jak nieidealna zrobiła swój pierwszy idealny owsiany chleb. i ciastka do tego!

Żyjemy w czasach, w których wyznaje się kult kobiety idealnej. Takiej co to zawsze w najmodniejszych dżinsach, z umytymi włosami i z doskonałą fryzurą, z pomalowanymi na czerwono paznokciami bez odprysków i z pełnym mejkapem na twarzy już od wczesnego poranka. Takiej, która i dom ma wysprzątany na błysk, i obiad z dwóch dań codziennie i jeszcze deser do tego, i karierę robi, i inwestuje w samorozwój. Takiej, która ma czas na kosmetyczkę, jogę, siłownię i kawę z przyjaciółkami. Takiej, która ogarnia wszystko z uśmiechem na twarzy i woła "jeszcze!". 


Taki zen.

Czytam namiętnie piękne blogi z cudownymi designerskimi wnętrzami , gdzie wszystko do siebie pasuje, a dziecięcych półek z zabawkami nie kala nawet gram kurzu. Gromadka ślicznie ubranych dzieci bawi się grzecznie z uśmiechniętą, zrelaksowaną mamą, która z idealnie wywiniętą kreską na powiece i z włosami, które nigdy się nie plączą, wymyśla coraz to bardziej kreatywne zabawy... Patrzę na to i nie wierzę. Nie wierzę w ten cukrowany obrazek. No nie wierzę jak cholera. Powiedz, czy masz ciągle dom ogarnięty na tip top, makijaż na twarzy i doskonale ułożone włosy? Przyznaj, czy Twoje dzieci zawsze chodzą w idealnie czystych szpanerskich ciuszkach? Zawsze masz na stole zupę, drugie danie i szarlotkę z własnoręcznie ukręconymi lodami na deser? Zawsze jesteś taka zen? Taka full ogar? Hę? Bo ja NIE. Cholera jasna. Nie jestem ani zen ani nawet fengsiu, a jak mam zrobić sobie zdjęcia, to najpierw zdejmuję dres na rzecz kiecki jakiejś reprezentacyjnej, myję włosy i zdrapuję z twarzy resztki kaszy. A i gluty dzieciom w tak zwanym międzyczasie wycieram, bo to nie uchodzi dzieciaki z gilami do pasa pokazywać, bluzeczki uświnione jagodami, co to im babcia własnoręcznie zawekowała, ściągam i zakładam te nowe takie, ładne... A i jeszcze podłogę odgruzowuję spod tej sterty porozwalanych klocków, lalek i rozsypanych herbatników. Taki u mnie zen panuje.

Jesteś cyborgiem?

Bo ja, wiesz, zazwyczaj chodzę w dresie i kitkę mam na czubku głowy związaną, i tylko tuszem rano rzęsy maznę. Nawet tego bym nie robiła, ale z natury mam białe, więc wiesz, sama rozumiesz... Dziewczyn też nie gonię co 5 minut do mycia i nie latam za nimi z mokrymi chusteczkami, bo chyba bym na głowę dostała- i one też. Nie wpisuję się w ten słodko- lukrowany trend, w którym idealne kobiety wychowują idealne dzieci i robią idealne kariery, a ich idealne domy lśnią idealną czystością. Piszę to poniekąd z żalem, bo jednak chciałabym się wpisywać. Jestem z natury pedantką, chociaż wchodząc dzisiaj do mojego domu, nawet byś tego nie podejrzewała. Sajgon, krótko mówiąc. Dobrze się czuję, kiedy mam wokół porządek, każda rzecz ma swoje miejsce, a ubrania w szafie wiszą w porządku kolorystycznym. Lubię mieć kalendarz z rozpisanym planem dnia i bardzo nie lubię, kiedy dzieje się coś niespodziewanego. Dzieci moje podejście do życie mocno zweryfikowały...
I tak sobie myślę... że to poniekąd my same wpędzamy się w poczucie winy, próbując dosięgnąć do ideału wykreowanego przez media, kolorową prasę, blogi, seriale i nasze głowy. Każda z nas ma w głowie obraz idealnej siebie, do którego nie doskoczymy choćby nie wiem co. No niedasię. Chyba że jesteś cyborgiem. Jesteś? No właśnie.

 Jak Rose na Titanicu.

Daleko mi do ideału jakiegokolwiek. Czasami się wylaszczę, szpilki założę i kreskę na oku machnę. Taką wywiniętą do góry i czuję się jak Rose na Titanicu, kiedy ją Jack trzymał i krzyczeli, że są królami życia- jakoś tak to leciało. Czasami kilka dni z rzędu chodzę w tym samym rozciągniętym dresie z plamami od mleka na dekolcie i wstydzę się nawet kominiarzowi drzwi otworzyć. Zdarza się, że ugotuję królewski obiad z jabłkami pod kruszonką na deser, a innym razem pizzę zamówię i oleję 5 porcji warzyw dziennie. Często sprzątam dopiero wtedy, kiedy półki w pokoju dziewczyn są golutkie, bo wszystkie zabawki zasłały podłogę w sypialni... Życie. I tylko cierpliwości mi czasami brak. I mam żal do siebie za to straszny. Moje dzieci są moje 24/7. Nie mam niańki do pomocy. Do tego praca zawodowa, bo mimo że pracuję w domu, to pracuję sporo. Czasami mam dość, chcę trzasnąć drzwiami i wrzasnąć "radźcie sobie sami!!". Potem ryczę wieczorem i mam wyrzuty sumienia, bo znowu podniosłam głos, a przecież one to zapamiętają... Często słyszę, że marudzę, bo są kobiety, które mają kilkoro dzieci i dają radę. Tak? Pokaż mi taką matkę, która non stop jedzie na optymistycznym haju i nigdy nie wymięka. Pokaż mi ją palcem, a najlepiej to umów mnie z nią na kawę, to wtedy uderzę się w pierś.

Być jak Agnieszka Maciąg.
Może są takie mamy, co to tylko w macierzyństwie znajdują spełnienie. Ja do nich nie należę. Kocham moje dzieci nad życie i kocham czas tylko z nimi, ale kocham też swój własny i jak tlenu brakuje mi chwili dla siebie. Teraz dopiero rozumiem dlaczego w samolocie, przy awarii, mówią, żeby najpierw założyć maskę tlenową matce, a dopiero potem dziecku... Dusząca się matka to kiepska matka, i nie mam tu na myśli tylko katastrofy lotniczej...Jestem wielozadaniowa z konieczności. Mam grafik napięty do granic możliwości, a w kalendarzu brakuje mi już miejsca i muszę doklejać kartki. Ciągle w biegu, szybko, szybko... A ja bym tak chciała wpisać się w modny ostatnio trend slow. Być taką drugą Agnieszką Maciąg, która z uśmiechem na ustach i promienną cerą gotuje na obiad soczewicę i kąpie się wieczorami w mleku. Na wszystko mieć czas. I wszystko co mam do zrobienia, zrobić na tip top...

Tymczasem udaję, że nie widzę klocków porozrzucanych po całym piętrze i nie słyszę wołania pralki, która błaga o wyjęcie zalegającego od wczoraj w niej prania. Zamykam się w kuchni i piekę chleb. Z tego co mi zostaje- jeszcze ciasteczka. Drożdże rosną, mąka fruwa w powietrzu, cały dom pachnie. Aromaterapia. Może nie jestem idealna, ale chwila wyciągania z pieca pierwszego własnego chleba, jest zbliżona do ideału.


Może spróbujesz? Działa lepiej niż godzina na kozetce u psychiatry. Tak myślę. 



PROSTY CHLEB OWSIANY ZE SŁONECZNIKIEM
w sam raz na pierwszy raz :)

Weź 50 gr drożdży i rozpuść je w 1/2 szklanki ciepłego mleka. Zasyp łyżeczką cukru i łyżeczką mąki, i odstaw na 30 minut w ciepłe miejsce. Po tym czasie dodaj do drożdży szklankę pestek słonecznika, 2 szklanki płatków owsianych i odrobinę soli. Wymieszaj drewnianą łyżką i odstaw w ciepłe miejsce na godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość. Ja swój chleb upiekłam w zwykłej keksówce, ale możesz swojemu nadać dowolny kształt. Chleb musi się mieć przez godzinę w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.



I JESZCZE PROSTSZE CIASTECZKA OWSIANE ZE SŁONECZNIKIEM
żeby nie marnować resztek :)

Banalnie łatwe- szklanka pestek słonecznika, szklanka płatków owsianych i 3 dojrzałe banany. Wszystko wybełtać razem ;) Nałóż łyżką porcje ciasta na blachę, spłaszcz widelcem i voila. Piec muszą się ok. 15 minut w temperaturze 190 stopni.

Wczoraj upieczone. Dzisiaj zostały ino okruchy. :)






Piękny talerz z krową- Idea Vintage. Sklep, który mnie oczarował, bo w 100% wpisuje się w to, co kocham, czyli nadawanie używanym przedmiotom drugiego życia. Mam ochotę przygarnąć cały ich asortyment. ;)

40 komentarzy:

  1. Cudne przepisy, zawsze takich szukałam. serio. będę zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę że czytasz Bondę ;) Jak ci się podoba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą książkę- "Pochłaniacz" połknęłam w dwa wieczory. Druga "Okularnik"- pierwsza połowa super, druga już gorzej. Lampiony idą mi najciężej. Mam wrażenie, że autorka trochę za bardzo kombinuje. "Pochłaniacz" najlepszy.

      Usuń
  3. Oooo, na pewno wypróbuję przepis. Już dawno chciałam się zabrać za jakieś proste i szybkie ciasteczka. :)
    A Bandę muszę w końcu przeczytać.

    Pozdrawiam!
    kwiatki-wariatki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bonda jest specyficzna; albo się ją kocha, albo nienawidzi ;) Ciasteczka polecam; robią się błyskawicznie :)

      Usuń
  4. Chlebek owsiany wygląda bardzo apetycznie! Do tego pomysł na ciasteczka, żeby nic nie wyrzucać - fantastycznie :) Mam skladniki więc chętnie zrobię taki chleb na jutrzesze śniadanie! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda smakowicie! Ja niedawno piekłam chleb z nasionami chia :)

    Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie!
    www.spiked-soul.pl


    Elwira Charmuszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chleb z chia brzmi świetnie! Lecę po przepis :)

      Usuń
  6. Ech, ja to bym dziś chciała trochę optymistycznego haju , bo z nastrojem kiepsko dzisiaj.
    Możę zrobię ciastki i będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to teraz w końcu musze zrobić mój pierwszy chleb, skoro taki ładny z tego przepisu wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo spodobał mi się wstęp, którym opatrzyłaś te owsiane wypieki. Choć podejrzewam, że taka Agnieszka Maciąg również miewa poplamiony dres i nie zawsze ma czas na kąpiel w mleku (przynajmniej mam taką nadzieję :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również ;) Przecież takie ideały nie mogą istnieć, prawda? ;)

      Usuń
  9. Też bym chciała być idealną matką, ale sporo mi brakuje. 😉 A przepis na pewno wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mnie też ;) Mam nadzieję, że jedzonko będzie smakowało :)

      Usuń
  10. Wygląda na to, że będę piekła chlebus z nowego przepisu.. pysznie wygląda! :D
    www.ruudegirls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię Twoje przemyślenia. Dobrze się to czyta.
    Vanessa z G.H.J.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze mi sie marzyl taki wlasnej robot chleb i ciasteczka tylko obawiam zie ze przy mpih zdolnosciach musialabym wymienic piekarnik po jednwj takiej probie, a ta trucizne co mi wyjdzie wyrzucic do smierci zanim ktoś sprobuje i umrze.
    Ja pedantka nihdy nie bylam. Lubie miec porzadek ale nie mam na tym pukncie fiola. I tez jak patrze na te wszystkie instamatki to nie chce mi sie wierzyc ze lazdy taki idealny. Ja idealna nie jestem i nie zamierzam byc. Nawet by mi sie nie chcialo hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ideały są nudne ;) Uwierz mi, że skoro mnie udał się ten chleb, to uda się każdemu ;)

      Usuń
  13. Też mam dwójke dzieci. Jedno ma 3 lata, a drugiemu bliżej do 30tki. Zamieć, ugotuj, powieś pranie, podaj, zanieś i tak dalej... Ale mimo to dalej z nimi mieszkam i ich nie opuszczę. Oni będą się ze mną męczyć, a ja z nimi :D

    Przepis na cheleb sobie zapisze, a bardziej to mnie interesują te ciacha :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zrobiłam te ciastki! Jestem w szoku że takie proste i takie pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  15. Sam od czasu przygotowuję domowy chleb na różnych mąkach. Niedługo postaram się sprawdzić także Twój przepis. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tekst w punkt! Dlatego czasami tak mnie denerwują te "internety" bo z jednej strony fajnie popatrzeć na ładne obrazki, ale z drugiej strasznie to wszystko fałszywe..

    OdpowiedzUsuń
  17. Odniosę się do pierwszej części tekstu - mój dom nie lśni czystością, poukładane książki i zabawki leżą na miejscu przez 5 minut po "wysprzątaniu", a dziecko lata w ciuszkach z lidla ;) Ale to co pokazuję na blogu staram się, aby było ładne, czyste i schludne. I nie po to, aby wpędzić kogoś w kompleky. Absolutnie! Sama wolę ładne obrazki i preferuję taki styl prowadzenia bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą i z takim podejściem :) Nie zgadzam się z wmawianiem kobietom, że domy zawsze lśnią czystością, że dzieci zawsze są czyste i grzeczne, że codziennie na stole jest obiad dwudaniowy. Nie zgadzam się na tworzenie fałszywych obrazków.

      Usuń
  18. Domowe wypieki to przede wsyztskim frajda, że można je zrobić samemu. Wcale nie jest to trudne, a do tego an pewno zdrowsze niż kupowanie...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger