heheszki, czyli o tym, że wszystko zaczyna się w głowie.


Boki zrywać, naprawdę. Ubaw po pachy. Akurat teraz, kiedy plany były wielkie, marzenia do zrealizowania takie niby zwykłe, bo i piknik na plaży miał być, i wycieczki rowerowe, i rajd po okolicznych jarmarkach staroci... normalne takie, ale micha cieszyła się na samą myśl o tegorocznym lecie. Teraz, po przeleżanej ciąży, po względnym odchowaniu najmłodszego stwora... Teraz, kiedy nareszcie MOGĘ! Kurdę, nic nie mogę. Los ma wyjątkowo przewrotne poczucie humoru. Czarne wręcz powiedziałabym. Ale czego ja chcę. Podobno ja też mam dziwne poczucie humoru, także tego... tam, gdzie inni żartu nie widzą, ja umieram ze śmiechu u na odwrót. Żart na moją miarę uszyty.

Ha. ha. ha.

No. To się pośmialim, pożartowalim, a teraz do sedna. Ledwo rok szkolny się skończył. Ledwo wybrzmiał ostatni dzwonek. Ledwo starsza córa świadectwo do domu przytachała. I trach. Szlag moje kolano trafił. W szczegóły wdawała się nie będę; starczy tylko jak powiem, że lato mam z głowy. Siedzę ci ja niczym ta kwoka wysiadująca jaja, z nogą wystawioną jak
 lufa armatnia, nadęta i wściekła na cały świat. Na siebie samą chyba najbardziej. Że mi się toto przydarzyło. Wyjątkowa heheszki, jakby to starsza moja ujęła, że ja i moje adhd realizować się możemy li i jedynie siedząc na kanapie...

I takie refleksje mnie naszły między jednym wkurwem a drugim... że po kiego ja się tak wściekam?? Rozejrzyj się, babo, dookoła, a potem rąbnij czymś ciężkim w ten pusty łeb! To tylko kolano. Nie rak, nie odcięta noga, nie wyrok! A ja zachowuję się, jakby świat się skończył. Jakby już żadnego spaceru, żadnej wycieczki i randki z mężem nie było. Da się to ogarnąć przecież. Kilka tygodni i będzie jak nowe. Mogło być gorzej. Znacznie gorzej. Siedzisz na wygodnej kanapie, soczki, sroczki i herbatki ci donoszą, poduszki pod dupskiem poprawiają, dzieciami się zajmują. Doceń to, że są wokół ludzie, którzy ci te poddupniki poprawią, doceń zamiast wkurzać się, że sama tego nie możesz zrobić. Mogło ich nie być. Mogłaś być sama.

Moja mama, a wcześniej babcia kochana, często powtarzały- chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach. Te słowa padały zazwyczaj wtedy, kiedy z wypiekami na twarzy i dziko błyszczącymi oczyma opowiadałam co zrobię, kiedy i jak, dokładnie wszystko zaplanowane miałam co do minuty, ba! co o sekundy nawet. A wtedy to spojrzenie pełne politowania, rzucone spokojnie znad okrągłych niczym okulary Lennona okularków babci, i te słowa właśnie... A ja wiadomo nadymałam się jak mała purchawka co to zaraz ma pęknąć na pierdyliard kawałków i oburzenie wielkie, bo jak to, przecież ja mam plany. JA wiem jak będzie. No i co? No i zazwyczaj to One miały rację. Z moich planów, tak skrupulatnie snutych, albo wychodziło wielkie jajo, znaczy się nic nie wychodziło, albo coś zupełnie innego i to zupełnie inne  wcale nie było gorsze od tego, co sobie pierwotnie umyśliłam. Inne było po prostu. Ale to dopiero po czasie człowiek dostrzega, po wielu latach, że to ja się myliłam, że to ja śmiesznie policzki nadymałam w tej złości mojej bezsensownej i że... plan B czasami okazuje się lepszą wersją planu A. Tylko otworzyć głowę trzeba i nie trzymać się kurczowo tego, co i tak już nie jest do uratowania.

Wszystko jest kwestią nastawienia. I tej otwartej głowy właśnie. Tak myślę. Tylko i wyłącznie my decydujemy jak zareagujemy na daną sytuację. Dzieje się coś i tutaj podejmujemy decyzję świadomie lub mniej świadomie, ale podejmujemy ją zawsze. Szczęście to nie tylko to, co nas spotyka, ale też (a może przede wszystkim) świadomy wybór.

Stało się. Jakie mam opcje?
Mogę siedzieć jak purchawka na kanapie i z miną zawodowego zabójcy celować tą moją nieszczęsną nogą w każdego, kto mi się nawinie, posyłając serię jadu i złośliwości. Mogę
wkurzać się na cały świat, że lato mi ucieka. Mogę ryczeć w głos i zepsuć wszystkim wakacje.

Mogę, tylko po co.
Mogę też przyjąć spokojnie to co się stało, odetchnąć głęboko kilka razy i wykorzystać najlepiej jak się da ten przymusowy przystanek. Wszystko zaczyna się w głowie.

4 komentarze:

  1. To prawda, wszystko zaczyna sie w głowie - jak bedziesz pozytywnie myślec to wszystko fajnie sie ułoży - ja w pierwszej ciazy o mało deprechy nie dostałam przez to, ze 3 mce musiałam lezec plackiem, a w drugiej ciazy przyjęłam to na spokojnie i 4 mce minęły szybko ☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz... ja przeleżałam prawie całą drugą ciążę, dlatego teraz każde unieruchomienie wywołuje we mnie mordercze instynkty ;)

      Usuń
  2. O matko! Powróciły moje wspomnienia sprzed dziesięciu lat, skończyłam podobnie!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger