o i misia, niech się przytuli. Pije mleko, mlaska przy tym śmiesznie, wreszcie zasypia z twarzą wtuloną w misia.

Kładę się. Przykładam policzek do poduszki. Zasypiam na krótką chwilę. Budzi mnie mały palec wkładany uparcie do mojego oka. Wstaję z małą na rękach, podchodzę do okna i patrzę jak wiatr kładzie korony młodych lip niemal do ziemi. Burza przeszła w ulewę. Sierpniowe nocne niebo zakryte jest gęstymi chmurami. Nie widać gwiazd. Ani jednej. Lulam, śpiewając na przemian Lulajże Jezuniu i aaa kotki dwa. Smaruję dziąsełka maścią, mierzę temperaturę. Wreszcie zasypia. Kładę się. Nie, najpierw idę do starszej; podnoszę kołdrę skołtunioną na podłodze, otulam po sam nos, całuję w czoło.

Kładę się. Przykładam policzek do poduszki. Chcę zasnąć jak najszybciej, bo wiem, że przede mną góra 3 godziny snu, może mniej. Mam wrażenie, że spałam tylko 5 minut. Że dopiero co zamknęłam oczy i już muszę je otworzyć. Tak trudno mi unieść powieki. Słyszę, że mała wesoło gada z tatą, z pokoju starszej dochodzą ciche dźwięki muzyki. Z kuchni dolatuje do mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. Już jest dzień.

Mój wzrok pada na drewniany stolik. Dereszowska. Dużo stron. Moja gazeta. Biorę do ręki i kartkuję. Na chybił trafił otwieram stronę i zaczynam czytać. Reportaż. O matkach w Indiach, Afganistanie i Etiopii. Tam nie ma drewnianych stolików, które pomagają przetrwać noc. Tam nie ma zapasowych kocyków, ciepłych skarpet, maści majerankowej ani syropu na kaszel. Nie ma misia, który utuli. Nie ma kołdry, która trzeba podnosić z ziemi. Nie ma lampki, która robi klik. Tam matki rodzą swoje dzieci na klepisku, na klepisku je wychowują i często na klepisku je kładą, kiedy chorują. A potem owinięte w podarty kawał materiału niosą całą noc i pół dnia do najbliższego szpitala. A w tym szpitalu tylko woda utleniona jest. Tam matczyna siła czasami nie wystarcza.

Wyrwałam ten reportaż, złożyłam na pół i wetknęłam w kalendarz. Żeby pamiętać o tym wstydzie.
Że narzekam i marudzę na brak czasu, podkrążone oczy i siano na głowie. Na sok rozlany, plastelinę we włosach i herbatnik wgnieciony w dywan. Bo ja mam o wiele więcej niż te wszystkie kobiety razem wzięte.

Mam mój mały drewniany stolik, który pomaga przetrwać noc.

27 komentarzy:

  1. jak ja lubię takie teksty do poczytania....

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka miażdży...

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny post. Ustawia priorytety. J.

    OdpowiedzUsuń
  4. masz śliczny stolik. I tak sobie myślę, że to bardzo ważne żeby mieć taki stolik. Bardzo ważne. Nawet, jeśli gazety trzyma się, jak ja, na podłodze koło łóżka. Piękny tekst, ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki stolik, półkaa tacka itd. to bardzo ważna rzecz. I przydatna :) Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Uwielbiam takie wpisy. Z chęcią będę śledzić kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyta się lepiej niż artykuł w nie jednej gazecie��

    OdpowiedzUsuń
  7. lubię takie długie wpisy
    dzięki za koma
    oczywiście obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój tekst daje wiele do myślenia. Kompletnie nie doceniamy tego, co mamy. A mamy przecież tak wiele...
    Cieszmy się każdą chwilą!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ludzie nie doceniają tego, co mają, a całą swoją uwagę skupiają na tym, czego im brakuje. A przecież mamy tak wiele. Uświadamiamy to sobie często niestety dopiero wtedy, kiedy jest już za późno.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie to napisałaś ^^ Cieszmy się z tego, co mamy bo inni tego nie mają. One chciałyby żeby ich dzieci miały plastelinę we włosach niż leżeć w brudnym i dziurawym kocu.

    http://staypositivebypaulen.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie to napisałaś ^^ Cieszmy się z tego, co mamy bo inni tego nie mają. One chciałyby żeby ich dzieci miały plastelinę we włosach niż leżeć w brudnym i dziurawym kocu.

    http://staypositivebypaulen.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, taka zwykła rzecz a potrafi czynić cuda :)
    https://rudyszalik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Głebokie bo refleksyjne,super się czyta . Zapraszam ��www.zwnetrzakaretki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyta się jednym tchem. Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger