moje top 10 na szybką poprawę nastroju.

Mówią, że płacz to coś dobrego. Mówią też, że płacz oczyszcza. Łzy wypłukują emocje nie tylko z oczu, ale też z serca. Mówią- jeśli ci źle, jeśli boli i uwiera, to idź się wypłacz, wykrzycz, wyj w poduszkę. Wyrycz się do samego dna, wywal emocje i będzie lepiej. Takie catharsis. Nie wiem. Na mnie to nie działa. Zawsze ze zdziwieniem słucham takich rad i zastanawiam się, jak rozsypanie się na kawałki może być dobre. To nie tak, że ja za wszelką cenę chcę udawać heroskę i nie uronić ani jednej łzy. Wręcz przeciwnie, daleko mi do heroski, ale ten moment, kiedy dzieje się coś złego i ja już czuję, już wiem, że tych łez nie powstrzymam, jest fatalny. Poddaję się wtedy bezsilności w 100% i nic nie zostaje z mojej siły i pewności siebie. Czy wiesz, że podobno kobiety nigdy nie płaczą, bo są smutne? Nie. Kobiety płaczą, bo są bezsilne. Tak mówią mądre książki. I ja się z tym zgadzam. Ze smutkiem sobie radzę, ze złością również. Bezsilność mnie obezwładnia. I wtedy płaczę. Po płaczu boli mnie głowa, jestem rozbita w pył i co jak co, ale żadnego catharsis nie odczuwam. 



Jako, że temat u mnie ostatnio na czasie, a bardzo, ale to bardzo, nie chcę się rozsypać, przygotowałam krótki subiektywny przewodnik po kobiecych poprawiaczach nastroju. Moje top 10, czyli jak zrobić sobie dobrze, kiedy dookoła szaleje burza.

1. Wieczór z filmem.

Kilka lat temu napisałabym dzień z filmami lub maraton filmowy, ale teraz, kiedy mam dwójkę dzieci na stanie, totalnie brakuje mi czasu na takie filmowe maratony. A szkoda. Może za parę lat, jak dziewczyny podrosną, we trzy zainstalujemy się z łóżku i odpalimy kilka familijnych kawałków. Chciałabym. Póki co zadowalam się filmem odpalonym wieczorem na laptopie. Leżę w łóżku, z kołdrę podciągniętą pod sam nos, obampulona jak gąsienica w kokonie i tylko mi te oczy wystają. Co by film widzieć, rozumiesz. A film koniecznie pozytywny, ale nie głupia komedia i nic o miłości, raczej coś o silnych kobietach, pokonanych przeciwnościach i o tym, że po nocy zawsze w końcu przychodzi świt. Takie silne, kobiece kino z pozytywnym przesłaniem. Działa jak terapia.

2. Jak nie film, to książka.

Dobra, wciągająca historia, która zainteresuje mnie na tyle, że będę w stanie oderwać się od swoich problemów. Choć na chwilę. Niektórzy lubię w ciężkich chwilach zatopić się w równie ciężką historię. To tak jak z muzyką- jeśli jest ci smutno, odpalasz łzawe kawałki. Żadne tam disco disco, tylko dwuminutowe zawodzenie o sensie istnienia. Pamiętam jak to było sto lat temu, kiedy byłam nastolatką i rzuciła mnie kolejna miłość mojego życia w tym miesiącu, zamykałam się w pokoju i naparzałam smutne nuty aż domownikom robiło się niedobrze, Dzisiaj szukam raczej podniesienia na duchu niż dodatkowego zdołowania. Książki wybieram o podobnej tematyce co filmy. Inspirujące, dająca kopa, zmuszające do refleksji, może być jakiś lekki kryminał. Nic ciężkiego. Muszę mieć naprawdę dobry dzień, żeby wgryźć się w książkę, która wywraca mnie emocjonalnie na drugą stronę.

3. Wino. 

Ewentualnie dobry likier czy domowa nalewka. Coś babskiego- o smaku kokosa czy cafe latte na przykład. Ajerkoniakiem też nie pogardzę. Nie żebym namawiała do regularnego poprawiania sobie w taki sposób nastroju czy do zalewania się w trupa- nie, nie nie!- ale kieliszeczek czy dwa raz na jakiś czas jeszcze nikomu nie zaszkodził. A najlepiej niech te dwa kieliszeczki wysączone zostaną w dobrym babskich towarzystwie, w trakcie plotek czy malowania sobie nawzajem paznokci. Na przykład.

4.  Dobre jedzenie.

Taa zaraz odezwą się głosy, że namawiam do zaburzeń odżywiania, bo kto to widział humor żarciem sobie poprawiać. Ale przyznać się tutaj, jedna z drugą, ile to razy miska ciepłego, pachnącego makaronu uratowała Ci życie? Zatopić się w fotelu z dobrą carbonarą i zjeść ją bez pośpiechu, na totalnym chillu, w ciszy i bez poganiania przez dzieci, kota, listonosza i sąsiadów... Czujesz to? To jest lepsze niż godzina na kozetce u terapeuty.

5. Lody.

No bo przecież lody to nie jedzenie ;) Lody to lody. Lekarstwo. Jeśli o mnie chodzi, powinno być zapisywana na receptę jako lek na wszystkie problemy- no prawie wszystkie. W chwilach kryzysowych jedzone w dużych ilościach prosto z pudełka. Doskonale działają w połączeniu z babskim filmem, pachnącą świeczką, ciepłym kocem i deszczem za oknem. Aha, i koniecznie niech dzieci już pójdą spać, bo inaczej obok Ciebie pojawią się dwie dodatkowe łyżeczki, a wtedy to już nie będzie lekarstwo, tylko walka o swoje ;)

6. Sprzątanie.

Uwielbiam to! Zawsze, kiedy w moim życiu zachodzą wielkie zmiany, kiedy czuję, że się duszę, kiedy potrzebuję zrobić duży krok naprzód- sprzątam. Ale nie tak, że kurze zetrę i podłogę zamiotę, tylko uprawiam sprzątanie level master. Wchodzę w każdy kąt, wyrzucam wszystkie rzeczy z szaf, szafek i szafeczek, wywracam dom niemal na drugą stronę. Każdą rzecz biorę do ręki, oglądam i pytam sama siebie czy rzeczywiście jest mi potrzebna. I wyrzucam. Wyrzucam na potęgę. Czasochłonne zajęcie, bo nie da się zrobić tego w ciągu jednego dnia, ale bardzo uwalniające.

7. Spa we własnej łazience.

Nic tak nie poprawia nastroju, jak godzina w łazience tylko dla mnie. Jest coś uzdrawiającego w tych wszystkich pachnących kolorowych pudełeczkach, słoiczkach i tubeczkach. I nawet jeśli wiem, że często działają jak placebo, bo jakoś wcale lepiej nie wyglądam po tej godzinnej łazienkowej sesji, to i tak to lubię- choćby za to, że robią mi dobrze na głowę. Peeling ciała i twarzy, balsam do ciała, maseczka na twarz, maska na włosy, krem na pięty, łokcie i paznokcie, serum pod oczy, na powieki i rzęsy, jedwab na końcówki, kolagen na usta.... wiesz o czym mówię.

8. Zakupy, czyli kolejna staroć w moim domu.
Tak, jestem typową babą i kocham zakupy. Torebki, szminki i lakiery do paznokci kupuję jednak tylko wtedy, kiedy muszę. Nie mam fioła na tym punkcie. Nie umawiam się z psiapsiółami na szoping. Zakupy, które najbardziej mnie relaksują, to kupowanie staroci. Uwielbiam antykwariaty, giełdy staroci i pchle targi. Bardzo żałuję, że nie ma u nas wyprzedaży garażowych. Podejrzewam, że byłabym stałym gościem. Jeśli aktualnie nie mam funduszy na zakupy, a zdarza się to nader często, radość sprawia mi samo oglądanie i chłonięcie tego retro klimatu. No kocham jak cholera.

9. Planszówki

Przyjemność, o której zapomniałam na długo, na zdecydowanie ZBYT długo. Nie takie stukanie pionkami po planszy, żaden chińczyk czy warcaby. Lubię wielowątkowe, wciągające na długie godziny gry przygodowe z ciekawą fabułą. Jeszcze pamiętam, jak mój pokój był centrum spotkań maniaków planszówek. Pamiętam te emocje i śmiechy do później nocy. Potem pojawiły się dzieci i zapomniałam, jaka to może być fajna rozrywka. Bardzo chciałabym, żeby moje córki złapały bakcyla. Czas najwyższy uzupełnić zapasy gier i zacząć grać. To jest o wiele ciekawsze niż jakieś bezduszne pukanie w kulki na fb (kojarzysz? mam wrażenie, że wszyscy teraz w te fejsbukowe kulki naparzają).

10. Przytulanie. 

Jeśli akurat nie masz męskiego ramienia gotowego służyć przytulasową terapią, miętol kota, psa, swoją mamę, przyjaciółkę, dzieci.... Czy wiesz, że regularne przytulanie obniża poziom stresu, rozluźnia napięte mięśnie i  wygładza rysy twarzy? Tyle dobrego! Najbardziej lubię obłożyć się moimi dziećmi z obu stron (akurat tyle mam. ha. ha. ha. taki żarcik) i dusić tak długo, jak długo mi na to pozwalają. Zazwyczaj trwa to jakieś 5 minut, w porywach do 6, ale dobre i to. :)

A Tobie co poprawia nastrój? 

26 komentarzy:

  1. U terapeuty nie lezy sie na kozetce tylko u psychiatry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko to o czym napisałaś wyżej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lody i przytulanie pomagają za każdym razem, a stres rozładowuje sprzątając :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie sprawdza się spacer, zmiana wystroju, przestawienie mebli. Trochę dziwne sposoby, ale dzialaja 😉 Choc wieczory z filmami i dobrym jedzeniem tez pomagaja ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestawienia mebli nie próbowałam, muszę wypróbować ten patent ;)

      Usuń
  5. Mój nastrój poprawia większość, jak nie wszystkie, z Twoich propozycji :D Film, przytulenie - uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepiej to film i przytulenie jednocześnie ;)

      Usuń
  6. Mi pomagają rozmowy z przyjaciółmi, albo medytacja, czasem czuję że muszę dać sobie wycisk na siłowni, ale grunt to nauczyć się kontrolować własne myśli, wtedy takich słabszych momentów w życiu jest znacznie mniej wiem po własnym przykładzie :) Na początku nie jest łatwo i cały czas nabieram wprawy, ale z czasem zauważam sporą różnicę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontrola nad swoimi myślami to bardzo ważna rzecz, ale czasami dookoła wali się i pali, i wtedy trzeba się jakoś wspomóc :) Wycisk fizyczny to też antydepresant; lubię niesamowicie wypocić stres :)

      Usuń
  7. Najpierw cisza. Tego najbardziej mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, cisza jest zbawienna, zwłaszcza jeśli na co dzień żyjemy w hałasie.

      Usuń
  8. U mnie sport, dużo sportu. Najlepiej sesja na worku bokserskim lub długie wybieganie. Poza tym książki i wino :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sportowe endorfinki też lubię. Bardzo, bardzo. :)

      Usuń
  9. U mnie zawsze humor poprawia mi książka , wtedy odizolowuje się od całego świata i czytając książkę, czuję jakbym ja była tym bohaterem w lekturze i przeżywała jego historię :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra wciągająca historia to świetna sprawa :)

      Usuń
  10. Co mi poprawia nastrój? Wino, dobre jedzenie w ilości DUŻO, słodycze, zakupy z mamą, wyjazd za miasto.
    Z nalewek lubię te domowe- owocowe, ale muszą być naprawdę dobre. Czasami potrzebuję takiego wyluzowania :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam czytać takie posty! <3 Osobiście poprawia mi nastrój spotkania ze znajomymi, bądź (tak jak wspominałaś) jakiś dobry film.
    Pozdrawiam! :)
    http://fangirlonblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, spotkania z ludźmi to też świetny sposób :)

      Usuń
  12. Dobra muzyka, wycieczka w góry, obcowanie z naturą, dobra książka, dobre jedzenie, rysowanie 😊

    www.kasinyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger