o marzeniach.

Z tymi marzeniami to jest tak, że trzeba na nie bardzo uważać. Czasami mają to do siebie, że lubią się złośliwie spełniać. I to z całym dobrodziejstwem inwentarza, jaki za sobą niosą.

Każdy ma inne marzenia, ale łączy nas jedno. Teraźniejszość traci kolory w oczekiwaniu na spełnienie. Teraźniejszość wydaje się tylko poczekalnią, bo to prawdziwe, kolorowe, uśmiechnięte życie zacznie się dopiero wtedy, kiedy spełnią się wszystkie marzenia. Wtedy to łoooo będzie dopiero życie! O czym marzysz? Ja mam tak wiele marzeń, planów i projektów do zrealizowania, że czasami mam wrażenie, że głowa mi od nich eksploduje. zapisuję to wszystko na milionie karteczek i lata mi potem ta makulatura gdzie popadnie. Kalendarz mój wygląda po pół roku używania jakby to był co najmniej koniec grudnia. Bo to co zapisane musi się wydarzyć, ma inną moc. Zapamiętać- kupić ładny notes! No ileż można bazgrolić na skrawkach papieru!

Marzysz o dzieciach, rodzinie i już widzisz siebie uśmiechniętą tym jedynym matczynym uśmiechem, nieporównywalnym z żadnym innym uśmiechem, wypełnioną szczęściem i spokojem, pochylającą się nad idealnie dobraną kolorystycznie do ścian kołyską Widzisz siebie piekącą co rano orkiszowe bułeczki dla dzieci, czytającą tylko mądre i wartościowe bajki. A telewizora to już w ogóle nie będziesz włączać, co to to nie!.... tymczasem dzieci to kolki, nieprzespane noce, ząbkowanie i kupa w majtach w najmniej spodziewanym momencie (zazwyczaj wtedy, kiedy właśnie nieletnie stworzenie wstało z nocnika i zdążyłaś założyć czyste odzienie). Marzenie się spełniło, a czy Ty jesteś spełniona? Czy nie jest tak, że sama pogoń za marzeniem cieszyła bardziej, niż jego spełnienie?

Marzysz o dalekich podróżach, ciepłym oceanie, białym piasku i palmach nad głową. O skąpym bikini naciągniętym na szczupłe, jędrne ciało i o brązowej opaleniźnie na swoich białych jak mąka nogach. Odkładasz każdy grosz, odmawiasz sobie kolejnej kawy na mieście, odmawiasz sobie nawet ciepłej pachnącej jak wakacje u babci na wsi drożdżówki i w końcu jedziesz. I co? Jakoś tak... jak nad polskim morzem w sumie. Marzenie odhaczone, misja wykonana, powinien być szał, upojenie i full entuzjazm, a tymczasem w bikini i tak się nie wbiłaś, bo wstydziłaś się swoich wałeczków tak samo jak u cioci Heli w ogródku- notabene zupełny nonsens; palmy nie szumiały tak jak myślałaś, a piasek nie był tak biały, jak obiecywali w katalogu podróży. Wróciłaś co prawda z opalonymi nogami, ale nadal czujesz pustkę. Dlaczego? Co poszło nie tak?

Marzysz o wielkiej miłości. Marzysz o miłości życia, o księciu z bajki, rycerzu na białym koniu, który przyjedzie i uratuje z tej twojej wieży, z bezsensu, marazmu, beznadziei. I on się pojawia. I ratuje. I patrzycie sobie w oczy niczym te gołąbki, ale nadal czujesz się beznadziejnie i niepewnie, mimo tego Jego obok. Dlaczego, przecież marzenie spełnione, czyż nie?

Marzysz o zrzuceniu 20 kilogramów. Chowasz się w swetrach- namiotach, wieczorami, kiedy wszyscy znajomi wychodzą na miasto, ty siedzisz w domu przed tv i jesz kolejną miskę lodów. Połykasz łzy i obiecujesz sobie, że od jutra to już dieta. Dieta i szpile, i kiecka obcisła. I chudniesz, jesteś laską jak z vogua co najmniej. I co? I nadal wolisz chodzić w tenisówkach, i nadal nie lubisz swego odbicia. Marzenie spełnione, więc co jest nie tak? Co nie zagrało?

Marzysz o czasie dla siebie. Żeby te dzieciaki już poszły do szkół i fabryk! Żeby mieć chwilę na wypicie ciepłej kawy, żeby przespać całą noc i samej do kina się wybrać wreszcie. I to się dzieje, prędzej czy później ale się dzieje, i masz ten czas, to kino i tę ciepłą kawę. Uśmiech radości zastyga na twarzy, bo to nie to jednak. Nie o to chodziło. Nie tak miało być. Gdzie ta radość, spełnienie i tańce na stole? Jest pustka.

Bo z tymi marzeniami to trzeba uważać. A nuż się spełnią i co wtedy. To nie tak, że nie ma po co marzyć, że to głupota jest, bo zawsze wyjdzie na opak. Nie, zupełnie nie. Ale marzenia trzeba dozować jak dobrą wódkę. Po trochu, inaczej boli głowa i jest paw na drugi dzień.

Znam takich, którzy żyją od marzenia do marzenia. Spełniają je od tych najmniejszych do największych, mimo że wymaga to dużo czasu i środków. Schemat jest zawsze ten sam- marzenie- ekscytacja- realizacja- zjazd- depresja- nowe marzenie- ekscytacja itd... Każde nowe marzenie daje nadzieję, że szczęście wreszcie przyjdzie i już niczego więcej nie będzie potrzeba. Że nareszcie będzie dobrze. Będzie spełnienie. Będzie zen, hygge i fengsiu też będzie.

Ale nie będzie. Sorry batory, ale nadal będziesz wpadać w depresję za każdym razem, kiedy spełnienie kolejnego marzenia nie przyniesie ukojenia (i nawet nie czuję, że rymuje;) ). Wiesz dlaczego? Bo tak długo, jak długo nie dostrzeżesz piękna w teraźniejszości, tak długo przyszłość nie będzie cię cieszyć. Jeśli nie zauważysz codziennych małych cudów, te duże nie zrobią na tobie najmniejszego wrażenia. Jeśli nie pogodzisz się sama ze sobą, nigdy nie będzie ci dobrze. Spełnione marzenia są cudowne, serio tak uważam, to najlepsze co może nam się w życiu zdarzyć, ale pod warunkiem, że to co jest TERAZ też cię cieszy, a kolejne spełnione marzenie dopełnia Twoje obecne szczęście.

A ja sobie marzę o drewnianym domu pod lasem gdzieś na Mazurach albo ewentualnie nad morzem, ale nie w kurorcie jakimś, tylko w zapadłej wiosce rybackiej (są jeszcze takie? takie z łodziami drewnianymi, chatami rybackimi i sieciami rzucanymi o 4 rano?) Marzy mi się stado sarenek czy innych bażantów wykradających mi moje własnymi rękami wyhodowane marchewki z ogródka. Marzy mi się błoto na drodze, bujany fotel na werandzie, święty spokój i dobre łącze internetowe, żeby na to wszystko zarobić ;) No marzy mi się jak diabli.

Ale ja wiem, że w tym drewnianym domu, z cholernym bażantem- złodziejem, z tymi nadżartymi marchewkami i w cholerę dobrym łączem będę nadal tym kim jestem teraz. W tym bujanym fotelu bujać się będą ze mną wszystkie moje lęki, kompleksy i tęsknoty.

Jest 6  rano. Ptaki napierniczają jak dzikie. Dzieci śpią. Woda bulgocze na piecyku. Czajnik robi cichutkie klik. Zaraz napiję się herbaty w moim ulubionym kubku. Podrapię kota za uchem, żeby zrobił mrr. Otworzę szeroko okno i wpuszczę pierwsze ciepłe promienie słońca. Wezmę głęboki wdech i poczuję jak pachnie świat o 6 rano w poniedziałek. Jest dobrze.

10 komentarzy:

  1. Coś w tym jest - samo spełnienie marzenia nie wystarczy, jeśli ktoś się ze sobą źle czuje. To pomoże na chwilę, jak plasterek na ranę, ale to organizm tę ranę leczy. Z marzeniami jest podobnie - dadzą na moment radość, może satysfakcję, ale jeśli nie przyniosą tego szczęścia, tej ulgi czy ukojenia, to coś jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, plasterek nie pomoże, jeżeli organizm sam się nie doleczy do końca.

      Usuń
  2. Pieknie... po co żyć od marzenia do marzenia zapominając o tym, co tu i teraz? Przecież życie trzeba przeżyć, a nie tylko "przemarzyć". Marzenia dają nam siłę i napędzja, pod warunkiem, że nie zapominamy o cieszeniu się życiem JUŻ.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm masz bardzo dużo racji w tym co piszesz. Mądrze podchodzisz do życia. Na pewno będę tutaj zaglać, bo blog robi się ciekawy i wartościowy. Pozdrawiam Z oslo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super przedstawione, podpisuję się pod tym wszystkim co napisałaś, z marzeniami naprawdę trzeba uważać ;)Pozdrawiam, Marzena WM

    OdpowiedzUsuń
  5. be careful what you wish :) a szczególnie lepiej wystrzegać się marzenia o tym, o czym marzą wszyscy - bo później zlądujemy na tych samych wczasach lestminet w zatłoczonym grajdole i kredytem na cięte z metra identyczne mieszkanie wielkości schowka na rowery na nowym, modnym osiedlu bez utwardzonej drogi dojazdowej ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger