października 24, 2017

mm vs kp- jestem z obu obozów

Powstały dwa obozy, które mam wrażenie zwalczają się wzajemnie i usiłują przeforsować prawdę, która jest bardziej mojsza niż twojsza. Karmisz piersią ponad rok? Wariatka! Karmisz mm? Wyrodna! A nie można by tak się wspierać? Albo jeśli nie wspierać, to chociaż nie dołować, nie obrażać, nie gnoić? Jestem zarówno z jednego obozu, jak i z drugiego. Tak wyszło. Jestem więc mm, czyli wyrodna i kp, czyli wariatka karmiąca już ponad dwa lata. Mam dwie córki. Starszą karmiłam piersią jakieś... 2 tygodnie. Może nawet krócej. Młodszą karmię nieprzerwanie od pierwszej minuty jej życia aż do dnia dzisiejszego.



Dlaczego tak?




10 lat temu byłam młoda i głupia. Nie boję się otwarcie przyznać, że ciąża zaskoczyła mnie w samym środeczku najlepszej studenckiej zabawy. Oczywiście, że chciałam dla dziecka jak najlepiej, ale byłam niedoświadczona zupełnie, ślepo wsłuchana w głosy lekarzy, pielęgniarek i położnych. A te głosy często brzmiały zupełnie różnie. Aha i był jeszcze jeden głos- ten mojej mamy. Tak, mama również nie potrafiła mnie wesprzeć w kwestii laktacji. Może dlatego, że sama 30 lat temu tego wsparcia nie dostała? Kiedy urodziłam starszą córkę, nie było NIKOGO kto pomógłby mi karmić naturalnie. Nie wiedziałam wtedy, że mleko nie od razu płynie wartkim strumieniem, że czasami trzeba poczekać na jego pojawienie się  i wreszcie uwierzyłam, że moje piersi nie są stworzone do produkcji mleka. Coś takiego usłyszałam kilka godzin po porodzie od położnej. Tak bardzo wbiło mi się w głowę to niszczące zdanie, że zablokowałam się na amen. Ani kropli. Nic. Null. Pustka i totalna Sahara. Próbowałam coś zrobić. Walczyłam o to mleko, bo wiedziałam, że jest najlepsze dla mojego dziecka. Przystawiałam, piłam hektolitry karmi i ryczałam razem z córką. Stres, karcące spojrzenia pielęgniarek, córka która leciała z wagi na łeb na szyję i uwagi mojej mamy, która stwierdziła, że skoro ona mleka nie miała, to i ja pewnie nie mam. Bo to genetyczne jest. (ehh) Mam się przestać wygłupiać i dać dziecku butlę. Natychmiast, do ciężkiej cholery! Bo płacze. Bo głodne. Bo jestem be i jak mogę głodzić to małe stworzenie. Dałam butlę. Ryczałam potem w szpitalnej łazience i miałam tak ogromne poczucie porażki, że do dzisiaj chce mi się wyć jak o tym pomyślę. 




Okazało się, że córka płakała, bo była chora. 




Nie z głodu. Nie dlatego, że w moim mniemaniu byłam fatalną matką. Urodziła się z wrodzonym zapaleniem płuc i do dlatego była niespokojna i nie potrafiła ssać. Szkoda, że diagnoza nie została postawiona od razy, tylko pozwolona nam obu męczyć się prawie dwie dobry, ale to już temat na zupełnie inną historię... Wtedy było już za późno. Pokochała butelkę, na piersi nawet nie spojrzała. Pierwsze 3 tygodnie swojego życia spędziła w szpitalu, a tam wiadomo... warunki do spokojnego rozkwitu laktacji poniżej zera. Dno i muł rzekłabym. Zero wsparcia ze strony personelu, wręcz patrzono na mnie z dezaprobatą, kiedy walczyłam o mleko. Zewsząd słyszałam, że po co ja się wysilam, skoro jestem jedną z tych matek, które NIE POTRAFIĄ wyprodukować mleka.  8 lat później znowu byłam w ciąży. Tym razem mądrzejsza o 8 lat doświadczenia, mocniejsza, bardziej asertywna. Wiedziałam, że chcę karmić i będę karmić. Koniec, kropka. Nie ma innej opcji. Bardzo pomógł mi blog Hafiji- polecam każdej mamie, która chce karmić naturalnie. Urodziłam drugą córkę, która chwilę po urodzenia zadziwiła całą ekipę znajdującą się razem ze mną na porodówce. Dopełzła do piersi i zaczęła ssać. Jak zaczęła ssać, tak ssie do tej pory ;) Oczywiście nie ominął mnie problem braku mleka. To, że Mała ssała, nie oznacza że miała co ssać. Przez cały trzydniowy pobyt w szpitalu nie miałam ani kropli mleka. Myślałam: znowu to samo.....




Laktacja zaczyna się w głowie.


Mała płakała po nocach, bo była głodna. Ja płakałam, bo nie mogłam jej nakarmić. Z zazdrością patrzyłam na koleżankę ze szpitalnej sali, która narzekała, że zalewa ją mleko i co ona ma biedna zrobić. Tym razem jednak trafiłam na super położne. Zdanie, które wtedy usłyszałam od jednej z nich, pomogło mi uwierzyć że mi się uda. "Chcesz, dziewczyno, karmić? To będziesz. Jak się chce, to mleko będzie. LAKTACJA ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE". Nie chcieli nawet słyszeć o dokarmianiu. Chwilami byłam nawet zła, bo Mała płacze, a oni nie chcą podać butli... Z perspektywy czasu widzę, że dobrze robili. Córa wisiała na mnie non stop przez 3 pierwsze doby życia. Pisząc non stop mam na myśli naprawdę NON STOP. Był problem ze skorzystanie z toalety. Był problem z przebraniem się. Nie chciała leżeć w swoim szpitalnym łóżeczku. Tylko na mnie, ze mną, przy mnie. Mądre dziecko. Wiedziało co robi. Tak skubana rozkręciła laktację, że wystarczyłoby dla całej ekipy wieloraczków. Nasza kraina mlekiem płynąca nie była usiana różami. Miałam pogryzione sutki (tu polecam maść Malatan- pomaga!), miałam kilka razy zapalanie piersi (rozbite liście kapusty czynią cuda ;) ), miałam dośc, kiedy Mała chciała jeść do 30 minut przez całą dobę. Jednak teraz, po 2,5 roku, kiedy nasze cycusiowanie dobiega końca (karmienie tylko na wieczór do spania), czuję dumę, że się nie poddałam. Czy po ponad dwóch latach karmienia piersią małej cyckoholiczki można mieć dosyć? Można. Czy można chcieć wreszcie raz na zawsze odzyskać swoje piersi i mieć je tylko dla siebie? Można.  Czy można czuć smutek na myśl, że ta piękna historia się kończy? Można. 


Mamo. Nie słuchaj, że jeżeli pierwszego dziecka nie udało się karmić, to drugiego też się nie uda. Bujdy. Wszystko zaczyna się w głowie. Jestem tego najlepszym przykładem.

A nawet jeśli...

Nawet jeśli sama rzucisz karmienie piersią, nawet jeśli sama wybierzesz butelkę dla swojego dziecka, to co z tego? Miłość i tak jest w tym wszystkim najważniejsza, a ta nie jest zależna od sposobu, w jakim karmisz:)


...

Zapraszam na blog Karoliny, gdzie produkuję się gościnnie ;) klik

50 komentarzy:

  1. Niestety nie mam doświadczeń w tym konkretnym przypadku, ale jak dla mnie podobno dylematy, podziały i obrzucanie błotem to po prostu okrutna, nomen omen, dziecinada.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem w temacie, ale dobrze wiedzieć na przyszłość. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Macierzyństwo to nie prosta sprawa :) Ale ten uśmiech wynagradza chyba wszystko :)
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam podobną historię. Przy pierwszej córce podobno zbyt mało pokarmu i mm wprowadzone jeszcze w szpitalu - późniejsze 3 miesiące walki o karmienie naturalne były na nic. Przy drugiej pannie mój stanowczy zakaz dokarmiania, gdy po porodzie nie byłam w stanie się podnieść i karmić - maluch kwękał przez godzinkę, mnie wzmocniono kroplówką i mleczna droga trwa 17 miesięcy bez żadnych kryzysów.
    Jednak to postawa i nastawienie są kluczowe - a ciężko o siłę i determinację przy pierwszym dziecku. Sugestie personelu bierze się wtedy bardzo serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastawienie, spokój i wsparcie- to podstawa. :) Cieszę się, że się Wam udało :)

      Usuń
  5. Różne się to układa, ale nie podobają mi się takie nagonki i podziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety zawsze powinny się wspierać, niezależnie od swoich przekonań i decyzji, jakie podejmują.

      Usuń
  6. Zgadzam się- laktacja zaczyna się w głowie. Ja miałam szczęscie- w obu ciążach mleko miałam już od połowy i po porodzie mogłam przystawić od razu (no prawie, bo pierwsza zakończyła się cc) dzieci do piersi. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że może się nie udać, więc oprócz małych problemów z techniką, innych nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miałąm mało pokarmu! na początku karmiłam jednak naturalnie, próbowałam, ale po 3 miesiącach męki odpuściłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty walczyłaś dłużej niż ja. Ja poddałam się wcześniej. Bywa i tak.

      Usuń
  8. Karmienie rzeczywiście zaczyna się w głowie. Nie uczestniczę w żadnych wojnach, czasem mi się nie podoba zachowanie i jednej i drugiej strony. Trzeba wspierać mamę, ale nie zmuszać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również wojenki są obce. Rozumiem, że różnie się układa i najważniejsze jest w tym okresie wsparcie, a nie kąśliwe uwagi.

      Usuń
  9. Zgadzam się z tym, że kobiety nie dostają odpowiedniej pomocy w zakresie laktacji! Należy to zmienić i to się dzieje, tylko powoli JR

    OdpowiedzUsuń
  10. to decyzja każdej kobiety. wiadomo, że mleko matki jest zdrowsze ale z drugiej strony to nie powód, żeby tę kobietę zmuszać, jeżeli nie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Natomiast jeśli kobieta chce karmić piersią, powinna otrzymać odpowiednią pomoc oraz wsparcie w tym zakresie.

      Usuń
  11. Do wszystkiego powinniśmy podchodzić z indywidualnej perspektywy, nie ma jedynie słusznych dróg, także w macierzyństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Dlatego indywidualne decyzje mamy, także te dotyczące karmienia dziecka, nigdy nie powinny być negatywnie komentowane przez otoczenie.

      Usuń
  12. A czemu najeżdżasz na kobiety które karmią mm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W którym miejscy najeżdżam? Sama starszą córkę karmiłam mm, więc musiałabym najeżdżać sama na siebie. Odsyłam do ostatniego zdania, które napisałam "Nawet jeśli sama rzucisz karmienie piersią, nawet jeśli sama wybierzesz butelkę dla swojego dziecka, to co z tego? Miłość i tak jest w tym wszystkim najważniejsza, a ta nie jest zależna od sposobu, w jakim karmisz:)"

      Usuń
    2. Chwalisz się że karmisz piersią 2 lata. To jest najeżdżanie.

      Usuń
    3. I o tym właśnie napisałam. Po co te wojenki? Kobieta, która karmi piersią, nie może się do tego głośno przyznać, bo się "chwali". Kobieta, która karmi butelką, dostaje po głowie od mam kp itd. Po co to?

      Usuń
  13. Ja nie mam dzieci, ale temat mi bliski, bo ostatnio wokoło mnie mnóstwo świeżo upieczonych mam. No i dyskusje o laktacji... Ja chyba też jestem z obu obozów, a chyba najlepiej bym założyła TRZECI OBÓZ: "STOSUJEMY ZDROWY ROZSĄDEK". Na szczęście kobiety, które mnie otaczają chyba się właśnie do tego obozu zapisały:) Zazwyczaj hcą dla dziecka jak najlepiej, chcą karmić piersią,a le jeżeli nie mogą z powodów zdrowotnych, czy innych (zawodowych), to szukają innych rozwiązań. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne podejście, podoba mi się ten trzeci obóz :)

      Usuń
  14. Również jestem z obu obozów. Nie miałam super dużo pokarmu i nie wyobrażałam sobei siedzieć non stop z cycem na wierzchu bo moje dziecko domagało się jeść. Dlatego nie żałuję dokarmiania mm

    OdpowiedzUsuń
  15. Z jednym dzieckiem miałam mało mleka z drugim bardzo dużo. Nie wiem z czego to się bierze, ale pomocy nie otrzymałam za wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było tak samo i wynikało z blokady psychicznej. Uwierzyłam, że mam mało mleka i faktycznie miałam mało.

      Usuń
    2. Musisz sluchac przede wszystkm swojego serca, bo to Ty będziesz później siebie rozliczać.

      Usuń
  16. Dokładnie w punkt! Ja również jestem tego zdania, że wszystko siedzi w głowie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystko siedzi w głowie, to fakt :) Grunt to podejść do tego na spokojnie. Na początku mleka jest bardzo mało, bo dziecko ma żołądek bardzo malutki. Dlatego tego mleka de facto praktycznie nie widać, więc jeżeli przeczeka się te trudne momenty to będzie tylko z górki :) A krem to Maltan - fakt ma bardzo dobry skład, nie trzeba go ścierać przed karmieniem i generalnie jest super ;) [J.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzę, że popełniłam błąd, dzięki, już naprawiam ;) Niestety ja te 10 lat temu myślałam, że jak mi nie tryska litrami mleko, to go nie mam ;) Dlatego mam żal do położnych, że nie pomogły, a wręcz odwrotnie.

      Usuń
  18. Karmiłam dziecko przez siedem miesięcy, to najlepsze, co mogłabym wtedy dać swojemu maluszkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytając Twoja historię, czułam się, jakbym znów była w szpitalu ze swoimi córkami... Gratuluje Ci, że się nie poddałaś. Moja historia jest prostsza, bo karmiłam piersią córkę przez 11,5 miesiąca, bo sama się odstawiła. Druga ma dziś 7 miesięcy i wątpię, by skończyła się nasza przygoda z kamieniem przed końcem 12 miesiąca, bo jest cyckoholikiem. A ja jestem szczęśliwa, że karmie. Takze w tym momencie 😄 gdy Zuzia miała 2 miesiące byłam w odwiedzinach u kuzynki, które miała dziesięciodniowego synka. Od cioci usłyszałam: "karmisz?" "Tak. "Ale na noc to musisz dać Bebiko. Samo twoje mleko jej nie starczy." Wystarczylo. Do 7-8 miesiąca, potem zaczęły się kaszki, bo myślałam, że budzi się nocą z głodu, a to było ząbkowanie. Jednak wprowadzanie kaszek, potem porcji mleka w dzień wypierali karmieniu naturalne. Czy żałuję? Nie, bo i tak długo ja karmiłam, a mm też było dla jej zdrowia. Na początku życia Emilki było trudniej, każdy kryzys i skok rozwojowy przechodzi intensywnie, z cyckiem w buzi. A ja przeszłam przez, zapalenie piersi z 40stopniowa gorączka i na 3 dni powaliło mnie do lozka. Namawiano butelkę, bo nie dam rady jej wykarmić, skoro ciągle chce jeść. Ale mimo wątpliwości nie dałam. I bardzo się cieszę. Pozdrawiam serdecznie! Wspierajmy się, szanujmy, bo każda z nas przechodzi niełatwa drogę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna historia, cieszę się, że mimo wszystko karmiłaś naturalnie :)

      Usuń
  20. Temat bardzo potrzebny, najważniejsze to słuchać swojej intuicji i czerpać radość z bliskości z dzieckiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Facet chyba nigdy w pełni nie zrozumie tych dylematów.

    OdpowiedzUsuń
  22. karmienie to temat rzeka, każdy ma swoje racje, swoje powody i przekonania

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mam jeszcze dzieci, ale mam nadzieję, że nie będę miała takich problemów i strasznie Ci współczuję. Niestety wszystko mamy zakodowane w głowie i człowiek może nie tylko takie cuda nie widy stworzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem za karminiem piersią ze względu na dobro dziecka, ale w życiu róznie bywa...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Anika Pietruszko | blog. , Blogger