do połowy pełna.

Pewien stary Indianin Cherokee nauczał swoje wnuki. Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie odbywa się walka. To straszna walka.

Walczą dwa wilki:
Jeden reprezentuje strach, złość, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, urazę, poczucie niższości, kłamstwa, fałszywą dumę i poczucie wyższości.

Drugi to radość, zadowolenie, zgoda, pokój, miłość, nadzieja, akceptacja, chęć zrozumienia, hojność, prawda, życzliwość, współczucie i wiara.
Taka sama walka odbywa się wewnątrz was i każdej innej osoby.
Dzieci myślały o tym przez chwilę, po czym jedno z nich zapytało:
- Dziadku, a który wilk wygra?
- Ten, którego nakarmisz – odpowiedział stary Indianin."




Widzieć szklankę do połowy pełną. W każdej sytuacji. Zawsze. Wszędzie. Niezależnie od okoliczności.

Nawet nie wiesz, jakie to bywa trudne. Być tu i teraz. Nie wybiegać w przyszłość. Nie zadręczać się przeszłością. Nie martwić się tym, na co wpływu i tak nie ma.

Nie jestem urodzoną optymistką. Mam raczej tendencję do zamartwiania się na zapas, reżyserowania czarnych scenariuszy i wpadania w melancholię. Taki typ. To nie jest fajne. Zwłaszcza teraz, kiedy jestem mamą i w dużej mierze ode mnie zależy w jaki sposób moje dziewczyny będą patrzyły na świat. Dopóki byłam sama, mogłam sobie wpadać w doły i dołki do porzygu, ale teraz, kurde, mam dwa człowieki na stanie! Zależne ode mnie, wlepiające we mnie te swoje wielkie ślepia każdego dnia i chłonące jak pieruńska gąbka wszystko, co im pokazuję. A nie zawsze pokazuję im to, co chciałabym, żeby widziały...


Uczę się szczęścia. Pracuję nad sobą każdego dnia od nowa, żeby ludziom żyło się ze mną lepiej, a i mnie łatwiej i lżej będzie. To już się dzieje, wiesz? To działa. Tylko trzeba chcieć.

Kiedyś ciągle na coś czekałam. Wiosną na lato, latem na jesień, jesienią na zimę, zimą na wiosnę. Na słońce, kiedy padał deszcz. Na deszcz, kiedy świeciło słońce. Na Boże Narodzenie, kiedy trwała Wielkanoc. W środy czekałam na weekend, żeby gdzieś pojechać, w sobotę- na poniedziałek, żeby nadrobić zaległości w pracy. Czekałam aż schudnę, urosną mi paznokcie, grzywka i włosy na nogach. Zimą czekałam na pierwsze letnie pomidory, latem- na pierniczki ściągane z choinki. Czekałam na pierwszy pocałunek, randkę, na ślub i narodziny dzieci. A potem czekałam... aż skończą się kolki, ząbkowanie, nocne budzenie. Aż podrosną i będę miała czas dla siebie. Czekałam na idealny moment, żeby zrobić idealne zdjęcie. Czekałam na chwilę, która zdarzy mi się nareszcie, bo kiedyś przecież musi się zdarzyć, skoro ja tak czekam i czekam cierpliwie! To szczęście zawsze gdzieś tam się czaiło, ale jakoś nigdy nie rozgościło się na stałe.

Można umrzeć czekając na śmierć, jak to mawiała moja Babcia, a ja nigdy nie wiedziałam o co jej się rozchodzi. A jej się rozchodziło dokładnie o to samo, o co mnie się teraz rozchodzi. Tylko za głupia byłam, żeby zrozumieć. 

Na to szczęście czekałam jak na coś namacalnego, co pojawi się nagle, o czwartej po południu na przykład, jak listonosz z listem poleconym. Jak na coś, co samo przyjdzie i mnie w czoło stuknie. I oto jestem, powie. Na spokój w sercu, na pewność, że to ten moment, że wszystko jest na swoim miejscu, że nic nie muszę poprawiać.

Mnóstwo czasu zmarnowałam czekając. Nikt mi go zwróci, ale mogę zrobić co w mojej mocy, żeby już nie czekać. Może to kwestia wieku, doświadczenia, może strachu przed przemijaniem, a może poczucia odpowiedzialności za te dwie bździągwy, co to plastelinę właśnie w dywam wciskają... Może wszystkiego po trochu po prostu... ale dopiero teraz widzę wyraźnie ile mnie ominęło, kiedy ja trwałam czekając na to spełnienie, szczęście czekające tuż za rogiem. Zupełnie, jakbym zawiesiła się gdzieś pomiędzy tym co mam, a lepszą wersją mojego życia.

Zmęczyłam się sobą. 

Najważniejszym dla mnie odkryciem był fakt, że to czego się najbardziej boimy, nigdy się nie zdarza. Serio. Jak Boga kocham. Inne niefajne rzeczy się zdarzają, owszem, ale to czym zadręczałam się nie śpiąc po nocach, nie zdarzyło się nigdy. Poza tym wreszcie dotarło do mnie, że samo nic się nie zrobi. (tak, wiem, Ameryki nie odkryłam). Idealna chwila sama się nie znajdzie, szczęście i spokój nie obudzą mnie pewnego poranka śniadaniem do łóżka. Zawsze będzie coś nie tak. A to kurz na półkach, a to rozwolnienie u dzieci, pryszcz na czubku nosa, deszcz na Boże Narodzenie i śnieg w kwietniu, 5 kilo za dużo, odrosty na głowie, odpryśnięty lakier na małym palcu lewej stopy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie bardziej niż Ty. Mądrzejszy, zabawniejszy, szczuplejszy.

Narzuciłam sobie dyscyplinę w odczuwaniu szczęścia. Nigdy nie trafiało do mnie takie psychologiczne dziamdzianie (pieprzenie znaczy się), ale to, kurde blaszka, działa. Spróbuj, mówię Ci. Codziennie dzieją się cuda, jeśli tylko pozwolisz sobie je zauważyć. Moje życie jest dokładnie takie samo, jakie było rok temu, dwa lata temu. Ja jestem taka sama. Ale cuda namnożyły mi się tak, że czasami nie dowierzam.

Pierwszy łyk kawy o świcie. Wypity jeszcze z zamkniętym jednym okiem. Rozchodzi się po całym ciele i to jest przyjemność nie do pobicia. Śpiew ptaków, które o 6 rano w czerwcu na tej mojej wsi napierdzialają jak wściekłe. Gniazdo szpaków pół metra od okna mojej sypialni. Zapach świeżo skoszonej trawy. Cisza przed burzą i to powietrze chwilę po niej. Nic, tylko otwierać okna i wpuszczać do środka. Pomidory, czerwone i takie soczyste, że aż kapie po brodzie. Bose stopy mojej córki wystające spod kołdry. Piegi. Mąż, który podchodzi i mówi kocham cię, bo tak. Zielona herbata wypita w moim ulubionym kubku z kokardką na górze. Stos babskich gazet ułożonych równo obok mojego łóżka. I wolny wieczór, żeby je przejrzeć, bo dzieci wcześniej poszły spać. Małe buzie brudne od czekolady. Maseczka z błota na twarzy. Trzecia część Bridget obejrzana w spokoju bez mamo-siku-mamo-piciu. Paczka z allegro z kolejną miską do kolekcji (kiedyś pod nimi utoniemy, ale nic to). Obrazek narysowany małą łapką. Lody z polewą tiramisu w upalny dzień. Słoneczniki. Malwy. I piwonie. I to, że mam tylko pękniętą torebkę stawową. Naprawi się. Mogło być gorzej.

Mam szczęście. :)

A Ty? Którego wilka dziś nakarmisz? 


14 komentarzy:

  1. Hej musisz byc strasznie fajna babka! :) Piszesz bez nadecia o waznych rzeczach, ciekawie sie blog zapowiada. Jestes na fb? ps. przepraszam za brak pol znakow, pisze z niemieckiej klawiatury. Jula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog nie ma fp. Mnie można znaleźć pod Anika Pietruszko. Dziękuję za miły komentarz :)

      Usuń
    2. Przychylam się do opinii Anonimowego :)

      Usuń
  2. Jak ja Ciebie świetnie rozumiem. Była urodzoną pesymistką, zadręczałam się pisaniem czarnych scenariuszy, a to "o czym zadręczałam się nie śpiąc po nocach, nie zdarzyło się nigdy." Mam też za sobą etap czekania, ciągłego czekania na coś. Pisałam też u siebie na blogu o tym wielokrotnie. Kluczem do zaznania szczęścia jest życie chwilą i nie myślenie na zapas oraz nie planowanie niczego. Prawda głosi: powiedz Bogu o swoich planach, żeby go rozśmieszyć. Tak jest. Życie trzeba przyjmować takim jakim jest i czerpać z niego. Jeśli sami nie zaczniemy doszukiwać się dobra w tym co nas spotyka, to i tak nigdy go nie zaznamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zawsze powtarzam, ze należy widzieć szklankę do połowy pustą. Po co psuć sobie przyszłość myślami :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jednak widzisz szklankę pełną do połowy ;)

      Usuń
  4. Też mam szczęście. Musiało się wiele w moim życiu wydarzyć, że by to zrozumieć. Rak pokazał mi, że każda chwila jest cenna, żadna się nie powtórzy i w każdej jednej można znaleźć jakieś dobro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz. Czasami trzeba dostać mocno w tyłek, żeby docenić to co się ma.

      Usuń
  5. Pięknie napisane. Najczęstsze chyba oczekiwanie, z którym się spotykam, to czekanie na lato, wiosnę. Jak jest lato, to jest za ciepło i czeka się na jesień. i tak bez końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez sensu tak czekać. Życie można stracić czekając :)

      Usuń
  6. Zawsze trzeba spoglądać z optymizmem, Ci którzy tego nie robią nie robią kroku naprzód. ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger