sąsiedzi.

W dzisiejszych czasach trudno o dobrych sąsiadów. A dobry sąsiad to prawdziwy skarb. Zawsze na posterunku. Czujny. I domu przypilnuje, kiedy wyjeżdżasz na wakacje, i kwiatki podleje,co byś suchych badyli po powrocie z tych Teneryf i innych Kanarów nie zastała, i podejrzanych łobuzów co to się na krasnala ogrodowego czaili przegoni, i paczkę od kuriera odbierze, jeśli akurat trzeba. Zagada, dobrym słowem humor poprawi, nową fryzurę, której mąż nawet nie raczył zaszczycić spojrzeniem skomplementuje, najświeższe plotki dostarczy. A kiedy ci szklanki cukru zabraknie, pożyczy nawet dwie. I drożdżówkę, co to żona dopiero upiekła, dołoży. Tak. Warto mieć dobrego sąsiada. Zdecydowanie.

My też mamy sąsiadów. I to jakich!
Najbliżsi nasi sąsiedzi mieszkają nad nami. Tak z 1/4 piętra nad nami mieszkają. Niewielka to odległość. Ojca tam praktycznie nie widać,  może tylko przeleciał mi przed oczami i nawet dzień dobry nie powiedział. Buc. Za to matka ciągle lata tam i z powrotem. Tam i z powrotem po kilkadziesiąt razy dziennie i same dzieciaki zostawia, dasz wiarę? A tam trójka drobiazgu jest. Była czwórka, ale z jednym coś się stało... Nie widujemy już tego czwartego dzieciaczka. Nie wiadomo co się dokładnie wydarzyło. Możemy się tylko domyślać. Biedactwo... No ale ja o tej matce chciałam przecież. Ta matka, sąsiadka nasza znaczy się, ciągle jej nie ma. Dzieciaki siedzą same, tylko te ryjki widzę jak zadrę głowę do góry. Zagadam, ale udają, że mnie nie widzą. Pewnie matka im przykazała, żeby nie rozmawiały z nieznajomymi. Ale jaka ja tam nieznajoma? Sąsiadka z piętra niżej przecież...  Albo boją się, robaczki.

I te dzieciaki, wiesz, hałasują już od 5 rano! Dasz wiarę?! O 5 rano drą się jak opętane, jedno przez drugiego, a wrzeszczą tak, jakby je ze skóry obdzierali. No spać się przez te ich awantury nie da! Wychylam wtedy głowę z sypialni, zaspana, potargana i niczym ta baba Jaga wygrażam im pięścią, że cicho do cholery jasnej, dzieciaki mi pobudzicie! Myślisz, że coś sobie z tego robią? Jeszcze głośniej się drą... Taki to mają szacunek do swojej sąsiadki...

Czasami w nocy budzę się i słyszę dziwne chrobotanie. Leżę w tym moim łóżku i czuję, jak wszystkie włosy na rękach staję mi dęba ze strachu, bo brzmi to tak paranormalnie z lekka... W roku pokoju, tuż przy suficie takie skrob, chrup, drap... i pisk cichutki, i stukot... I ja już u progu zawału, mam ochotę wyskoczyć z łóżka po święconą wodę, kiedy przypominam sobie, że ci sąsiedzi z góry przecież... To oni tak..

Kiedyś, ze dwa razy chyba tylko, do matki zagadać próbowałam. Kiedy akurat była w domu, rozumiesz. I ja do niej w te słowa, że hej hej, jak tam? A ona łeb do góry zadarła i dupskiem się odwróciła. Nawet jednym spojrzeniem, nawet ćwiartką spojrzenia mnie nie zaszczyciła.
O i takich mamy sąsiadów. Zero dobrego wychowania.








10 komentarzy:

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger