30 lat (i trochę).

Niedługo, już za chwilę skończę 34 lata.

T r z y d z i e ś c i  cztery. Kiedy, ja się pytam, to zleciało??


Zabawne. Jakieś 10-15 lat temu 34-latka jawiła mi się jako stateczna matrona, co to jej już niewiele wypada, za to coraz więcej musi. Kobieta stateczna, poważna, w idealnie skrojonej szarej garsonce, w jeszcze bardziej idealnie dobranych szarych czółenkach, w idealnie ciasno zwiniętym koczku na czubku głowy. Spiętym szarą spinką ofkors. Wtedy, milion lat temu, kobieta po 30-stce była dla mnie szara. Po całości.


Dzisiaj się z tego śmieję, bo ani ja stateczna, ani matrona, ani tym bardziej przyodziana w szarą garsonkę... Może ten koczek się zgadza ino, ale bardziej w wersji na Małą Mi ;)


TO stało się mniej więcej w okolicach moich trzydziestych urodzin. Nie przeżywałam ich jakość specjalnie, nie rozpaczałam, nie szukałam nowych zmarszczek na czole ani nie liczyłam siwych włosów na głowie. Urodziny jak urodziny. Dopiero potem włączyło mi się myślenie. Tak jakbym przez pierwsze 30 lat mojego życia myślała, że jestem wieczna. Serio. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój czas jest ograniczony. Sporo rzeczy odkładałam na później, czyli tak naprawdę na nigdy, bo byłam przekonana, że przecież zdążę, mam tyyle czasu. Aż nagle przyszła refleksja. Chociaż przyszła to nie jest odpowiednie słowo. Ona uderzyła mnie obuchem w głowę tak skutecznie, że otworzyły mi się oczy.


Mam jedno życie. Określoną ilość lat, miesięcy, dni i godzin.  Ani jednego dnia więcej, ani jednego dnia mniej. Z każdym kolejnym dniem mam tego czasu coraz mniej. Nie będzie powtórki.

Jest tylko to co teraz. Przeszłość minęła i choćbym rozmyślała o niej latami, nie cofnę tego co było, nie odwrócę biegu zdarzeń, nie naprawię błędów, nie postąpię inaczej. Przyszłości jeszcze nie ma i nic mi po zamartwianiu się tym co będzie za 5, 10 lat. Jedyne co mi przynosi martwienie się na zapas, to kolejny siwy włos na głowie i gula w gardle, która rośnie zwłaszcza w bezsenną noc. Po co mi to?


Mam tylko to co jest teraz. I zamierzam to wykorzystać najmocniej jak się da.


Nagle, z dnia na dzień, postanowiłam żyć po swojemu.


Czasami myślę, że chciałabym cofnąć czas, ale tylko po to, żeby pójść na kawę z 20-letnią mną i powiedzieć tej młodszej mnie to, co wiem dzisiaj. Zaoszczędziłabym sobie wielu kłopotów. Pewnie nie miałabym teraz tego niefajnego uczucia, że zmarnowałam kilka lat na życie życiem, którym wcale nie chciałam żyć, w którym było mi za ciasno jak w za małym o pół numera bucie.

Wiesz, niby było ok, byli znajomi, imprezy, kasa na koncie, mocny makijaż na twarzy, randki, ale.... to nie było to. To nie byłam JA.

Nigdy, przenigdy nie chciałabym mieć znowu 20 lat. Nie chciałabym wracać do tego ciągłego niepokoju, udawania kogoś kim nie jestem. Lubię siebie teraz. Dopiero po 30 pozwoliłam sobie być sobą.

Co się zmieniło po 30-stych urodzinach?

Odzyskałam spokój. Albo może nauczyłam się tego spokoju. Wcześniej byłam cała rozedrgana. Ciągle niespokojna. W biegu. Chciałam wszystkiego naraz. Budziłam się w nocy z mocno bijącym sercem. Dziś wiem, że wciskałam się w nie swoje buty. Udawałam szaloną ekstrawertyczkę, głośną i rozchichotaną, kiedy tak naprawdę o niebo bliżej mi do obserwującej w ciszy świat introwertyczki. Dopiero kiedy przestałam udawać i zaakceptowałam siebie taką jaką jestem, zaczęłam być naprawdę szczęśliwa.

Dotarło do mnie, że jestem wyjątkowa. Tak samo jak Ty jesteś. Nie ma drugiej takiej na świecie. Przestałam porównywać się do innych i wyszukiwać w każdym tego, czego nie mam ja. Przestałam umniejszać uparcie swoje zalety i osiągnięcia. Przestałam zamartwiać się swoimi brakami, za to doceniam to co we mnie najlepsze. Przecież to jest totalnie bez sensu, sama przyznaj. Zawsze, ale to ZAWSZE znajdzie się ktoś ładniejszy, lepszy, ciekawszy, bogatszy, szczuplejszy, zabawniejszy, mądrzejszy, lepiej zorganizowany i z dłuższym CV.

Kiedyś bardzo zależało mi na aprobacie innych. Kiedyś chciałam być lubiana przez wszystkich i bolała mnie każda krytyka, każde złe słowo, nawet jeśli rzucone było przez człowieka, który pojawił się w moim życiu tylko na chwilę. Kiedyś wchodząc do pokoju pełnego obcych ludzi, zastanawiałam się czy mnie lubią. Dzisiaj zastanawiam się czy ja lubię ich. Odkrycie, że nie każdy musi mnie lubić i że nie muszę być ciągle miłą owieczką z uśmiechem przyklejonym do twarzy, było jednym z najważniejszych doświadczeń w moim życiu. Mam prawo mieć zły humor, mam prawo być niemiła, ba! mogę być nawet zimną suką, jeśli najdzie mnie taka ochota. I nikomu nic do tego. Jeśli masz problem ze mną, to jest to tylko i wyłącznie TWÓJ problem. Niesamowicie uwalniające uczucie.

Zaczęłam doceniać każdą chwilę. Niby banał. Carpe diem. Żyj chwilą. Łap momenty. Itede. No cholera, banał jak nic, aż mi głupio że tak mało odkrywczo piszę, ale inaczej nie potrafię tego ująć. W dniu, w którym zrozumiałam, że życie kiedyś się skończy, zaczęłam naprawdę żyć. Czy wiesz, że celebrować można dosłownie wszystko? Ze zwykłego na pozór dnia zrobić święto? Z każdej chwili wydobyć więcej niż się na pozór wydaje? Celebruję więc. A przynajmniej uczę się tego. Poranną kawę, spacer z dziećmi, karmienie kaczek, ostatni kawałek tortu bezowego i ten pyszny makaron z cukinią na obiad... Czytałaś w dzieciństwie "Pollyanne"? Ona w każdej sytuacji odnajdywała jakiś pozytyw; ja staram się od pewnego czasu robić dokładnie to samo. Życie mocno zyskuje na jakości, mimo że tak naprawdę nic się w nim nie zmieniło- poza mną.

Kiedyś trwałam w oczekiwaniu. Niby byłam, ale tak jakby mnie nie było. Robiłam coś, ale myślami byłam gdzie indziej. Już nie czekam. Aż schudnę, dzieci podrosną, uzbieram kasę, wyremontuję łazienkę. Żyję TERAZ, bo każdy dzień jest dobry, żeby żyć. Całe moje dotychczasowe życie to siedzenie w jakiejś cholernej poczekalni. Mało tego, rozmawiając z kobietami, mam wrażenie, że większość z nas w tej poczekalni utknęła na dobre! To tak jak z moją ciocią... 10 lat temu kupiła piękną garsonkę. No cudo, mówię Ci. Z falbanką u dołu spódnicy, z wyhaftowanym kołnierzykiem i z wielkimi czerwonymi guzikami. Metki nawet nie oderwała. Zawiesiła garsonkę w szafie i czekała. Czekała na odpowiedni moment, na dobrą okazję, żeby ją założyć, bo codzienność była zbyt zwykła dla takiej pięknej garsonki.

Po 10 latach cioci już nie ma, a garsonka nadal w szafie wisi.

Z wyblakłą metką.


60 komentarzy:

  1. Pięknie to napisałaś. Mówię o ostatnim akapicie i historii z garsonką. Często zostawiamy to lepsze - jak nam się wydaje na potem, na kiedyś, bo szkoda, bo się zużyje. Dlatego ja na co dzień używam najlepszych sztućców i filiżanek do kawy, jakie mam w domu. Oraz ręczników i pościeli. Nie mam też ubrań na specjalną okazję, ani butów. I cieszę się, że zaczęłam w końcu pisać ten mój blog i mam kawałek czegoś swojego :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo podejście. Nie ma sensu zostawiać tego co najlepsze na później, tylko celebrować to co jest teraz :)

      Usuń
  2. Myślę, że to po prostu dojrzałość i już :) No i głębokie przemyślanie siebie samej. Nie każdy to osiągnie, więc gratuluję Ci tego serdecznie :) Ja się ciągle uczę, ale jestem na bardzo dobrej drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się uczę, długa droga przede mną jeszcze. :)

      Usuń
  3. To się nazywa dojrzałość :) Fajnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Heheh dobry tekst:) www.flare.com.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś... czyli nigdy. Historia z garsonką cioci chwyciła mnie za serce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze, momentami jakbym czytała swoje własne myśli.. Jestem troszeczkę młodsza od Ciebie, 30 dopiero za rok, ale moje myślenie już zmieniło się (na szczęście!). Dopiero teraz czuję się dobrze sama ze sobą, ubieram się jak lubię (a nie jak moda nakazuje), nie przejmuję się co inni powiedzą, żyję chwilą, nie odkładam na później.. :) okolice 30 to naprawdę dobry wiek dla kobiety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że kobiecość zaczyna się po 30-stce ;))

      Usuń
  7. Lubię cię czytać. Układasz w głowie pewne sprawy. Będę regularnie zaglądać. A.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wpis. Ja to chyba ciągle jestem w poczekalni i jakoś nie mam odwagi by zacząć cieszyć się tą codziennością. Twoje słowa bardzo mnie poruszyły, może coś się we mnie zmieni. Pozdrawiam i dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że kogoś porusza to co piszę, to niesamowicie miłe :)

      Usuń
  9. Jestem przed moją 30. - już tuż, tuż. Cieszę się, że zaczynam uczyć się umiejętności czerpania szczęścia tu i teraz. czekam - na jutro, na pojutrze, na starość. ale priorytety trochę się zmieniają - przestałam czekać na cud i odnajduję go w dniu dzisiejszym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tekst pisany z głębi serducha. I to serca wyjątkowego. Dziękuję, dobrze było przeczytać część Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję​, że ja również kiedyś zrozumiem, że muszę celebrować każda godzinę swojego życia, bo nic nie trwa wiecznie i kiedyś może zabraknąć czasu, zielonej herbaty, spokoju. Mam tylko nadzieję, że nadejdzie to szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo miło czytało się post :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudownie to opisałaś. Ja już mimo, że do 30 mam jeszcze trochę czasu, to zamierzam czerpać z życia jak najwięcej. Cieszyć się każdą chwilą, aby na starość usiąść i cieszyć się, że zrobiłam wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie powinno wyglądać dobre życie :)

      Usuń
  14. Cudny wpis, przemijenie to coś co nas nie ominie. Martwimy się upływającym czasem. Często zostawiamy to lepsze na zaś, na kiedy tam, jak nam się wydaje na wieczne potem bo się zużyje. J anauczyłam się inaczej korzystam z życia i z tego co mam żyjąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero uczę się nie odkładać życia na zaś, ale idzie mi całkiem nieźle ;)

      Usuń
  15. To, co napisałaś jest takie moje... To uwalniające oderwanie się od oczekiwań innych, Polyanna, garsonka... Też skończyłam 30 lat już kilka wiosen temu i dobrze się czuje ze sobą. To chyba też mądrość życiowa 😉
    Mogłabym znowu mieć 20 lat ale z taką wiedzą i świadomością jaką mam teraz. Tylko czy bym się w świecie młodych odnalazła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się nie odnalazła na pewno :) Dobrze mi teraz na tym etapie życia na którym jestem :)

      Usuń
  16. Mocno przeżywałam, ze już mam trzydzieści lat, czterdziesta gładko przeszła, a teraz refleksje przed pięćdziesiątką się nasuwają. :) W każdym wieku dobrze mi ze sobą, cieszę się, że w codzienności pamiętam o sobie, mogę oddać się pasjom, czuję, że życie ma swój smak. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie mam wrażenie, że im kobieta starsza, tym bardziej pogodzona ze sobą i ze światem :)

      Usuń
  17. Ja mam dopiero 22 i szczerze pamiętam jak miałam 16 to przerażał mnie wiek 30 lat :-D Teraz jakoś mniej strachu przed tą magiczną drugą 18 :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja już po drugiej 18-stce. Nie jest tak źle! ;)

      Usuń
  18. Fajnie to wszystko opisałaś! Myślę, że wiele młodych kobiet (zwłaszcza kobiet, bo faceci zawsze bardziej myślą o sobie i bardziej dbają o "swoje przyjemności") przechodzi takie oświecenie. U mnie nie było uderzeniem obuchem w głowę, ale też był istotny punkt zwrotny.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu zrealizowanych marzeń i planów.

    OdpowiedzUsuń
  19. Też mam podobny punkt widzenia. Kiedy miałam 18 lat kobiety po 30 były kobietami, paniami albo babkami, a teraz jak mówię o takich to używam słowa dziewczyny 😉

    OdpowiedzUsuń
  20. Jesteś tylko dwa lata młodsza od mojej mamy. A ja mam 19 lat. Ona tez łapie każdą chwile. 34 lata to młody wiek. Korzystaj jak najlepiej, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Najgorsze jest właśnie takie czekanie aż życie się zacznie, a przecież ono jest tu i teraz. Sama łapię się bardzo często na tym, że życie leci, a ja nawet jestem tego nieświadoma. Czasem specjalnie się odcinam, bo mi rzeczywistość przeszkadza. :)
    Pozdrawiam!
    kwiatki-wariatki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Czekamy na życie, zamiast docenić to, że życie jest teraz. :)

      Usuń
  22. Nie ma co się przejmować opinią innych, każdy zawsze krytykuję i mu coś nie pasuje. Oczywiście nie ocenia jedną miarą wszystkich, ale wszystkim nie dogodzimy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Selfizm – ideologia zakładająca supremację ludzkiego „ja”, kult samouwielbienia stanowiący substytut religijności.

    Ja robię swoje, a ty swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania,
    a ty nie jesteś na tym świecie, by spełniać moje.

    Ty to ty, a ja to ja.
    I jeśli przypadkiem natrafimy na siebie to wspaniale,
    jeśli nie, to nic nie można na to poradzić.Jakos tak mi się nasuwa jestem w tym samym wieku. Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowy, rozsądnie praktykowany selfizm jest mi w tym momencie bardzo potrzebny. Ciekawe spojrzenie, dziękuję.:)

      Usuń
  24. Ciekawie się czyta Twojego bloga :) Czekam na kolejne posty! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Miło się czyta to co piszesz, chętnie będę tu zaglądać :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja mam w głowie taką jakby, hmmm... barierę, jeśli chodzi o wiek kobiety i jest to 35 lat. Nie wiem czemu, ale wtedy kobiecość nabiera dla mnie zupełnie innego znaczenia. Jeszcze, co prawda sporo mi brakuje do takiego wieku, ale myślę, że te niecałe już 11 lat zleci jak z bicza strzelił;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie taką barierą jest 40-stka. Chociaż pewnie, kiedy już tą czwartą dyszkę osiągnę, będę śmiała się z tego :)

      Usuń
  27. no to dałaś mi do myślenia tym wpisem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to cieszy! :)

      Usuń
  28. Jesteśmy równolatkami. ;) Cieszę się z tego wieku i staram się z niego w pełni korzystać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Pięknie powiedziane. I im wcześniej o tym zaczniemy myśleć tym lepiej. Ja mam obecnie 22 lata. A czasem już mam wrażenie że starość mnie goni i wszystko co miałam przeżyć już za mną. Ale mocno staram się patrzeć w przód. Na wszystko co mogę zrobić. I Tak, by robić dziś. By zasnąć o coś, odpocząć, nauczyć się i cieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do starości Ci jeszcze daleko ;) Fajnie, że już w tym wieku jesteś świadoma tego, czego ja nauczyłam się dopiero teraz :)

      Usuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger