minimalizm i hedonistyczne śliwki pod kruszonką.

 Minimalizm jest ostatnio bardzo modny, powiedzmy sobie to otwarcie. Być minimalistą- to jest coś! Plus 100 do zajebistości. Minimalistyczne blogi rosną jak grzyby po deszczu. Półki w księgarniach uginają się pod ciężarem poradników o tym, jak sprzątać żeby było sprzątnięte, jak wyrzucać żeby zostało tylko to co najpotrzebniejsze, jak oszczędzać żeby konto puchło, jak chcieć mniej żeby nie gonić wciąż za króliczkiem. W babskich gazetach roi się od felietonów pisanych przez praktykujących minimalistów, którzy porzucili swój codzienny kierat, swoją kurę znoszącą złote jajka zwaną po naszemu korpo, na rzecz małego drewnianego domku w górach z widokiem na Giewont. Wszędzie biel, szarość, błękit i metal, ewentualnie drewno, bo minimalizm modnie jest łączyć z drewnem. Podobno.

Śmieszne to trochę, bo jak tylko zdasz sobie sprawę z tego, ile kasy produkuje ta filozofia, to dociera do Ciebie, że minimalizm stał się po prostu kolejną modną maszynką do zarabiania. Filozofia życia, która zakłada prostotę życia, łączącą się nierozerwalnie z posiadaniem niewielkiej ilości przedmiotów, sama w sobie stała się mainstreamem. Stała się potężną machiną, która regularnie zasila konta minimalistycznych guru. Minimalizm jest teraz mocno cool. Zastanawiam się czy to jest trend, który na stałe wpisze się w nasze życie, czy raczej przeminie jak każda moda i za chwilę pojawią się tacy, którzy z gromadzenia dóbr uczynią nowy lifestyle. Być może. Moda przepływa przez nasze życie falami, więc i może ta moda odpłynie. Przyglądam się spokojnie temu trendowi w zasadzie od początku jego wielkiego boom w Polsce i nie mogę się zdecydować czy mi z nim po drodze, czy też nie.
Znam osoby, które przy każdej okazji podkreślają, że są praktykującymi minimalistami, a potem biegną do galerii handlowej po pięćdziesiątą czerwoną sukienkę. Bo tania była. Bo okazja. Bo wyprzedaż. Bo humor trzeba poprawić. Bo...

Dla mnie minimalizm to pokrewne ascezie minimum tego co potrzebujemy. Wszystko ponad to minimalizmem już nie jest. Mam ulubione blogi o prostocie, na które chętnie zaglądam, ale jest ich garstka. Lubię zainspirować się od czasu do czasu, popatrzeć na pachnące bielą i drewnem wnętrza, ale czy naprawdę, ale tak NAPRAWDĘ chciałabym wprowadzić to wszystko w życie? Nie. Chyba nie. Znakomita większość blogujących  minimalistek oraz moich bliższych lub dalszych znajomych pretendujących do tego miana, to jednak nie są minimaliści. Minimalizm to ograniczenie, a ja go wokół nie widzę. Widzę zmęczenie nadmiarem bodźców, chęć powrotu do normalności i przywrócenia rzeczom należnego im miejsca w szeregu. Ludzie wreszcie zdjęli dobra materialne z piedestału; kupują rozsądnie bez biegania z obłędem w oczach po wyprzedażach, nie gromadzą na zapas ciuchów, nie przynoszą do domu dziesiątek kosmetyków, nie trzymają na półkach miliona porcelanowych figurek ani pamiątek...  i to jest super! Ale czy to jest minimalizm? Nie wydaje mi się. Rozumiem naturę tego trendu, który wyrósł z totalnego przerostu konsumpcjonizmu. Czujemy przesyt, mamy dość, jesteśmy zmęczeni nadmiarem bodźców i przyduszeni ogromem rzeczy, które mamy, chcemy mieć lub musimy mieć, bo tak mówią wszechobecne reklamy. Mamy po kokardkę wyścigu szczurów, chcemy odpocząć, chcemy oddychać, chcemy żyć...

Ja, jak to ja, zawsze gdzieś po środku. Biorę z każdej mody tylko tyle, ile mi pasuje. Zdecydowanie nie jestem zaślepioną trendami konsumentką. Wszystko filtruję przez swoje upodobania i potrzeby.  Z moją fascynacją vintage i rustic daleko mi do minimalistycznych ograniczeń, nie dla mnie ascetycznie urządzone mieszkanie. Nie dla mnie szpitalna biel na ścianach ani metalowe krzesła. Lubię jak dom żyje, jak na ramkach ze zdjęciami osiada kurz, a półki uginają się pod ciężarem książek. Kocham sukienki, więc nie zrezygnuję z przyjemności ich kupowania choćby szafa pękała w szwach. Jednak chomikiem nie jestem, nie zbieram i nie gromadzę rzeczy. Wolę mieć mniej, ale dobrej jakości. Nie mam problemu, żeby przelecieć przez dom jak huragan i wyrzucić do worka wszystko co ten dom zagraca. Męczy mnie nadmiar przedmiotów w moim otoczeniu. Nie lubię pracować w bałaganie. Dążę do tego, żeby mieć przemyślaną garderobę bez przypadkowych, nie pasujących do siebie ubrań. Buduję swój zbiór kosmetyków tak, aby były w nim produkty, których faktycznie używam.

Taka ze mnie minimalistka. Jak z koziego kupra torba Diora ;)

...

Dzisiejszy poranek bliższy był raczej życiowemu hedonizmowi niż minimalizmowi ;) Wyobraź sobie taras zalany słońcem. Siedzisz sobie na drewnianym krześle, machając bosymi stopami. Ptaki wrzeszczą jak szalone, siedząc kawałek od ciebie na krzaku aronii, zupełnie jakby nic sobie z tego nie robiły, że pożerają twoje zimowe zapasy. Obserwujesz jak daleko ponad drzewami mgły opadają coraz niżej i niżej. Pachnie rosą. Wiesz, że za chwilę staniesz na bosaka na mokrej trawie. Czujesz, że marzną ci te gołe nogi, ale udajesz, że tak wcale nie jest, bo ta kawa gorąca tak pachnie, ta miseczka, którą trzymasz w dłoniach tak kusi... Bosko, co? :)

Masz ochotę zjeść ze mną najlepsze comfort breakfast na świecie? Zapraszam :)


ŚLIWKI ZAPIEKANE POD OWSIANĄ KRUSZONKĄ
podane ze śmietaną

Potrzebujesz:

kostkę masła
szklankę zmielonych płatków owsianych górskich
pół szklanki cukru brązowego
śliwki- ile chcesz :)


Zrób tak:

Śliwki umyj i wypestkuj- wiadomo. Możesz pokroić na kawałki, możesz zostawić tak jak są- i tak będzie dobre. Żaroodporne naczynie wysmaruj masłem. Ułóż śliwki. Kruszonka to najprostsza rzecz na świecie- zagniatasz masło z cukrem i zmielonymi płatkami; ja lubię dodać jeszcze trochę płatków w całości, bo wtedy fajnie chrupie :) Śliwki posypujesz kruszonką i wrzucasz do piekarnika na 20 minut. Lubię jeść jeszcze ciepłe, polane słodką śmietaną, ale z lodami też byłoby pyszne.



43 komentarze:

  1. Hihihi mam podobnie z minimalizmem ;) A sliwki bardzo lubie wiec przepis sama przetestuje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam śliwki! A w tej wersji wyglądają obłędnie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chyba również jestem gdzieś po środku, ostatnio dochodzę do wniosku, że ten wszechobecny minimalizm trochę mnie jednak przytłacza ;) a za takie śniadanko dałabym się dziś pokroić! Wygląda pysznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minimalizm sam w sobie nie jest zły, ale jeśli jest traktowany jak sposób na zbicie pieniędzy na ufnych konsumentach, to już nie bardzo ;)

      Usuń
  4. O widzisz a ja akurat mam juz w sadzie śliwki i nie mam pojęcia co z nimi zrobić :) Dziękuje ci za pomysł, na pewno bedzie mi smakować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Umiar jest wskazany we wszystkich dziedzinach. Minimalizm to dla mnie prostota. Ponadczasowa i piękna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten cały minimalizm to teraz tylko fabryka kasy... masz zdrowe podejście do tego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta miseczka to kokilka taka do zapiekania? Zapiekasz śliwki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to tak, zapiekam, ale całość, nie w kokilce ;) Miseczka na zdjęciu to faktycznie kokilka; lubię ją nie tylko do zapiekania :)

      Usuń
  8. szkoda ze nie cierpie sliwek 😑

    OdpowiedzUsuń
  9. To taka słodkość jak od Babci - a takie są zdecydowanie najlepsze i mają swój urok :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie dzisiaj jadłem takie ciasto na deser po obiedzie:D Pyyyycha:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie za bardzo potrafie być minimalistką, a śliwko uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Śliwki wyglądają obłędnie.

    Modą raczej nie ulegam. Żyję tak jak mi wygodnie, bez definiowania i ubierania w słowa mojego stylu. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadam za śliwkami więc ż przepisu niestety nie skorzystam ale o tym minimalizmie chociaż parę słów powiem. W sumie podoba że mnie minimalistka co z ciebie chociaż dopiero od bardzo niedawna. Wczesniej byłam prawdziwym chomikiem. Miałam wszędzie prawdziwa graciarnie i nie umiałam się niczego pozbyć. Dopiero po zamieszkania ż mężem zaczęłam ż tym walczyć a teraz po narodzinach córki zaczęłam dbać o to by nie mieć nadmiaru niepotrzebnych rzeczy. Ale wciąż minimalistka że mnie żadna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliwki można zastąpić każdym owocem, więc to nie problem, wszystko da się zapiec pod kruszonką i jest pyszne :) Ja też byłam chomikiem, ale teraz nadmiar mnie męczy.

      Usuń
  14. robię dokładnie tak samo, tylko zamiast śliwek najczęściej używałam truskawek, rabarbaru :)
    Przepyszne, o każdej porze dnia i nocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rabarbar pod kruszonką też uwielbiam :)

      Usuń
  15. Czy to już sezon na śliwy, bo coś przegapiłam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na ryneczku już są pyszne śliwki :)

      Usuń
  16. Ja to nieogar jestem przegapiłam modę na gluten free, na wege, na hygge i minimalizm. Starczy mi tych małych spraw w życiu, wystarczy, że cała jestem mała :D Musi być miło, fajnie i przyjemnie, bez wymyślania do tego specjalnych nazw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I taka postawa mi się podoba! Ma być miło, a jak to się nazywa, to już inna sprawa ;)

      Usuń
  17. Moja mama mi takie robiła. Dla mnie to smaki dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę wypróbować 😏 Świetny blog ☺
    miedzykropkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Minimalizm, jak słusznie zauważyłaś, stał się maszynką do robienia pieniędzy. Mam wrażenie, że ci, którzy najbardziej hołdują temu trendowi wydają nieminimalistyczne sumy na swoje meble i ubrania. Wiec jakby, moim zdaniem, zewnętrzna manifestacja minimalizmu zbyt wiele wspólnego z z samym minimalizmem nie ma. Ja, podobnie jak Ty, też raczej trzymam się bliżej środka, ogladam takie rzeczy z perspektywy swoich potrzeb i nie daję się porwać, raczej adaptuję.
    A śliwki w takiej wersji (no, troszkę innej) uwielbiamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo generalnie każda moda jest po to, żeby ją adaptować do własnych potrzeb, a nie ślepo za nią podążać :)

      Usuń
  20. Od lat to ulubiony przysmak mojej mamy i musze przyznać, że w ostatnim czasie i ja sie przekonałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś też nie lubiłam sliwek. Polubiłam je dopiero w tej wersji. :)

      Usuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger