10 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie pierwszych dwóch lat macierzyństwa.

Niedawno minęły dwa lata mojego podwójnego macierzyństwa. Dwa lata! Kiedy, jak się pytam, to zleciało?! Można uznać, że ten najwcześniejszy okres dzieciństwa mamy już za sobą. Z jednej strony wielkie uff, bo łatwo nie było, a z drugiej trochę szkoda, że czas tak szybko ucieka i nie mam już w domu słodkiego niemowlaka... Zabij mnie, ale nie wiem kiedy to się stało, naprawdę. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj obie były takie malutkie, jeszcze wczoraj kupowałam śpioszki w rozmiarze 62, wyparzałam butelki, masowałam brzuszki i cieszyłam się z pierwszego "agugu". A dzisiaj starsza z impetem zamyka drzwi do swojego pokoju, nakłada na uszy słuchawki z muzyką i zatapia się w swoich myślach. Zakłada moje buty i mówi "o, pasują". Podbiera mi moją najlepszą wyjściową torebkę, kiedy idzie na szkolną dyskotekę. A młodsza? Daj spokój... To już nie jest mała różowa kuleczka, która nieporadnie toczyła se po domu. Zamienia się w dziewczynkę z dwoma warkoczykami na głowie, dumnie pchającą przed sobą wózek z laleczkową córką. Kiedy one się tak zmieniły? Bo na pewno nie wtedy, kiedy wycierałam im te zasmarkane nosy, zmieniałam pampersy  i tuliłam przed snem. Na pewno nie wtedy... No ale nie o tym miało być. Jako że jestem poniekąd na świeżo, postanowiłam przygotować dla Ciebie mocno subiektywny spis 10 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie pierwszych dwóch lat z moimi córkami.



1. BIAŁY SZUM.
 Moje drugie dziecko jest z gatunku tych nieśpiących. Po luksusie, jaki zafundowała mi pierwsza córka, która jako niemowlę tylko spała i jadła z przerwami na kupkę, druga była niczym prawdziwe tornado, które wpadło do naszego domu i wywróciło wszystko do góry nogami. Od pierwszego dnia nie lubiła spać. Nie przesadzam. Już na sali noworodkowej, kiedy reszta bobasów smacznie spała, ona albo się darła, albo wisiała na mnie i nie spała. Nie spała również w domu, nie spała na spacerze, nie spała w dzień, nie spała w nocy, nie spała, nie spała.... Jej drzemki trwały po 15 minut i poprzedzone były dwugodzinnym usypianiem. I tak przez pierwsze 7-8 miesięcy. Gdyby nie szum, pewnie byśmy oszaleli. Wcześniej nie wierzyłam, ale to jednak prawda, że dzieci lubi jak im coś szumi. Dźwięk suszarki do włosów, odkurzacza, kapiącego deszczu, biały szum z youtube , miś whisbear -to pomaga, serio.




2.  LAKTATOR.
Przy pierwszej córce nie był mi w ogóle potrzebny, za to przy drugiej używałam go praktycznie codziennie przez cały pierwszy rok. Dzień w dzień, noc w noc. Niezastąpiony przy nawałach, zastojach, stanach zapalnych oraz wtedy, kiedy bufet pękał w szwach, a dziecko nie miało życzenia jeść na ten przykład. Wiele moich koleżanek, które mają malutkie dzieci lub dopiero spodziewają się dziecka, pytają mnie (jako tę doświadczoną matkę karmiącą, co to już dwa lata swoje mleczne usługi oferuje ;) ) jaki laktator wybrać. Ręczny czy elektryczny? Takiej firmy czy innej? Tani czy drogi? Powiem tak. Naprawdę trudno jest znaleźć dobry laktator ręczny. Jest to możliwe, ale trzeba sparzyć się na wielu kiepskich laktatorach, żeby znaleźć ten właściwy. Gdybym miała kupować laktator teraz, to zdecydowałabym się ponownie na Medela Swing. Komfort użytkowania ogromny.




3. NIANIA ELEKTRONICZNA.
Niezastąpiona, jeśli tak jak ja, masz mieszkanie dwupoziomowe albo dziecko śpi w osobnym pokoju. Przy starszej córce używana dosłownie codziennie przez 3 lata. Nie wyobrażałam sobie bez niej wieczorów czy nocy. Przy młodszej nie została użyta ani razu, bo mała funkcjonowała na mnie 24/7, także tego... Gdybym miała teraz kupować nianię, zdecydowałabym się na model z kamerką i monitorem oddechu. To ogromna wygoda nie wstawać w nocy do dziecka tylko dlatego, że usłyszało się podejrzany dźwięk. Wystarczy spojrzeć w kamerkę.
(źródło zdjęcia)


4. TERMOFOR.
O. Mój. Boże. Nikomu nie życzę, aby jego dziecko miało takie kolki, jakie miała młodsza przez pierwsze pół roku swojego życia. To była jazda bez trzymanki. Rollercoaster. Każdego ranka już stresowałam się myśląc o tym, co się będzie działo po południu i wieczorem. I czy będzie bardzo źle czy tylko źle. Termofor był w użyciu codziennie przez ponad 6 miesięcy. Rozgrzewał brzuszek i chociaż trochę pomagał ulżyć w bólach. Przetestowaliśmy kilka rodzajów termoforów i zdecydowanie najlepiej służył nam ten wypełniony pestkami wiśni. Wkładasz na kilka minut do piekarnika lub mikrofalówki, a pestki trzymają potem ciepło bardzo długo. Ten termofor z firmy Boscas jest uroczy i niezwykle wytrzymały.
(źródło zdjęcia)


5. DOMOWA APTECZKA.
Espumisan, Delicol i Paracetamol wraz z ciepłym termoforem to był nierozerwalny team... Zawsze pod ręką, w gotowości bojowej, bo gdyby nie ten zestaw, to daję słowo, wyłysiałabym z nerwów. Używane niemal codziennie przez 6-7 miesięcy.
(źródło zdjęcia)


6. KOCYKI.
Ok. Przyznaję się bez bicia. Mam konkretnego fioła na punkcie kocy, kocyków, kocyczków, pledów, okryć, swetrów, kap, narzut etc. Muszę się mocno hamować, żeby nie kupować każdego, który wpadnie mi w oko. W każdym razie kocyki u  nas są na topie po dziś dzień. Mam inny kocyk na wiosnę, lato, jesień i zimę. Do wieczornego zasypiania i do dziennej drzemki. Kocyk do wózka i kocyk do ogrodu. Kocyk do tulenia i kocyk do położenia na podłogę... Moje ulubione to ten, ten, ten. A marzę o tym, ehh..
(źródło zdjęcia)



7. SOPHIE.
Oj, ile ja się naczytałam i nasłuchałam, że po co tyle pieniędzy na zwykły gryzak. Że to zabawka dla snobów. Że to przesada. Że wymyślam. Że za tyle kasy to można kupić dziesięć gryzaków w markecie. Głosy umilkły, kiedy okazało się, że Sophie to był jedyny gryzak, który faktycznie przynosił ulgę. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale od momentu, kiedy mała dostała swoją Sophie, inne gryzaki rzuciła w kąt i widać było, że to naprawdę działa. Do dzisiaj nie zgłębiłam fenomenu tego kawałka francuskiej gumy, ale na bolesne ząbkowanie- ideał.



8. MISIE.
Mała, w przeciwieństwie do swojej starszej siostry, kocha pluszaki. Misie, kotki, pieski, myszki i inne huncwoty towarzyszą jej od urodzenia i żaden spacer, wyjazd, wizyta u lekarza, zjedzenie obiadu czy zwykłe codzienne zasypianie nie może się odbyć bez jakiegoś futrzastego stwora. Tuli je, głaszcze, pokazuje oko i nos, i przemawia do nich w swoim tylko znanym języku. Hitem jest miś o zapachu mamy z firmy Boskas. Nie da się go nie kochać :)





9. KSIĄŻECZKI.
To jest coś, co najmocniej łączy obie moje córki. Książki. Najlepiej takie mocno kontrastowe, czarno-białe, koniecznie z grubymi okładkami odpornymi na ciekawskie małe rączki. Mała miała 2 miesiące, kiedy dostała swoją pierwszą książeczkę, potem kolejną i kolejną, każdą dopasowaną do swojego aktualnego wieku. Wersje wodoodporne do kąpieli pozwoliły nam oswoić nielubianą od samego początku wanienkę. Książeczki to była jedna z tych rzeczy, które potrafiły skutecznie ukoić ból zaraz po szczepieniu albo odwrócić uwagę wtedy, kiedy to było potrzebne. Kontrastowe tu, wodoodporne tu.






10. SZELKI.
Kolejna z tych rzeczy, które wydawały mi się zupełnie zbędne. Momentami nawet uważam takie rozwiązanie za dziwactwo. Jak to zwykle bywa finalnie okazały się prawdziwym kołem ratunkowym. Mała chodzić zaczęła późno, miała już ponad rok, i na początku miała ogromne trudności w utrzymywaniu równowagi. Jednocześnie bardzo chciała wejść wszędzie tam, gdzie jej wejść nie wolno i zajrzeć w każde miejsce, do którego zaglądać nie powinna. Szelki wiele razy uratowały jej mały nosek przed totalnym rozbiciem, a mnie przed chorobą nerwową. Szelek używamy nadal, nie jakoś specjalnie często, ale zdarza się, że zakładamy je, kiedy wybieramy się spacer, a mała nie chce nas trzymać za rękę. Mam wtedy pewność, że nie wbiegnie nagle na ulicę.


A Ty? Dodałabyś coś do mojej listy? :)

36 komentarzy:

  1. Ciekawie i z miłością to wszystko opisałaś, przyjemnie się czyta :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi właśnie mija rok macierzyństwa i szczerze mówiąc z Twojego zestawu niezbędne są u nas tylko książeczki :) Moim must have są bluzki do karmienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bluzki i sukienki do karmienia to podstawa mojego ubioru już od dwóch lat ;)

      Usuń
  3. Mnie najbardziej podoba się ten termofor, sama bym przygarnęła. ;-) SD.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do tych szelek jestem wrogo nastawiona, nigdy bym nie nałożyła ich swoim dzieciom, bo to nie psy !

    Mój blog, zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ludzi, tyle opinii. Też byłam wrogo nastawiona, dopóki szelki nie uratowały głowy mojego dziecka ;)

      Usuń
  5. Świetny i bardzo przydatny post! ;)
    http://kerolweber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że poradziłaś sobie jako matka i że dzielisz się tymi doświadczeniami z innymi. Może ktoś też się zainspiruje! Życzę szczęśliwego dzieciństwa Twoim, ale też wszystkim dzieciom :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Swietne gadzety zwlaszcza bialy szum ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj kocyczki to i ja lubię. Ten drugi naprawdę świetny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocyki to sama przyjemność, zwłaszcza jesienią i zimą :)

      Usuń
  9. Ja bym dodał płytę z kołysankami Grzegorza Turnaua i Magdy Umer. Nasza Tośka uwielbia ich słuchać przed snem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne są te kołysanki :) Żałuję, że moje córki nie chcą ich słuchać...

      Usuń
  10. Sama jeszcze nie mam dzieci, więc co do szelek, na razie uważam tak samo jak Ty wcześniej, że to dziwactwo. Ale domyślam się jak bardzo to pomaga w pilnowaniu dziecka. I jak często chroni przed nieszczęściem. Dlatego tak jak teraz, kiedy widzę mamę ze swoim dzieckiem na szelkach - powtarzam, że ja tak nigdy nie będę. Tak wiem, że jak przyjdzie co do czego pewnie zmienię zdanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nas Szumiś po prostu uratował. To totalny hit i polecam każdemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas szum również zdziałał cuda, więc coś w tym jest :)

      Usuń
  12. Mam wiele rzeczy z tej listy....nie mam szelek. Ale mam szumisia.....i naprawdę podziwiam rodziców, którzy potrafią spać w tym szumie. Ja nie dałam rady. Więc nasz szumiś poszedł w odstawkę...;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Apteczka to podstawa w każdym domu. U mnie na pierwszym miejscu jest monitor oddechu. U nas była to Snuza przypinana do pieluszki. Przynajmniej mogla spokojnie zmrużyć oko przy moim wcześniaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będę mieć kiedyś 3 dziecko, to z całą pewnością kupię monitor oddechu.

      Usuń
  14. Ja obeszłam się całkowicie bez laktatora, niani, czy szumisia , ale to tak jak piszesz - każde dziecko jest inne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Wiele z tych rzeczy, które przydały mi się przy pierwszym dziecku, przy drugim nie było potrzebne i na odwrót.

      Usuń
  15. macierzyństwo staje się o wiele prostsze z pomocą z tych rzeczy : )

    OdpowiedzUsuń
  16. super wpis dla początkujących jak i tych doświadczonych mam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Te książeczki widziałam w domach wielu maluchów. Wydają się być naprawdę dobre dla dziecka :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger